KANADYJSKIE LIFESTORY
 

Jak pomóc sobie i innym. Wolontariat w Kanadzie

Przeprowadzając się do nowego kraju i zaczynając wszystko od początku tempo naszego życia znacznie przyspiesza. Czujemy jak ze zdwojoną siłą musimy nadrobić pewne rzeczy. Znaleźć pracę, aby móc zapłacić rachunki, znaleźć dach nad głową czy załatwić sprawy urzędowe. Do tego spotkać setki osób, żeby spośród nich, przy odrobienie szczęścia, poznać jedną, która zostaniem naszym nowym przyjacielem. Tęsknota za rodziną, znajomymi czy znanymi kątami również nie ułatwia nam sprawy. Zaczynamy idealizować małe momenty, które sprawiały, że nasz dzień był udany. A my sami robimy się nagle bardziej sentymentalni i wzruszamy się na samą myśl o smaku niedzielnego rosołu u mamy czy o zapachu ciepłych pączków.

Każdego dnia jesteśmy atakowani niezliczoną ilością bodźców i tak bardzo staramy się wpasować do nowej rzeczywistości. Do tego jak demony wychodzą nasze dawne kompleksy, albo pojawią się nowe, te emigracyjne. Obawa przed popełnieniem błędu językowego podczas rozmowy czy wieczne zastanawianie się jak brzmi nasz akcent, zwłaszcza po kilku pytaniach w naszym kierunku czy jesteśmy z Rosji czy z Ukrainy.

Zamieszkując w nowym kraju wystawiamy siebie na wiele prób i stopniowo poznajemy swoje nowe twarze.

Niekiedy te dobre, a niekiedy te złe, których się wstydzimy. Na początku drogi emigracyjnej nasza skóra robi się niezwykle miękka, a słowa, które kiedyś nie zrobiłyby na nas wrażenia, niewiedząc jak, nagle mocno ją ranią. Po kilku zimach i latach zaczynamy zdawać sobie sprawę, że te zagojone rany sprawiły, że nasza skóra stała się niezwykle mocna, a my dosyć nieźle dajemy sobie radę w nowym kraju, gdzie mamy wyznaczone cele i chcemy dogonić nasze marzenia. I to jest ten moment, kiedy zaczynamy czuć się ze sobą dosyć komfortowo. Na tyle, że nieświadomie, zbudowaliśmy sobie dosyć sporej wielkości, nowy kołowrotek.

I powiem Wam, że ja właśnie taka byłam. Kiedy przyjechałam do Kanady, na stałe, we wrześniu 2012 roku miałam wrażenie jakbym cofnęła się w czasie. Wiele rzeczy musiałam wypracować od nowa i wpadłam w wir, który sprawił, że w pewnym momencie czułam się jak dobrze zaprogramowany robot. Tak naprawdę, bezwiednie, zaczęłam budować rzeczy, od których chciałam odpocząć wyjeżdżając do Kanady. I to wtedy postanowiłam zmienić swoje życie o 180’C i w wieku prawie 30 lat wywrócić do góry nogami swoje życie zawodowe, a co za tym idzie zacząć wszystko od nowa.

 

Nowa droga

Pierwszy etap emigracji sprawia, że nasza głowa przechodzi niezłe przemeblowanie. Zaczynamy myśleć bardziej podstawowo. Często startujemy z poziomu zero i nie wiemy jak długo zajmie nam przeskoczenie o jedno oczko wyżej. W tym momentach warto uzbroić się w cierpliwość, podsycać w sobie pasję, która pchnęła nas do zmiany oraz raz na jakiś czas przypominać sobie dlaczego zdecydowaliśmy się na ten krok.

W zeszłym roku, kiedy odeszłam z etatu zaczęłam myśleć o sobie inaczej. Zostałam panią swojego czasu, a co za tym idzie mogłam go wykorzystać na dwa sposoby: snuć się do południa w domu w piżamie, albo zakasać rękawy i wziąć się do jeszcze bardziej intensywnej pracy, tylko tym razem na własny rachunek. Poczułam się jak 3 lata wcześniej, kiedy na stałe zamieszkałam w Kanadzie. Znowu zaczęła uciekać myślami do bezpiecznych wspomnień, a skóra zrobiła się miękka i bardzo wrażliwa na każdą porażkę, które na początku są po prostu czymś nieuniknionym.

 

Dać coś od siebie, a dostać jeszcze więcej

To wtedy narodził się pomysł, żeby pomoc sobie i innym. Razem z Norbertem zaczęliśmy rozmawiać o tym, że idealnie byłoby gdybyśmy zostali wolontariuszami fotograficznym, czyli znaleźli organizację, która poszukuje fotografów. Dając swoje umiejętności, moglibyśmy pomagać innym. Do głowy przyszło nam Camp Ooch, dla którego Norbert w 2011 roku zbierał pieniądze jeżdżąc, przez dwa tygodnie dookoła Islandii. O jego przygodach możecie poczytać TUTAJ.

Co takiego jest Camp Ooch? Jest to organizacją non – profit, która od ponad 30 lat organizuje letnie obozy dla dzieci chorych na raka oraz dzieci, które straciły rodzeństwo w wyniku tej strasznej choroby. Camp Ooch, jako jedyne w Ontario, daje możliwość wyjazdu dzieciom, które przechodzą chemioterapię, ponieważ odbywa się ona na terenie obozu. Poza tym przez cały rok organizują różnego rodzaju spotkania dla dzieci i ich rodzin, tak żeby chociaż na chwilę wszyscy mogli oderwać się od myśli związanych z chorobą. Camp Ooch współpracuje również bardzo blisko ze szpitalem Sick Kids, który jest największym szpitalem dla dzieci w Kanadzie.

6757km - Oh Kanada

 

Od pomysłu do realizacji

Mieliśmy świadomość, że nasz plan nie będzie najprostszy do wykonania. Camp Ooch jest sporej wielkości machiną, która każdego roku korzysta z pomocy setek wolontariuszy. Aż tu nagle, dwa miesiące od naszego pomysłu, Norbert dostał od nich zaproszenie na dni otwarte obozu. Potraktowaliśmy to jako znak i pewnie jako pierwsi odpowiedzieliśmy, że będziemy!

Dni otwarte były w trakcie jednego z sierpniowych turnusów. Zostały na niego zaproszone osoby które wcześniej, w jakiś sposób przyczyniły się do jego istnienia. Tak jak Norbert, który zbierał pieniądze pedałując dookoła Isladnii. Jadąc do Muskoki nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Stworzyliśmy sobie obraz, że pewnie będzie to dosyć trudne doświadczenie. Żadne z nas nigdy wcześniej nie miało styczności z dziecięcym rakiem stąd nasza wyobraźnia pracowała na największych obrotach. Ku naszemu zaskoczeniu było to jedno z najbardziej pozytywnych miejsc na ziemi. Pełne uśmiechów, śpiewu i zabawy. Dzieci, które walczą o życie, tam mogą zapomnieć o tym jak bardzo muszą być dorosłe i dzielne na co dzień. Dostaliśmy niesamowity zastrzyk energii i nasze problemy stały się nagle niezwykle banalne i małe.

Wiedzieliśmy, że chcemy zostać częścią Camp Ooch! Tylko jak? Zaczęliśmy rozmawiać z każdym kto miał ich koszulkę i plakietkę z imieniem i tak po kilkunastu uściskach ręki, krótkich rozmowach dlaczego tu jesteśmy trafiliśmy na Alisson z którą podzieliliśmy się naszym pomysłem. Na koniec rozmowy poprosiła nas o wizytówkę i pełni nadziei i siły, którą dostaliśmy od tych dzieciaków wróciliśmy do domu.

 

Bycie wolontariuszem, to zaszczyt

Po kilku tygodniach dostaliśmy maila od Alisson, że z wielką chęcią przyjmą naszą propozycję, jeżeli nadal jest aktualna. Oczywiście zostaliśmy wcześniej prześwietleni, z każdej strony, pod względem czystości kartotek policyjnych. I tak we wrześniu 2015 roku zostaliśmy częścią Camp Ooch! Miejsca, które sprawia, że nasze, niekiedy, wyimaginowane kłopoty odchodzą na bok. Miejsca, gdzie rozwijamy się jako fotografowie, poznajemy wspaniałych ludzi i gdzie możemy dać swój czas oraz umiejętności, które kiedyś sprawią, że ktoś zdecyduje się również na pomoc tym małym bohaterom, którzy walczą o swoje życie.

Będąc wolontariuszem dajemy siebie, ale w zamian dostajemy jeszcze więcej!

Dzieląc się swoim czasem z dziećmi, które z powodu choroby musiały przejść szybki kurs dojrzewania, uświadamiamy sobie jak jest on cenny. Jak niekiedy przecieka on nam przez palce, a my sami jesteśmy skupieni tylko wokół własnych spraw i problemów. Myślę, że bycie wolontariuszem sprawiło, że po części, stałam się lepszą osobą i jeszcze bardziej staram się docenić uroki życia.

 

Kto może zostać wolontariuszem w Kanadzie?

Oczywiście wolontariuszami mogą zostać osoby, które mają pozwolenie na pracę, czyli są tymczasowymi rezydentami, rezydentami czy obywatelami kanadyjskimi.

Okazuje się jednak, że wielu studentów czy osób odwiedzających Kanadę chce mieć szansę na zdobycie doświadczenia na rynku kanadyjskim. W wielu przypadkach należy być bardzo ostrożnym, ponieważ może się okazać, że łamiemy prawo. Citizenship and Immigration Canada dokładnie reguluję tę kwestię wyjaśniając czym jest „praca”. Według CIC za pracę otrzymujemy wynagrodzenie, albo prowizję. Może ona również konkurować z pozycjami wykonywanymi przez obywateli kanadyjskich czy rezydentów na kanadyjskim rynku pracy. Oznacza to, że również prace niepłatne mogą zostać uznane jako łamanie prawa, w niektórych sytuacjach wolontariat.

Jeżeli chcecie zostać wolontariuszem, bez pozwolenia o pracę, to warto odpowiedzieć sobie na następujące pytania:

    • Czy ta praca może być wykonywana przez Kanadyjczyka i czy dostałby za nią wynagrodzenie?
    • Czy zyskuję doświadczenie, które pozwoli mi na wejście na kanadyjski rynek pracy i na konkurowanie z kanadyjskimi pracownikami
        Jeżeli na oba te pytania odpowiedź jest pozytywna oznacza, to, że w oczach prawa kanadyjskiego pozycja ta może zostać uznana za pracę, a tym samym możecie mieć problemy z prawem.

 

Plusy wolontariatu

Giving back to community jest w Kanadzie bardzo popularnym pojęciem. Każdego roku prawie $13 milionów Kanadyjczyków jest częścią programów wolontaryjnych. Pomagając innym, stajemy się bardziej wartościowi w oczach naszych przyszłych pracodawców. Szybciej wzbudzamy zaufanie, pokazując że jesteśmy w stanie dawać swój czas i umiejętności za darmo. Wolontariat pozwala również na poznanie nowych osób, a tym samym zbudowanie siatki znajomych, co jak wiadomo jest bardzo ważne w przypadku bycia nowoprzybyłym emigrantem. Żeby tego było mało, badania przeprowadzone w 2012 roku, wśród managerów, wykazały że 65% z nich bierze pod uwagę doświadczenie wolontaryjne przy zatrudnianiu nowych pracowników. Nie wspominając o tym, że czujemy się lepiej sami ze sobą, kiedy pomagamy innym!

 

Norbert dookoła jeziora Ontario

Chciałam Wam również się pochwalić, że dzisiaj Norbert zaczyna kolejną jazdę na rowerze, w trakcie której będzie zbierał pieniądze na dzieci z Camp Ooch. Jego celem jest samotne przejechanie 850km, w ciągu 5 dni, w trakcie których ma zamiar zebrać $1 000. Jak dla mnie jest wielki! Pokonanie ponad 170 kilometrów dziennie jest dla mnie czymś niemożliwym. Dlatego zostałam w domu 😉 Cieszę się jednak, że Norbert ma w sobie tyle zapału! A TUTAJ możecie poczytać trochę więcej o jego akcji.

6757km - Oh Kanada

Written by

<p>Pieć lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika</p>

Latest comments
  • Tydzień temu przeprowadziłam się z Warszawy do Toronto. Jedną z pierwszych rzeczy, jaka rzuciła mi się w oczy, to wolontariusze na Toronto International Film Festival – są tam ludzie w absolutnie każdym wieku. To mnie zaciekawiło, bo w Polsce na takich imprezach wolontariuszami są licealiści i studenci, nigdy osoby starsze. Mnie się podoba tutejsze podejście do wolontariatu i jak tylko uporam się z miliardem formalności związanych z przeprowadzką, chętnie się w jakiś sama zaangażuję.
    P.S. Powodzenia dla Norbeta!

  • Jesteście bohaterami Trzymam kciuki za Norberta

  • Jestem z Was dumna kochani i nie przestawajcie w pomaganiu innym,bo to jest bezcenne :))

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: