KANADYJSKIE LIFESTORY
 

Dziwne, kanadyjskie przysmaki

Nie piszę wiele o jedzeniu. Nie dlatego, że nie lubię jeść, bo to jest akurat jedna z moich ulubionych czynności życiowych, ale trudno jest mi rozpisywać się o smakach, woniach i wrażeniach jedzeniowych. Ja po prostu lubię sobie usiąść i zjeść bez dociekania jaka przyprawa jest wyczuwalna i z jakiego pochodzi ona kraju. Albo coś mi smakuje, albo nie. Nie jestem również królową kuchni i gotuję wyłącznie, żeby nie umrzeć z głodu i nie jeść cały czas na mieście, bo to akurat może skończyć się dwiema rzeczami: wielką dziurą w portfelu i dodatkowymi kilogramami. Lubię jednak odkrywać nowe smaki, a każdy wyjazd do nowego miejsca jest dla mnie również podróżą kulinarną. Uwielbiam zasmakować lokalnych potraw, zobaczyć co i dlaczego jada się w danym rejonie. Podobnie było, kiedy po raz pierwszy wylądowałam w Kanadzie. Z wielkim zaciekawieniem wybrałam się na pierwsze zakupy spożywcze, żeby zobaczyć co przeciętny Kanadyjczyk wkłada do koszyka. A potrafi włożyć dużo, dziwnych rzeczy.

 

BEKONOWE KRÓLESTWO

Przed przyjazdem do Kanady moja wiedza na temat kuchni kanadyjskiej ograniczała się do syropu klonowego. To w Kanadzie, głównie w prowincji Quebec, powstaje 80% światowej produkcji tego pysznego, lepkiego przysmaku. Nie miałam jednak świadomości, że Kanadyjczycy uwielbiają bekon pod każdą postacią.

W jednym z badań przeprowadzonych przez producenta mięsa, 43% badanych Kanadyjczyków odpowiedziało, że gdyby mieli wybierać pomiędzy bekonem, a seksem wybraliby to pierwsze. A 23% ze wszystkich osób, które wzięły udział w ankiecie zastanawiało się, czy ich partner kocha bardziej ich czy bekon.

Jak widać dla niektórych osób może, to być bardzo trudny wybór i dla świętego spokoju lepiej nie zadawać partnerowi tego pytania!

Kanadyjczycy wyprodukowali już wszystkie kombinacje jedzeniowe związane z bekonem. W sklepach można znaleźć bekonowe pączki, z dodatkiem syropu klonowego, chipsy, miętówki, majonez, który nosi uroczą nazwę Baconnaise, lizaki, popcorn, dżem, bekonową nić dentystyczną czy pastę do zębów o smaku bekonu, tak żeby nie stracić smaku po zjedzeniu, oczywiście bekonu. Na świecie funkcjonuje również nazwa Canadian bacon i o dziwo nie jest ona używana przez Kanadyjczyków. Co najśmieszniejsze, w 1995 roku, powstał film pod tym samym tytułem. Dosyć lekka komedia napisania i wyreżyserowana przez Micheala Moore’a, która z przymrużeniem oka pokazuje zimną wojnę pomiędzy Stanami, a Krajem Klonowego Liścia. Jedną z głównych ról gra kanadyjski aktor i komik John Candy. Jak macie ochotę zobaczyć wszystkie kanadyjskie stereotypy w jednym miejscu, to warto zrobić sobie danie z kanadyjskim bekonem i usiąść przed telewizorem.

Kanadyjskie jedzenie

 

HOMAR JAK KURCZAK

Podczas naszej zeszłorocznej wizyty w atlantyckiej części Kanady przekonałam się na własnej skórze jak to jest jeść homara, prawie codziennie. Do tej pory, skorupiak ten kojarzył mi się z bardzo wykwintnymi daniami, których ceny nie należą do najbardziej przystępnych. W Nowej Szkocji i na Wsypie Księcia Edwarda sytuacja przedstawia się zupełnie odwrotnie, ponieważ często jego ceny w sklepach spożywczych są niższe od cen poczciwego kurczaka. Jak mieszkańcy atlantyckiej Kanady przygotowują homara do zjedzenie? Sposobów jest pewnie mnóstwo, ja jednak miałam nieco wątpliwą przyjemność osobiście łamać jego odwłok i słyszeć pękający pancerz czy wysysać mięso z jego małych nóżek (w połączeniu z ketchupem smakują jak frytki!)

W atlantyckiej Kanadzie jest możliwe mieć homarową ucztę każdego dnia. Homar jest w sałatkach, zupie, pizzy, daniach z makaronu czy hamburgerach. Nawet w McDonald’s można znaleźć Lobster Roll, czyli kanapkę ze sporymi kawałkami homara.

Halifax Nowa Szkocja

 

POUTINE, NIE PUTIN

Na koniec zostawiam chyba najbardziej oczywiste kanadyjskie danie. Pochodzący z francuskojęzycznej prowincji Quebec, Poutine, czyli frytki, oblane sosem pieczeniowym i posypane grudkami sera, który na moje oko, smakiem przypomina trochę oscypka. Poutine, nie mylić z rosyjskim prezydentem, jest obecnie dla wielu, głównie młodych Kanadyjczyków daniem na które idzie się, kiedy w naszej krwi są rozprowadzane procenty. To często w poutine barach, które w ostatnich latach rozrastają się jak grzyby po deszczu, najczęściej kończą się imprezy kanadyjskiej młodzieży. Pomimo tego, że młodzieżą już od dawna nie jestem, to moje pierwsze spotkanie z poutine miało miejsce w letnią, ciepłą noc w Toronto. I od tamtej pory rozumiem fenomen, tego prostego, ale zarazem dziwnego dania. Ciągle trwa debata czy poutine jest daniem narodowym czy jeszcze nie. Jedno jest pewne, znalazł się on na liście 10 kanadyjskich wynalazków (pozycja 10). Został wyprzedzony jedynie m.in przez insulinę, telefon, żarówkę, elektryczny wózek czy biustonosz Wonderbra. Oczywiście Kanadyjczycy poszli o krok dalej i obecnie oprócz tradycyjnego dania można zjeść poutine pizzę, sushi, lody no i oczywiście poutine z bekonem!

Jak wygląda poutine możecie zobaczyć TUTAJ. Niestety w moich zbiorach nie mam żadnego zdjęcia tego dania, więc już wiem co zjem jutro na obiad 🙂

Dla mnie, w dalszym ciągu kanadyjska kuchnia jest mocno nieodkryta. Tak naprawdę przemieszana jest ona z potrawami z całego świata i w wielu przypadkach zależy od tego w jakiej części Kanady mamy przyjemność jej próbować. Jednego nie da się zaprzeczyć: Kanadyjczycy uwielbiają łączyć ze sobą dziwne smaki, które sprawiają, że nasze podniebienie może dostać lekkiego szoku.

Post powstał w ramach projektu Klub Polki Na Obczyźnie. Jak chcesz poczytać o innych, dziwnych zwyczajach kulinarnych, to zapraszam TUTAJ. A Waszym zdaniem jakie są inne, dziwne kanadyjskie przysmaki?

Written by

Pieć lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika

Latest comments
  • Jadłam przepyszne Poutine w Niagara-on-the Lake. Oczywiście były tam frytki, delikatne mięsko ( czyli , nie do końca klasycznie ), wszystko polane sosem mięsnym z przyprawą curry, z rozpływającym się w ustach serkiem i przyozdobione gałązką rozmarynu….Nie potrafię opisać jakie to było pyszne 🙂 Szkoda , że nie mogę załączyć tu zdjęcia.
    Niestety nie udało mi się spróbować beaver tail , czyli ogona bobra…inaczej ciastko lub placek, ewentualnie racuch jak kto woli, w kształcie ogona . Generalnie potrawa na słodko.
    Trafiłam również ( wg Twoich wskazówek Moniko ) na Roncesvalles…gdzie lada z Polską garmażerką nie miała końca 😉 pozdrawiam serdecznie

  • Prairie oysters – czyli testicles mlodych cielakow ktore sa kastrowane. To taki zwyczaj na ranczach w czasie wiosennej operacji „branding” chyli wypalania znaku rancza na skorze cielakow.

  • Quebeckie przysmaki : uszy Chrystusa ( czyli oreilles de Christ ) , pate chinois , tourtiere a na deser pouding chomeur . Smacznego 😉

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: