KANADYJSKIE LIFESTORY

Kasię poznałam osobiście w styczniu tego roku w Montrealu. Krótko przed moją zaplanowaną wizytą w tym mieście dostałam od niej wiadomość na skrzynkę blogową, że jest świeżynką w Kanadzie i w związku z tym ma do mnie kilka pytań. Od słowa do słowa ustaliłyśmy, że spotkamy się na kawę i porozmawiamy trochę o Kraju Klonowego Liścia. Kiedy spotkałyśmy się w zimny, styczniowy wieczór w okolicach katedry Notre Dame od razu rzuciły mi się w oczy Kasi ognisto czerwone włosy oraz uśmiech. Po kilkunastu minutach wiedziałam, że spotkałam jedną z najbardziej pozytywnie nastawionych do życia osób. Od tamtej pory jesteśmy w bieżącym kontakcie i kiedy Kasia ogarnęła trochę swoją nową, kanadyjską rzeczywistość zaproponowałam jej, żeby podzieliła się swoimi wrażeniami.

Zapraszam Was do kolejnego wywiadu „Kanada oczami Polaków”, gdzie z Kasią rozmawiamy o tym dlaczego zdecydowała się na wyjazd do Kanady i jak płynie jej montrealskie życie.

 

Kiedy przyjechałaś do Kanady?
Do Kanady przyjechałam w styczniu 2016 roku, czyli dosyć niedawno. Wylądowałam w Toronto, skąd po tygodniu zdecydowałam się przeprowadzić do Montrealu.

Dlaczego wybrałaś Kanadę?
Już od jakiegoś czasu marzyłam o przyjeździe do tego kraju. Jestem człowiekiem gór, kocham naturę i stąd Kraj Klonowego Liścia chodził mi po głowie. Poza tym w moim sercu jest język francuski, który zaraz obok angielskiego, jest językiem urzędowym Kanady. Marzenia są po to, żeby je realizować, więc w pewnym momencie zaczęłam szukać sposobów na to jak można legalnie wyjechać i zamieszkać w Kanadzie.

Na jakich zasadach wyjechałaś do Kanady?
Szukając informacji o Kanadzie natknęłam się na program International Experience Canada, na który postanowiłam zaaplikować w kwietniu 2014 roku. Niestety nie udało mi się dostać za pierwszym razem i trafiłam na listę rezerwową. W grudniu 2014 otrzymałam wiadomość, że ktoś zrezygnował z zaproszenia i mam możliwość skorzystania z programu IEC. Dostałam 7 dni na złożenie odpowiednich dokumentów. I tym sposobem otrzymałam roczne pozwolenie na pracę w ramach opcji Working Holiday.

Co sprawiło, że nie dostałaś się na program International Experience Canada za pierwszy razem?
Zdecydowanie za długo wypełniałam aplikację. Wszystko robiłam w swoim tempie i nie wzięłam pod uwagę tego, że czas jest tak ważny. Bardziej skupiłam się na poprawności informacji. Nie wiedziałam również, że na pierwszym etapie aplikacji nie trzeba dostarczyć CV, którego napisanie pochłonęło wiele cennych minut.

Czy masz jakiś złoty środek jak zakwalifikować się w ramach International Experience Canada?
Na pewno przed aplikowaniem warto przekopać internet, żeby dowiedzieć się jak działa aplikowanie w ramach tego programu. Na co warto zwrócić uwagę, a co jest mniej istotne. Osoby, które mają więcej informacji mają większe szanse na zakwalifikowanie się w programie.

Na początku przyjechałaś do Toronto. Po tygodniu przeprowadziłaś się do Montrealu. Co wpłynęło na Twoją decyzję?
Od samego początku myślałam o prowincji Quebec. Do Toronto przyjechałam z czystej ciekawości. Decyzję o wyjeździe do Kanady przetrzymywałam do samego końcu. Wymagała ona ode mnie wyjścia ze strefy komfortu, co jak wiadomo nie należy do rzeczy najłatwiejszych.

Toronto nie jest miastem w którym swobodnie można posługiwać się w języku francuskim, który w moim przypadku, jest znacznie lepszy niż angielski. Po kilku dniach w stolicy Ontario oraz konsultacji ze znajomym, który tutaj mieszka zdecydowałam się na Montreal.

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia z Kanadą, kiedy się tutaj przeprowadziłaś?
Jestem bardzo pozytywną osobą i w związku z tym, że Kanada była moim marzeniem ciągle zachwycam się tym krajem. Na samym początku moją uwagę przykuła inna zabudowa miast oraz mili, pozytywni ludzi, których w Kanadzie można spotkać na każdym kroku.

Jak wyglądały Twoje poszukiwania mieszkania?
Kiedy przyjechałam do Toronto mieszkałam w hostelu, który zarezerwowałam będąc jeszcze w Polsce. Po przyjeździe do Toronto, dzięki Twojemu blogowi, natrafiłam na stronę Airbnb, przez którą znalazłam pokój do wynajęcia w Montrealu. Na początku wynajęłam go na miesiąc, a później przez pięć kolejnych miesięcy przedłużałam jego wynajem. Obecnie jestem na etapie przeprowadzki. Drugi pokój znalazłam przez stronę kijiji.ca.

6757km - Oh Kanada

Jak wynajmowałaś pokój przez Airbnb czy Kijiji wymagane były od Ciebie jakieś dokumenty?
Nie. Zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku nic nie było ode mnie wymagane oprócz co miesięcznych opłat za wynajem. Moje zasady wynajmu są bardzo proste: mam tygodniowe wypowiedzenie i nie muszę płacić ostatniego czynszu jako kaucji.

Jak wypadły Twoje wyobrażenia o Kanadzie i Montrealu, kiedy skonfrontowałaś je z rzeczywistością?
Muszę przyznać, że rzeczywistość okazała się lepsza niż zdjęcia. Wiele rzeczy mnie zachwyca. Do tego dochodzą jeszcze pozytywni ludzie, którzy dodają energii każdego dnia.

Co uwielbiasz w Kanadzie?
Wspaniałe jest to, że Kanada jest krajem zbudowanym na emigrantach. Można tutaj spotkać ludzi z różnych zakątków świata i pokazuje, to to, że pomimo tego iż różnimy się kulturom, wychowaniem, to potrafimy razem żyć i współpracować. Niestety nie w każdym kraju jest tak jak tutaj. Lubię również kanadyjską życzliwość. Ludzie są dla siebie mili, pomocni i ta pozytywna energia jest zaraźliwa.

6757km - Oh Kanada

Jak wyglądały poszukiwania pracy w Montrealu?
Kiedy przyjeżdżałam do Kanady liczyłam się z tym, że nie znajdę pracy w swoim zawodzie i byłam otwarta na zmiany. W Polsce pracowałam w biurze, w firmie górniczej. Jestem po studiach chemicznych, więc postanowiłam aplikować do kilku firm chemicznych w Montrealu m.in fabryki L’Oréal. Niestety nic z tego nie wyszło. Aplikowałam również do restauracji, do sklepów. Nie wysłałam zbyt wiele aplikacji, ponieważ nie szukałam pracy od samego początku. Najpierw nastawiłam się na naukę języka angielskiego. Po kilku miesiącach, na początku kwietnia natrafiłam na ogłoszenie w montrealskim wydaniu gazety Metro, gdzie było ogłoszenie na agentów obsługi pasażerów na lotnisku w Montrealu. Postanowiłam spróbować swoich sił i tak zostałam zatrudniona.

Jak przebiegał proces rekrutacji w Twojej obecnej pracy?
Pojechałam na dni otwarte, gdzie opowiedziano nam o firmie. Następnie z osobami, które były zainteresowane pracą zostały przeprowadzone indywidualne rozmowy. Po tygodniu czasu, wybrane osoby, w tym ja, dostały informacje, że zakwalifikowały się do drugiego, ostatniego etapu, który polegał na formalnościach. W mailu zostaliśmy poinformowani, jakie dokumenty musimy ze sobą przynieść (dokument tożsamości, pozwolenie na pracę w przypadku imigrantów lub akt urodzenia w przypadku obywatelix, ubezpieczenie) otrzymaliśmy również informacje o tym, że musimy przejść szkolenie bezpieczeństwa w związku z pracą na lotnisku – mail zawierał, konkretne informacje, następnie trzeba było samodzielnie przejść szkolenie, które zakończyło się otrzymaniem certyfikatu, który również musieliśmy dostarczyć na II etap. Szkolenie można było odbyć zarówno w języku franuckim jak i angielskim. Podczas drugiego etapu – to już standardowo – wypełnialiśmy dokumenty kadrowe niezbędne podczas przyjęcia do pracy.

Ile czasu zajęło Ci znalezienie pracy?
Od momentu, kiedy na poważnie rozpoczęłam cały proces zajęło mi to około 1.5 miesiąca.

Obecnie pracujesz na lotnisku, czyli robisz coś zupełnie innego niż wcześniej. Jak oceniasz tę zmianę i co ona Ci dała?
Całe szkolenie przygotowawcze do pracy było przeprowadzana w języku angielskim, to był dla mnie najtrudniejszy etap. Do dzisiaj uczę się nowych rzeczy każdego dnia: zasad czy procedur. Pracę oceniam bardzo pozytywnie, ponieważ mam codzienny kontakt z ludźmi i językami angielskim oraz francuskim. Wydaje mi się, że w mojej sytuacji, czyli przyjazdu na rok czasu, jest to najlepsza praca jaka mogła mi się przytrafić.

Ale, żeby nie było bajkowo. Pomimo tego, że mam umowę o pracę, to nie mam ubezpieczenia zdrowotnego, które przysługuje mi dopiero po roku pracy – niestety takie warunki funkcjonują w firmie, bez względu na to czy jest się imigrantem czy obywatelem Kanady – brak ubezpieczenia przez pierwszy rok obejmuje wszystkich.

Jak oceniasz kanadyjską kulturę pracy na tle polskiej?
Myślę, że jest to trudne do porównania, ponieważ wiele zależy od ludzi na których trafimy. Każdy człowiek ma swój charakter i tak samo w Polsce czy w Kanadzie można spotkać osoby, które nie będą traktować innych w porządku.

Co przeniosłabyś z Kanady do Polski i z Polski do Kanady?
Z Kanady do Polski przeniosłabym życzliwość i więcej uśmiechniętych ludzi. Z Polski do Kanady, gdybym tutaj została, to przeniosłabym rodzinę i Tatry, których bardzo mi brakuje. Z Polski do Kanady przeniosłabym jeszcze mojego fryzjera – mimo iż zakładów fryzjerskich jest tutaj bardzo dużo, to wcale nie tak łatwo znaleźć dobrego fryzjera w rozsądnej cenie.

Czy w Montrealu można znaleźć trochę Polski w postaci polskich sklepów czy restauracji?
Tak, jest dużo polskich sklepów oraz polskich restauracji. Jest również montrealska – polska brać, gdzie organizowane są wycieczki i spotkania, więc jeśli ktoś zatęskni za polskimi klimatami, to na pewno w Montrealu znajdzie kawałek ojczyzny. Warto zajrzeć na: Polonia Montrealu, Biuletyn Polonijny czy Klub Podróżnika „Montrealska Brać” – grupa zamknięta na fb. Osobiście poznałam w Montrealu dwóch Polaków.

Czy mieszkając w Montrealu trzeba znać język francuski?
Jeżeli ktoś myśli o mieszkaniu, to tak. Montreal podzielony jest na część wschodnią i zachodnią. Część wschodnia jest to część francuskojęzyczna. Zachodnia część jest angielskojęzyczna, gdzie można spotkać ludzi którzy nie mówią praktycznie po francusku. Znajomość języka francuskiego jest konieczna, aby znaleźć tutaj pracę. Jeśli ktoś ma szczęście, aby dostać się do typowo amerykańskiej firmy – wtedy wystarczy znajomość angielskiego, albo jak się ma własny biznes, pracuje w szkole angielskojęzycznej – w przeciwnym razie francuski jest niezbędny w całym Montrealu, co najmniej w stopniu podstawowym. Wielu młodych ludzi mówi płynnie w obu językach.
Warto również dodać, że kanadyjski francuski, to nie jest ten sam język co francuski z Francji. Różnią się one przede wszystkim akcentem, jak również zakresem słownictwa.

6757km - Oh Kanada

Co najbardziej lubisz w Montrealu, a co najbardziej drażni Cię w tym mieście?
Uwielbiam w Montrealu różnorodność ludzi, którzy w wielu przypadkach są z różnych części świata. Nikt się tutaj nie dziwi tym, że ktoś ma akcent, albo nie do końca perfekcyjny język.

Pomimo prawie 7 miesięcach w Kanadzie drażnią mnie ceny bez podatków. Jak również to że wielu młodych ludzi żebrze na ulicach o pieniądze, które niestety przeznaczą na narkotyki czy alkohol.

Twoje pozwolenie o pracę w ramach programy IEC wygasa w styczniu przyszłego roku. Czy myślisz o tym, żeby pozostać w Kanadzie na dłużej?
Myślę, że mogłabym mieszkać w Kanadzie, ponieważ czuję się tutaj bardzo dobrze. Nie będę mówić, że od początku było kolorowo, bo tak zdecydowanie nie było. Samotny wyjazd nie należy do najłatwiejszych, ale nie ma chwili, żebym żałowała, że podjęłam decyzje o przeprowadzce. Moja obecna firma na pewno nie będzie chętna do wsparcia mnie w procesie aplikowania o pobyt stały. Jeżeli już to zacznę go na własną rękę. Liczę się z tym, że będzie on trwał długo, ale myślę, że dam sobie szansę. Na dzień dzisiejszy wracam w styczniu następnego roku do Polski.

Jaką cechę w Kanadyjczykach cenisz sobie najbardziej?
Życzliwość, z którą się spotkałam i której nie doświadczyłam na takim poziomie nigdy wcześniej. Ludzie są mili, otwarci i pomocni.

Co Cię drażni w Kanadzie?
Zdecydowanie za długa zima! Oprócz tego montrealska komunikacja nocna, którą niekiedy muszę dostawać się do mojej pracy na lotnisku. Poza tym jestem samotną kobietą w obcym kraju i większość mężczyzn myśli, że przyjechałam tutaj szukać męża. To jest bardzo irytujące!

Jaki etap był dla Ciebie najtrudniejszy do tej pory?
Trzy pierwsze miesiące były najtrudniejsze. Po pierwsze, było to związane z rozłąką z rodziną. Decydując się na wyjazd do Kanady liczyłam się z tym, że dużo stracę, ponieważ w tym roku, w mojej rodzinie, było wiele rodzinnych wydarzeń i spotkań, w których nie mogłam uczestniczyć.

Niestety nie wszyscy znajomi potrafili zrozumieć moją decyzję i zrozumieć fakt, że wyjeżdżając do innego kraju nie mam wiele czasu na rozmowy czy odpisywanie na maile, ponieważ muszę sobie wszystko ułożyć od podstaw. Trochę ten rok w Kanadzie traktuję jako poszukiwanie samej siebie. Przez pierwsze trzy miesiące zastanawiałam się co tak naprawdę chcę robić. Wiedziałam, że chcę podszlifować swój angielski i francuski, ponieważ okazało się, że różnica pomiędzy kanadyjskim francuskim, a francuskim z Francji jest znaczna.

Gdzie uczęszczałaś na lekcję języka angielskiego i jak często? Jakie były koszty z tym związane?
Znalazłam kursy językowe w YMCA, gdzie przez miesiąc, przez trzy godziny dziennie chodziłam, na półintensywny kurs języka angielskiego, którego koszt wynosił około $980. Cena ta obejmowała również miesięczny karnet do ośrodka fitnes.

Przez kolejne dwa miesiące uczęszczałam na wieczorowy kurs, który odbywał się dwa razy w tygodniu. Jego koszt wynosił $380 za dwa miesiące.

Z mojego doświadczenia uważam, że YMCA jest dosyć drogim miejscem na naukę języka. Z czasem rozeznałam się w szkołach językowych i kilka z nich jest wartych uwagi:

-> Study Montreal
->LPS
-> UQAM
-> English Montreal School Board

Warto również skorzystać ze strony Mundo Lingo na której można spotkać osoby posługujących się róźnymi językami. Daje to możliwość podszkolenia języka jednocześnie poznając nowych ludzi.

6757km - Oh Kanada

Które kursy języka angielskiego były Twoim zdaniem bardziej wartościowe? Dzienne czy wieczorowe?
Zajęcia wieczorowe dały mi znacznie więcej niż dzienne. W trakcie kursów dziennych występowała duża różnica wieku pomiędzy jego uczestnikami. Najmłodsze osoby miały 16 lat. Niestety w takim wieku, kiedy to najczęściej rodzice płacą za kursy, nie traktuje się nauki poważnie i dużo czasu podczas zajęć było stracone. Wieczorne zajęcia były zdecydowanie bardziej konkretne, ponieważ uczestniczyły w nich osoby dorosłe, które podchodziły do nauki poważnie.

Jak myślisz czego do tej pory nauczył Cię ten wyjazd?
Wyjazd pokazał mi, że niemożliwe nie istnieje. Wiele rzeczy komplikujemy sobie w naszych głowach. Poza tym cieszę się, że zrealizowałam swoje marzenie dotyczące wyjazdu do Kanady. Dzięki temu zmobilizowałam samą siebie do dalszego działania. Pokazałam samej sobie, że dam radę. Przyjechałam sama, do obcego kraju i mogę powiedzieć, że daję radę. Jestem dumna z tego co osiągnęłam przez ostatnie pół roku. Wyjazd ten nauczył mnie również pokory, ponieważ w takich sytuacjach to my musimy przystosować się do nowych warunków, a nie odwrotnie.

Jest to pytanie czysto teoretyczne, ale co powiedziałabyś do siebie przed wyjazdem do Kanady mając obecne doświadczenia?
Myślę, że nie obawiałabym się planować naprzód, czyli myśleć pod kątem poszukiwania pracy, wysyłałabym CV będąc jeszcze w Polsce. Jestem spontaniczną osobą, więc wielkie planowanie nie leży w mojej naturze, ale jeżeli ktoś chce być bardziej spokojny, to poleciłabym zorganizować wiele rzeczy będąc jeszcze w Polsce. Do Kanady jechałam pełna obaw, a teraz wiem, że nie było czego się bać.

Jakie trzy rady dałabyś osobom, które chcą zamieszkać w Kanadzie?
Nie można liczyć na to, że wszystko przyjedzie łatwo. Na wiele rzeczy potrzebny jest czas. Po drugie, nie warto myśleć, że wszystko będzie jak w Polsce. Jeżeli ktoś decyduje się na przyjazd do Kanady, to warto się otworzyć i być bardziej elastycznym niż zazwyczaj. Pracuję z osobami, które również są emigrantami i są bardzo rozczarowane tym krajem. A po trzecie, ważne jest nie zapominać o swoim hobby, albo znaleźć sobie nowe. Dzięki temu będziemy mieć sposób na ulotnienie stresu, który w czasie emigracji jest nieunikniony.

6757km - Oh Kanada

Jakimi, trzema wyrazami, opisałabyś Kanadę?
Uprzejmość, natura i miedzynarodowość.

Kasia bardzo dziękuję Ci za wywiad! 🙂

Jeżeli macie jakieś dodatkowe pytania do Kasi, to dajcie znać w komentarzach!

Written by

<p>Pieć lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika</p>

Latest comments
  • Cześć Monika! Obserwuję Twojego bloga od kilku miesięcy. Bardzo podobają mi się Twoje zdjęcia są fantastyczne! Posty z cyklu „Kanada oczami…” jest doskonały dla osób chcących wyemigrować, nie tylko do kraju klonowego liścia. Twoje wywiady dodają sił i wiary oraz odpowiadają na liczne pytania życia w nowym miejscu. 5 lat temu miałam szansę wyjechać z Polski, bałam się, że sobie nie poradzę, zrezygnowałam. Dwa lata temu zdecydowałam, że spróbuję sił na emigrację, niestety się nie udało, a było to zaledwie 2 000 km od domu, a nie 6 757 km 😉 Twoi bohaterowie i ty Moniko pokazujesz, że w życiu trzeba zaryzykować, nie bać się, uwierzyć w swoje siły. Jednak ta moja niepewność oraz to, że zostałam w Polsce nie wyszły mi na złe, przyczyniły się do mojej zmiany zawodu i obrania lepszego celu w życiu. Wiem, że chcę wyemigrować, zbieram siły i jestem zmotywowana, już się nie zatrzymam! 🙂 Oczywiście zabieram ze sobą mojego męża i córeczkę! Pozdrawiam serdecznie 🙂

      • Super! Dzięki Monika 🙂 Czekam z niecierpliwością na kolejne wywiady 😉

  • Mam pytanie do Kasi. Czy podczas Twojego starania się o wizę do prowincji Québec, potrzebowałaś potwierdzenie znajomości języka francuskiego na poziomie B2? Zdawałaś może TCF pour le Québec lub inny egzamin? Posiadam dyplom DELF B1, czy to wystarczy na początek? Wiem, że planując dłuższy pobyt w Kanadzie będę musiała zdać język na wyższym poziomie. Pozdrawiam.

    • Cześć Gosia. Przyjeżdżając do Kanady z IEC – nie musiałam zdawać żadnego egzaminu, ani potwierdzać znajomości języka francuskiego – wszystko co musiałam to wypełnić dokumenty w języku angielskim lub francuskim. Dopytałam znajomych i z tego co mnie poinformowali to wybierając prowincję Quebec – zdajesz egzamin, ale również masz do wyboru język francuski lub angielski. Natomiast będąc już w prowincji Quebec ze statusem PR możesz uczęszczać na kursy językowe opłacane przez rząd. Jeśli masz jakieś dodatkowe pytania służę pomocą – zwłaszcza, że mam sporo znajomych, którzy przechodzili przez proces imigracji więc zawsze mogę ich dopytać. Tylko ja niestety nie odpowiadam tak płynnie jak Monika… więc proszę uzbrój się w cierpliwość… Pozdrawiam serdecznie, 3mam kciuki i życzę powodzenia!!!

      • Dzięki wielkie za odpowiedź Kasia 😉 Na razie „odświeżam” mój francuski. Akurat oba języki mam na podobnym poziomie, co nie dopowiem we francuskim, to w angielskim i na odwrót. Chciałabym już się skupić na jednym. Dziękuję bardzo za pomoc 🙂

  • Witaj Monika!!
    Wpadłam na twojego bloga dopiero dzis….
    Kilka dni temu okazało sie ze byc moze uda nam sie wyjechać do Kanady, obecnie mieszkamy w Irlandii od 12 lat. Bardzo byśmy chcieli rozpaczać tam życie tylko wszystko wydaje sie takie trudne! Myśleliśmy aby zacząć szukać pracy juz teraz tylko mam
    Pytanie czy możemy wysłać nasze CV napisane po angielsku czy moze musi to byc reasume?? Mam nadzieje ze moje pytanie ma jakiś sens?? Bardzo prosze o kontakt jezeli to możliwe poniewa mam kilka pytan.

  • najbardziej lubie w tych wywiadach co kto by przerzucił tu i tam. fajna jest ta Kasia ale jak przeczytalem ze przerzucila by do kanady tatry, to sie herbatą zakrztusiłem a wszystkie smarki z nosa poszly mi do kubka.

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: