KANADYJSKIE LIFESTORY
 

Zielony, czerwony, niebieski – trzy kolory Wyspy Księcia Edwarda

Po czterech, deszczowych dniach w Halifax i urzekającym dniu w malowniczym Peggy’s Cove, ruszyliśmy w kierunku naszej wycieczkowej, wysienki na torcie, czyli najmniejszej i moim zdaniem jednej z najbardziej uroczych kanadyjskich prowincji, Wyspy Księcia Edwarda. Już sama nazwa brzmi dosyć romantycznie. Kiedy pomyślimy jeszcze o tym, że wyspa ta była inspiracją dla Lucy Maud Montgomery, do stworzenia postaci charyzmatycznej, rudowłosej Ani z Zielonego Wzgórza, to nasza wyobraźnia zaczyna wchodzić na wyższy, niż dotychczasowy poziom.

Nie będę oryginalna jak powiem, że jako dziecko z zapartym tchem śledziłam losy temperamentnej Ani. Najpierw te książkowe, a później ekranowe. Jak dziś pamiętam, kiedy przez kilka niedziel z rzędu zasiadałam przed telewizorem, żeby przenieść się na zielone wzgórza wyspy, która leży gdzieś, w dalekiej Kanadzie. To właśnie Lucy M. Montgomery i bohaterka jej powieści zasiały w mojej głowie małe, kanadyjskie ziarenko. Oczywiście, siedząc przed telewizorem, w bloku z wielkiej płyty, nie byłam świadoma tego, że Wyspa Księcia Edwarda, to niewielki wycinek Kraju Klonowego Liścia, który znacznie różni się od jego reszty. Musiało upłynąć kilkadziesiąt lat, żebym na własnej skórze, przekonała się jakim krajem jest Kanada i chociaż na chwilę przeniosła się na tę wyjątkową wyspę.

 

Dwie drogi prowadzące na wyspę

Na Wyspę Księcia Edwarda można dostać się na dwa sposoby. Jeden, to prom, który odpływa z Nowej Szkocji lub Nowego Brunszwiku, drugie rozwiązanie, to przejazd przez Most Konfederacji, który od 1997 łączy Nowy Brunszwik z wyspą. Długi na prawie 13 kilometrów betonowy most, jest najdłuższą tego typu budowlą na świecie, która została postawiona na zamarzających wodach.

Jak ktoś lubi łączyć atrakcje, to może na wyspę dostać się za pomocą promu, a wrócić mostem. Albo odwrotnie. Za przejazd zarówno promem jak i mostem płaci się dopiero przy wyjeździe z niej. W przypadku promu jest to $71, a w przypadku mostu $46.50, za samochód osobowy. Trzeba jednak pamiętać, że w sezonie letnim warto zrobić rezerwację na miejsce na promie, zwłaszcza w okolicy długich weekendów i być minimum 30 minut przed jego odpływem. Inaczej możemy pocałować klamkę i czekać na następny statek. Most nie wymaga od nas logistycznych akrobacji, ponieważ jest otwarty 24 na dobę.

My wybraliśmy opcję łatwiejszą, czyli przejazd mostem Konfederacji, którego widok robi spore wrażenie.

Wyspa Księcia Edwarda, Kanada

 

Charlottetown i uwielbienie do konfederacji

Do stolicy Wyspy Księcia Edwarda wjechaliśmy późnym wieczorem i skierowaliśmy się w kierunku jedynego uniwersytetu w tej prowincji, czyli Uniwersytetu Wyspy Księcia Edwarda. To właśnie tam spędzaliśmy swoją pierwszą noc, a dokładniej mówiąc w jednym z jej pokoi w akademiku. Po kilku godzinach snu ruszyliśmy na pyszne śniadanie do Maid Marian’s Dianer, gdzie po nafaszerowaniu się sporą ilością kalorii i kofeiny zaczęliśmy przygotowywać się do dalszej drogi, tym razem rowerowej.

Plan był taki, że zabieramy ze sobą rzeczy na cztery kolejne dni i wyspę, a przynajmniej jej część, objedziemy na dwóch kółkach. Przez spory kawałek PEI przechodzi ścieżka rowerowa/ spacerowa, której długość to bagatela 435 kilometrów i dzięki, której za pomocą siły swoich nóg można przejechać wyspę wzdłuż i wszerz. Confederation Trail została otwarta w roku 1989 i powstała na terenie zasypanych torów kolejowych, co oznacza, że na wyspie nie występuje coś takiego jak pociągi. Szlak Konfederacji jest bardzo dobrze utrzymany i przystosowany dla fanów dwóch kółek. Po drodze, co kilkanaście kilometrów, znajdują się toalety, stoły piknikowe czy ławki.

Wyspa Księcia Edwarda, KanadaWyspa Księcia Edwarda, KanadaWyspa Księcia Edwarda, Kanada

Po kilku godzinach pobytu na wyspie zauważyliśmy, że wiele nazw zawiera słowo konfederacja. Zaczynając od mostu, który jest jedynym, lądowym sposobem dostania się na nią, poprzez centra kultury, ulice i na ścieżce rowerowej kończąc. Słowa konfederacja jest wszędzie. I nie dlatego, że konfederacja kanadyjska została podpisana na wyspie, a dlatego że w Charlottetown, w roku 1864, odbyła się  jedna z konferencji, której celem było zjednoczenie wschodnich prowincji kanadyjskich. Jak widać mieszkańcy PEI muszą być niezmiernie dumni z tego faktu!

Wyspa Księcia Edwarda, Kanada

 

Kolory wyspy

Późnym popołudniem, po zapakowaniu naszych rowerów po same brzegi, wyruszyliśmy z Charlottetown. Zostało nam zaledwie kilka godzin słońca. Stwierdziliśmy, jednak że spokojnie możemy pedałować w nocy, a nocleg w postaci pola namiotowego znajdziemy po drodze. Po pierwszym przystanku zorientowaliśmy się, że postoje nie są najlepszym pomysłem. Komary na wyspie nie znały litości! Jeszcze nigdy nie miałam, poczucia, że mogę zostać przez nie zagryziona w kilka minut. Za każdym razem, kiedy przestawaliśmy pedałować, dosłownie po paru sekundach, zostawaliśmy przez nie okrążani. Jeszcze teraz, na samą myśl o nich, czuję lekkie mrowienie na skórze. Jak widać były na tyle skuteczne, że doprowadziły mnie do komarowej traumy!

Kilka widoków na Charlottetown, stolicę PEI.

Wyspa Księcia Edwarda, KanadaWyspa Księcia Edwarda, KanadaWyspa Księcia Edwarda, KanadaWyspa Księcia Edwarda, Kanada

Rowery są, moim zdaniem, doskonałym sposobem na poznawanie nowych okolic. Wolniejsze od samochodu pozwalają na spontaniczne postoje, a dzięki wysiłkowi, który trzeba włożyć w pokonanie trasy jeszcze bardziej można połączyć się z danym miejscem. Wyspa Księcia Edwarda jest idealnym terenem na rowerowe wojaże. Sielskie widoki sprawiały, że mogłabym zatrzymywać się co kilkanaście metrów i robić kolejne zdjęcie uroczej latarni, zielonych pagórków nad którymi góruje błękitne niebo. Za tymi spokojnymi widokami kryło się jednak małe wyzwanie. Wyspa nie jest płaska jak stół. Wręcz przeciwnie, ma wiele mniejszych, większych wzniesień, które wymagają sporych zasobów energii. Wszystko, to połączone z zapakowanym rowerem i żwirowym podłożem dawało nam niekiedy w kość, a w moim przypadku zakończyło się groźnie wyglądającym upadkiem, z którego na szczęście wyszłam bez szwanku. A byłam o krok od wylądowania w rowie!

Wyspa Księcia Edwarda, KanadaWyspa Księcia Edwarda, KanadaWyspa Księcia Edwarda, KanadaWyspa Księcia Edwarda, Kanada

 

Niespieszne odkrywanie

Uwielbiam poznawać Kanadę. Odkrywać jej nowe zakątki. I pomimo tego, że odległości są ogromne i niekiedy taniej jest ruszyć w innym kierunku, mając przy tym gwarancję pogody, to uważam, że niespieszne poznawanie kraju w którym przyszło mi mieszkać powoduje, że czuję się do niego bliżej. Nie urodziłam się tutaj, angielski nie jest moim pierwszym językiem i nie raz zmagam się z emigracyjnymi emocjami, to jednak świadomość tego, że widziałam już spory kawałek Kraju Klonowego Liścia sprawia, że w jakiś sposób czuję się jego częścią. Wyspa Księcia Edwarda jest miejscem dosyć romantycznym. Duży wkład w jego magię miała Lucy Montgomery i Ania z Zielonego Wzgórza. To właśnie zwiedzając wyspę na rowerze uświadomiłam sobie, że siedząc w fotelu i oglądając przygody rudowłosej Ani, której kolor włosów wziął się z czerwonej ziemi, nie sądziłam, że będzie mi dane zobaczyć niewielką, zieloną wyspę. I to właśnie w życiu jest fajne. Nigdy nie wiemy co nas czeka, ale nasze decyzje i ciekawość świata sprawiają, że ruszamy w drogę. Żadne rzeczy materialne nie dadzą nam tego co podróżowanie i odkrywanie nowych kątów.

Wyspa Księcia Edwarda, KanadaWyspa Księcia Edwarda, KanadaWyspa Księcia Edwarda, KanadaWyspa Księcia Edwarda, KanadaWyspa Księcia Edwarda, Kanada

Po dwóch dniach rowerowania oraz zmagania się się z pagórkami i komarami dotarliśmy do Cavendish, czyli miejsca gdzie wszystko się zaczęło. Już poprzedniego dnia, kładąc się spać późnym wieczorem do namiotu, którego widok rozpozcierał się na Zatokę Świętego Wawrzyńca czułam się jak dziecko, które spełni swoje kolejne, małe marzenie. Mowa o zobaczeniu piegowatej Ani i jej domku na zielonym wzgórzu, przejściu się po lesie Duchów czy Alei Zakochanych.

Ale o tym w kolejnym poście.

Wyspa Księcia Edwarda, Kanada

Written by

<p>Pieć lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika</p>

Latest comments
  • Wspaniały artykuł , tak mnie wciągła twoja opowieść o tej pięknej wyspie że nawet nie wiem kiedy doszłem do końca. Trochę posmutniałem że to już koniec ale zarazem cieszę sie że będą następne. Juz nie mogę się doczekać. Dzięki tobie mogę przenieść sie choć na chwile do tego pięknego kraju który od wielu lat mnie fascynuje i przyciąga.

  • Super zdjęcia i przepiekna relacja z tego miejsca, juz się nie mogę doczekać drugiej części. Zaczełam podglądać Pani blog, gdy jeszcze myślalam, że przeprowadzę się choc na trochę do Kanady, dziś niestety/stety wydaje mi się to troche mniej prawdopodobne, (mieszkam od jakiegos czasu we Francji) ale dzieki Pani relacjom i zdjeciom, mogę poznawać Kanadę, mimo że tam nie mieszkam, DZIĘKUJĘ BARDZO! pozdrawiam kasia

  • Twoje zdjecia sa bajeczne. Kazde jedno. Pozdrawiam 🙂

  • Hej i ja z przyjemnością przeczytałam Twój post. Piękne zdjęcia i z wielka przyjemnością czyta się o terenach mojej ulubienicy z czasów dzieciństwa. Będę wyglądać następnego posta.

  • Hej, mam pytanie, czy maile napisane i wysłane przez stronę bloga dochodzą poprawnie?
    Pozdrawiam 🙂

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: