KANADYJSKIE LIFESTORY
 

6 przemyśleń, po 6 latach mieszkania w Kanadzie

Nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale w maju tego roku minęło dokładnie 6 lat temu odkąd stanęłam z jedną dużą walizką na lotnisku w Edmonton i nie miałam zielonego pojęcia, że Kanada stanie się moim domem. Nie sądziłam też, że w przeciągu najbliższych lat moje życie zmieni zupełnie swój kurs.

6 lat, ponad 2100 dni, to mało i niemało. Każdy kto raz mieszkał poza swoim krajem urodzenia, doskonale wie, że nic nie jest za darmo. Cały proces wymaga od nas niekiedy ogromnej cierpliwości, zaangażowania, zrozumienia i nieziemskiej determinacji. Nigdy nie sądziłam, że nadaję się do zamieszkania gdzieś indziej niż w Polsce. I nie dlatego, że jestem wielką patriotką, ale dlatego, że w głowie nie mieściła mi się ilość wyrzeczeń, które trzeba zrobić, żeby gdzieś indziej poczuć się jak u siebie.

Teraz wiem, że wsiadając do samolotu lecącego na drugą stronę oceanu byłam kompletnie nieprzygotowane na sytuacje, które miały mnie spotkać.

 

To co takiego zmieniło się w moim życiu i we mnie samej po 6 latach mieszkania w Kanadzie?

 

1. Nie ma czegoś takiego jak 100% gotowość.

Wyjeżdżając do Kanady skakałam do wody nie potrafiąc pływać. Oprócz tego, że miałam pozwolenie na pracę, znalezioną szkołę językową i dach nad głową u kuzynki, to było tyle. Pewnie niektóre osoby stwierdzą, że to dużo. Patrząc jednak z perspektywy czasu, było to niewiele. Teraz wiem, że niekiedy ten na pierwszy rzut oka, brak przygotowania daje poczucie tego, że nie boimy się zmiany, wyjścia z wcześniej wytyczonej drogi. Nie można i moim zdaniem nie powinno się być przygotowanym na każdy scenariusz, ponieważ wtedy tracimy możliwość podejmowania spontanicznych decyzji, na które niekiedy jest jedynie chwila do zastanowienia. Dlatego uważam, że dzięki temu podejściu byłam w stanie po 3 tygodniach przenieść się do Toronto i zacząć swoich sił solo. Do tej zmiany byłam mniej przygotowana niż do wyjazdu do Kanady, ale nie ukrywam, że chyba dzięki tej spontaniczności spotkało mnie sporo ciekawego po drodze.

 

2. Wszystkiemu winna Kanada.

Kiedy pod koniec 2012 roku otrzymałam status stałego mieszkańca Kanady zaczęłam czuć wewnętrzną presję, żeby nieco przyspieszyć bieg pewnych wydarzeń i nadgonić czas. Zamieszkując w nowym kraju wiele rzeczy zaczynamy od nowa. I to właśnie był ten moment, kiedy stałam się małym robotem do robienia rzeczy. Zawsze sporo wymagałam od siebie, ale w trakcie pierwszych lat w Kanadzie sama siebie wpędziłam w kołowrotek w którym biegałam non stop bez przystanku. Moja lista rzeczy do zrobienia nie miała końca, przestałam się cieszyć z małych sukcesów, bo na horyzoncie były kolejne cele do osiągnięcia i złapania. A za ewentualną porażkę obwiniałam co? Kanadę! Nie siebie, nie fakt, że w życiu nie zawsze, wszystko od razu wychodzi. Nie myślałam kategoriami, że błąd to tak naprawdę nauka. I dopiero chwila zastanowienia się nad nim da nam siłę do tego, żeby się otrzepać i iść dalej.

 

3. Oklepana strefa komfortu.

Ile razy słyszałam, że życie zaczyna się poza strefą komfortu. W dalszym ciągu mam przed oczami te motywacyjne zdjęcia i grafiki szalejące po internecie, które mają nas zmotywować do skoku na głębszą niż do tej pory wodę. Sama lubię zmiany, ale nie zawsze potrafiłam i pewnie dalej nie potrafię zaakceptować jej niektórych etapów. Zwłaszcza tego gdzie nie widać, żadnego efektu. To wtedy przychodzi ten moment, kiedy najwięcej osób odwraca się na pięcie i stwierdza, że nasz wysiłek nie ma sensu i nie był warty włożonej energii.  Po tych kilku latach życia w Kanadzie, zmianie zawodu, pracowania na własny na rachunek, w końcu zrozumiałam, że zmiana to nie jest efekt końcowy. To wszystko to co dzieje się po drodze, to czego się uczymy, jak się w jej trakcie zachowujemy i jak na nowo uczymy się siebie. Dlatego warto myśleć o tym co dzieje się w naszym życiu teraz, a nie z klapkami na oczach dążyć do wyznaczonego celu, który wypchnął nas ze strefy komfortu.

Wyspa Księcia Edwarda, Kanada

 

4. Lokalność.

Wydawałoby się, że nie ma prostszej rady do przystosowania się do życia w nowym miejscu niż ta. Od jakiegoś czasu lokalność nabrała dla mnie innego wymiaru. Odkąd pracuję jako fotograf poznaję Toronto, Greater Toronto Area czy nawet Ontario z nieco innej perspektywy. W tym roku zrobię pewnie około 30 sesji w różnych miejscach, które jeszcze bardziej przybliżą mnie do tego miasta, sprawią, że jeszcze bardziej poczuję się jego częścią. Uwielbiam to uczucie kiedy wchodzę do sklepu fotograficznego w centrum Toronto i sprzedawcy znają moje imię. Uwielbiam fakt, że mam swoje ulubione miejsca do których chodzę regularnie, bo właśnie w taki sposób tworzą się wspomnienia, nie chwilowe, ale te które zostaną z nami przez kolejne, długie lata. To poznawanie miasta, wybieranie nowych, mniej utartych ścieżek sprawia, że z czasem zaczynamy się czuć jak u siebie.

 

5. Dom jest tam, gdzie jest moja rutyna.

Nikt z nas nie wybiera kraju i miasta gdzie się urodzimy. Oba te czynniki mają ogromny wpływ na to jakimi ludźmi jesteśmy, jaki jest nasz światopogląd czy szanse na start. Ja dziewczyna urodzona w Wałbrzychu, mieście gdzie niewiele się dzieje, otoczonym Górami Wałbrzyskimi, gdzieś na końcu Polski, rzut beretem od granicy czeskiej i niemieckiej. W mieście „słynącym” swego czasu z „biedaszybów”, a jeszcze nie tak dawno ze „złotego pociągu”. Wychowana w bloku z wielkiej płyty, biegająca do wieczora na podwórku z watahą dzieciaków, uwielbiająca wchodzić wszędzie tam gdzie rodzice mi zakazywali. Będąc dzieckiem z wiecznie obdartymi kolanami nie sądziłam, że nogi poniosą mnie życiowo dalej niż do bycia warszawskim słoikiem.

Po stałym zamieszkaniu w Kanadzie zaczęły przebiegać mi przez myśl, w którym kraju czuję się lepiej. Czy Polska dalej jest moim domem czy może stała się nim Kanada. Każde odwiedziny w Polsce weryfikowały moje emocje i sprawiały, że za każdy razem Kanada małymi krokami, nieśmiało przybliżała się do mnie, a ja do niej. Teraz wiem, że moje miejsce jest tam gdzie wypracowała się moja rutyna, gdzie w dany momencie jestem lokalna. Odwiedzając Polskę czuję się już bardziej jak turystka, której walizka jest szafą, a czyjaś kanapa tymczasowym miejscem do spania. Nie mam tam swojej codzienności. Jedynie bliskie osoby, które podobnie jak w przeciągu tych lat zmieniły się i mają swoją rutynę ponad 6000 kilometrów ode mnie. Obecnie moje zwykłe i niekiedy niezwykłe dni są w  Toronto, ale kto wie gdzie one będą za kilka lat.

 

6. Toronto, nie jest moim ostatnim przystankiem.

Toronto ma w moim sercu zaklepane stałe miejsce. Uwielbiam to miasto za jego energię, za to, że pozwala każdej osobie, która chce, poczuć się jak u siebie. Uwielbiam je za jezioro, które codziennie rano widzę z okna, za możliwości które daje, oczywiście jeżeli chce się je wykorzystać, za ludzi których można spotkać i za jedzenie. Ogromną ilość jedzenia z całego świata! Wiem jednak i w sumie chcę tego, żeby nie było ono moim ostatnim przystankiem. To właśnie życie na imigracji nauczyło mnie tego, żeby próbować nowych rzeczy, czuć się niekomfortowo, uczyć się codziennie i brać z życia nieco więcej niż jest ogólnie przyjęte.

 

Niesamowite jest to jak zmienia się moje postrzeganie życia w Kanadzie, jak powoli nabieram dystansu do siebie i tego co mnie otacza, jak z każdym rokiem poznaję siebie z innej perspektywy. Polecam takie małe przemyślenia każdemu. Nie tylko osobom, które zmieniły kraj zamieszkania. Te niewielkie refleksje dodają energii do dalszego działania i pozwalają zaprzyjaźnić się ze zmianami, które są w naszym życiu nieuniknione.

A tutaj kilka postów do moich poprzednich, refleksji odnośnie kolejnych lat mieszkania w Kanadzie.

10 rzeczy, które powiedziałabym do siebie przed przeprowadzką do nowego kraju

4 lata w Kanadzie, i co?

Ciekawa jestem innych przemyśleń dotyczących życia gdzieś daleko od miejsca urodzenia. Macie jakieś?

Written by

Pieć lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika

Latest comments
  • „Wiem jednak i w sumie chcę tego, żeby nie był on moim ostatnim przystankiem”. Ze mnie emigracja uczynila to samo. Wiem, ze Budapeszt nie jest moim ostatnim przystankiem i czasami przeraza mnie to, ze tego ostatniego przystanku nie widze. Nie zamykaj bloga. Nawet jak tam sie pojawi cos, co 2 miesiace to i tak warto zajrzec   Pozdrowienia z drugiej strony oceanu !

  • Najbardziej podoba mi się zdanie „Nie mam tam swojej codzienności….” Zawsze brakowało mi słowa jak to wyrazić a teraz już wiem, że mieszkamy na stałe tam gdzie nasza codzienność. Pozdrawiam!

  • Tekst z gatunku „rośliny emocjonalne emigranta” czyli coś, co uwielbiam! Dziękuję! ❤
    Wiele Twoich słów jest mi bliskie. Lojalność, codzienność, docenienie „Tu i teraz”, wszystko to sprzyja oswajaniu nas w Kanadzie. Ja po ttzrch latach emigracji wciąż mam nadzieję, że uda mi się wypracować plan życia „na dwa kraje” (albo i więcej, po co się ograniczać ). Czy sie uda?Zobaczymy…
    Nam w przyszłym tygodniu minie trzecia rocznica lądowania w Vancouver. W głowie głębią się myśli, tym razem o łatwości oceniania dziś decyzji dotyczących Kanady. I o tym, jak bardzo wszyscy jesteśmy „never enough”. Chyba i ja muszę się zabrać za posta.
    Serdeczności z Polski

    • no i jak tu nie lubić swojego telefonu? „Rozkminy” zamienił mi na „rośliny”, co swoją drogą mocno zabawne jest 🙂

  • MIeszkałem w Vancouver przez rok. Wyjechałem z programu IEC. Tak jak Ty. I to w Kanadzie pierwszy raz tak mocno poczułem jak mi zależy na Polsce. Jak mi zależy na tym żeby podtrzymywać tradycje, historię, tożsamość. To o co walczyli nasi przodkowie przez 123 lata zaborów, podczas wojny bolszewickiej, II wojny światowej, powstania, komunizmu. Ja chce budować ten kraj, chce żeby ten kraj istniał i był silny. Dla siebie i dla tych ludzi na górze, którzy oddali swoje życia żeby ten kraj istniał. Z tej wdzięczności (miłości?) nie potrafiłem zostać w Kanadzie dłużej niż rok. Ale każdy ma swój plan na życie i ja to szanuje i rozumiem. Powodzenia w Kanadzie!

  • Wow, dzięki Ci za ten blog! 🙂 sam też coś podobnego pisalem, ale niestety szybko olałem… mieszkam od 13 lat w UK i razem z dziewczyną bardzo poważnie zastanawiamy się nad wyjazdem do Kanady. Jeszcze raz dziękówa wielka, super się Ciebie czyta!

    • a ja bybm sie nie wybierala….
      tutaj tylko praca I praca I praca….no chyba ze wykonnujesz tzw `wolny zawod` to nie ma znaczenia w jakim kraju bedziesz mieszkal. Kanada to jak dal mnie zbyt kapitalistyczny kraj.
      Trzeba pomieszkac I popracowac by zrozumiec. Zycie mega drogie, czasu malo bo `ustawowe urlopy` krotkie w porownaniu z PL czy nawet UK! Dlugie zimy…. I ciemno, wielkie domy (poza miastem) I male backyards bo I po co kawalek zieleini jak I tak albo ze wzgledu na pogode albo po prostu brak czasu nie ma w nim kiedy przebywac.
      Nie linczujcie tej wypowiedzi. Kazdy ma prawo do wlasnych. Wszystko tez zalezy tez czy ma sie dzieci czy nie. Przedszkole ponad $1000 na miesiac na dziecko,, do tego hipoteczny ok $2000 (oczywisice zalezy gdzie sie mieszka) ubezpieczenia samochodow, bezdzyna do nich, jedzenie itp.. za $5000 miesiecznie to ledwo ledwo moze zawiazac koniec z koncem. Sa tacy co nawet tyle nie maja. A mieszkac gdzies trzeba?
      Nie pisze wiecej bo pewnie wiekszosci to sie nie spodoba 😛

      Moja wypowiedz jest zwiazana ze akurat dosc mocno rozwazamy powrot do kraju czyli PL! po ponad; ja 14 lat a maz o 22.

  • Nie bierzcie mnie od razu za nieudacznika. Oboje z mezem mamy bardzo dobry dochod nawet na warunki Kandyjskie jednak nie udalo nam sie stworzyc balansu zycie rodzinnego… co z tego ze mamy pieniadze jak nie mamy ich kiedy wydawac?
    Oczywisice zalezy kot co robi. My akurat, ze wzgledu na profesje meza albo praca `non stop` albo bez pracy jestesmy.
    Kanada jest piekna ale Polska tez 🙂

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: