KANADYJSKIE LIFESTORY

W maju minęły cztery lata odkąd przyjechałam do Kanady. Na początku miał być to tylko jeden rok pełen nowych wrażeń i doświadczeń. W napływie różnych wydarzeń, spotkanych ludzi, szybciej bijącego serca, podjętych decyzji moja przygoda z Kanadą okazała się być nieco dłuższa.

Ten post nie będzie podsumowaniem. Bardziej luźnymi przemyśleniami na temat tego jak się czuję, jak się zmieniłam oraz jak to jest żyć 6757km, z daleka od miejsca w którym się urodziłam i wychowałam. Błędem byłoby zrobienia z tego cukierkowego wpisu, który mówiłby, że w Kanadzie jest super, bo w tym przypadku nie chodzi tylko o Kanadę. Chodzi o to kim ja jestem, czego chcę od życia i w jakim kierunku chcę zmierzać. Myślenie, że wyprowadzka do innego kraju sprawi, że nasze problemy znikną jest wielką pomyłką. Ja na szczęście nigdy tak nie sądziłam. Nie uważałam również, że pogoń za czymś nowym oznacza ucieczkę. Dla mnie jest to bardziej chęć czerpania z życia ile wlezie, żeby na koniec pomyśleć sobie, że dałam z siebie ile mogłam. Na pewno ostatnie cztery lata są dla mnie bardzo intensywne. Myślę, że chyba najbardziej intensywne w moim dotychczasowym życiu. Nowy kraj, nowe zwyczaje, ludzie, język, środowisko sprawiają, że zmysły i głowa działają na pełnych obrotach.

Tęsknota idzie na pierwszy ogień. Po czterech latach jest ona inna. Nie wiem czy mniejsza, ale myślę, że bardziej dojrzalsza. Na początku tęskniłam za wszystkimi i za wszystkim. Teraz jest inaczej. Najbardziej tęsknię za najbliższymi i niekiedy mam wrażenie, że tak wiele mnie omija. Życie bliskich mi osób w Polsce płynie, a ja o wszystkim dowiaduje się na skypie. Najczęściej kilka dni później, kiedy emocje już opadną i wszystko można omówić na spokojnie. Ostatnio zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem w niedoczasie, kiedy na kartce urodzinowej wysłanej do mojego bratanka napisałam, że życzę mu wszystkiego najlepszego z okazji 8 urodzinych….A on w tym roku skończył 9. Trochę mnie to uderzyło. Zdałam sobie sprawę jak bardzo jest obok wszystkiego. Rok poślizgu to już sporo.
Niedawno szłam również w zaparte, że w ogóle nie tęsknie za polskim jedzeniem. Mówiłam do Norberta: Jak będę chciała zjeść coś polskiego, to sobie ugotuję, albo pojadę do teściowej. Jak bardzo się zdziwiłam, kiedy następnego dnia Norbert zrobił na obiad młode ziemniaki z mizerią. Wszystkie smaki uderzyły mi do głowy. Zaczęłam tęsknić za domowymi obiadami mojej mamy i przypomniały mi się wakacje u mojej babci na wsi, gdzie jako dziecko uwielbiałam jeździć. I tak oto niewinne ziemniaki z mizerią przywołały wiele wspomnień i uświadomiły mi, że sama zablokowałam tę tęsknotę za polskim jedzeniem.

Cele. Zawsze lubiłam robić wiele rzeczy. Nie zawsze miałam jednak pomysł na siebie. Kiedy po roku w Kanadzie wiedziałam, że będzie to kraj w którym zamieszkam na dłużej, zdałam sobie sprawę, że czeka mnie ciężka praca. Zaczynając życie w innym kraju, wiele rzeczy zaczynamy od zera i żeby realizacja naszych celów nie zajęła nam wieków, trzeba wziąć się w garść i pracować ciężej niż normalnie. Mieć plan i krok po kroku go realizować. Oczywiście nikt nie jest robotem. Przychodzą momenty załamania, zwątpienia i myślenia: po co mi to wszystko? Takie chwile też są potrzebne. Kiedy wątpimy zaczynamy się zastanawiać dlaczego coś zaczęliśmy, dlaczego to robimy, ile już przeszliśmy, gdzie jesteśmy i ile pracy jeszcze nas czeka. Teraz wiem, że takie momenty nie trwają wiecznie, natomiast skutecznie oczyszczają głowę. Na jakiś czas.

Nie u siebie. Mieszkam w Kanadzie, pracuję, chodzę do szkoły, realizuję swoje cele, podróżuję, a pomimo tego nie czuję się tutaj jak u siebie. Są dni, kiedy to poczucie jest mniejsze, ale zawsze ono jest. Wiem też, że im dłużej mieszkam w Kanadzie, tym bardziej oddalam się od życia i tego co dzieje się w Polsce. Najbardziej to uczucie bycia nie u siebie wzrasta, kiedy spotykamy się z kanadyjskimi znajomymi, a oni w pewnym momencie zaczynają wspominać dzieciństwo. Filmy, seriale, programy telewizyjne, które oglądali kilkadziesiąt lat temu. W wielu przypadkach nie mam pojęcia o czym mówią i czuję się jakbym była na innej planecie. Wtedy zaczynam tęsknić za moimi polskimi znajomymi z którymi mogłabym sobie porozmawiać o programie „5 – 10 – 15”, „Teleranku” czy o „Nie lubię poniedziałków”.

Odległości. Moje poczucie odległości uległo całkowitemu przewartościowaniu. Teraz jestem w stanie pojechać gdzieś 200 kilometrów, żeby wrócić tego samego dnia. Wszystko co oddalone jest do około 300 kilometrów od Toronto jest w miarę blisko. Dzięki temu, że mogłam pracowo podróżować po Kanadzie, to kanadyjskie strefy czasowe mam w małym palcu. Lubię jechać, jechać i przez kilkaset kilometrów, nie mijać żadnej dużej miejscowości. Może pojedyncze domy stojące samotnie gdzieś przy drodze.

Jamajka Montego Bayy

Natura. Słowo natura w Kanadzie nabrało dla mnie nowego znaczenia. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że jeszcze nigdy nie czułam takiego połączenia z naturą jak tutaj. Uwielbiam kanadyjską przestrzeń, lasy, góry, jeziora i to że zawsze można znaleźć miejsce gdzie nie ma ludzi. Kiedy tylko mamy okazję staramy się wyjechać poza miasto na rower czy pod namiot i naładować swoje baterie. Nie wyobrażam sobie jak wcześniej będąc w Polsce nie myślałam tymi kategoriami.

St. John's Nowa Fundlandia i Labrador

Lake Louise Alberta Kanada

Jeziora. Zawsze chciałam mieszkać blisko wody. Kiedyś chodziło mi nawet po głowie przeprowadzenie się do Gdyni. I tak spełniło się moje marzenie. Nie mieszkam nad morzem, ale codzienny widok z okna na jezioro Ontario w zupełności mi wystarczy. W dalszym ciągu niesamowite jest dla mnie to, że w Kanadzie są ponad dwa miliony jezior. Ponoć może być ich więcej, bo wiele mniejszych jezior na północy Kanady nie ma jeszcze żadnej nazwy. Marzeniem wielu Kanadyjczyków jest posiadanie domku nad jeziorem, czyli cottage. Do tego chcieliby mieć małą motorówkę, albo łódkę. Nie ukrywam, że jest to dosyć fajne marzenie. Grzechem byłoby nie zakochać się w tych wszystkich jeziorach.

Port Dalhousie Ontario

Budowanie znajomości. Czas na coś trudniejszego. Natura, naturą, ale na co dzień człowiek jest zwierzęciem stadnym i potrzebuje do życia innych ludzi. Kiedy mieszkamy w jednym kraju nawet nie myślimy o tym, że wiele relacji budujemy przez kilka lub kilkanaście lat. Ilu ludzi musimy spotkać w życiu, żeby stworzyć z tego dwie lub trzy prawdziwe przyjaźnie? Myślę, że setki, a może tysiące. Przyjeżdżając do nowego kraju musimy liczyć się z tym, że taki proces może potrwać znacznie dłużej. Nie mamy tutaj znajomych z podstawówki, liceum, ze studiów, z poprzednich prac czy z imprez. Zaczynamy od zera. Do tego dochodzi różnica kulturowa i wiek. Im jesteśmy starsi, tym mniej ludzi wpuszczamy do swojego życia, bo mamy mniej czasu, albo wystarczają nam już te osoby, które mamy. Łatwiej jest kiedy jesteśmy w związku, bo wtedy mamy przynajmniej jedną osobę, która nas wysłucha (biedny Norbert ;)). Nie ma złotej rady jak znaleźć znajomych. Myślę, że na pewno nie powinniśmy szukać ich na siłę, dla samego znalezienia. A jeżeli znajdziemy już kogoś, kto może zostać naszym dobrym znajomym, to warto zadbać o tę relację i pomagać jej rosnąć.

Nowa ja. Czy emigracja zmienia człowieka? Myślę, że nie chodzi tutaj o samą wyprowadzkę, ale o ilość bodźców, emocji, które nam towarzyszą i sprawiają, że niekiedy przewartościowujemy swoje życie i to co chcemy robić. Ja, po 10 latach pracy w agencjach reklamowych stwierdziłam, że nie chcę robić tego do końca swoich dni. Życie w innym kraju uświadomiło mi, że praca od 9 do 17 nie jest tym co chcę. Chciałam poświęcić się temu co mi w duszy grało, czyli fotografii. Nie jest to łatwa droga, bo praca na własny rachunek nigdy nie należy do najłatwiejszych. Uwierzcie mi, ostatnie 3 miesiące, czyli odkąd odeszłam z korpo, zleciały w oka mgnieniu. Robię rzeczy, które sprawiają mi wiele satysfakcji i przybliżają mnie do realizacji tego celu. Jeszcze długa droga przede mną, ale powoli uczę się czerpać przyjemność z tego procesu. Moja osobowość też nie stoi w miejscu. To normalne. Nie ważne gdzie mieszkamy, czy w Kanadzie czy w Polsce nasze życie idzie do przodu, a my razem z nim. Dla osób poznanych w Kanadzie jestem Moniką, którą poznali po przyjeździe. Nie dziwią się tym co robię, po prostu mnie lubią, albo nie.

Wieża Babel. Kanada, a szczególnie Toronto to jedna wielka Wieża Babel. Idąc ulicami stolicy Ontario, siedząc w restauracji można usłyszeć różne języki, akcenty i zobaczyć ludzi z całego świata. Jest to niesamowite. Na początku miałam jednak z tym problem. Problem z zaakceptowaniem swojego akcentu i nie zawsze poprawnego angielskiego. Od jakiegoś czasu mój polski akcent uważam za plus, a język angielski przypomina mi, że człowiek może uczyć się całe życie. Najważniejsze, jest to że chce i ma do tego motywację.

Polonia. Ile to się człowiek może nasłuchać, naczytać, że Polak Polakowi wilkiem, zwłaszcza za granicą. Sama nie odczułam tego na własnej skórze, ale myślę, że wynika to z tego, że otaczam się ludźmi, którzy mają w miarę podobne wartości do moich. Jasne jest, że zarówno w Kanadzie jak i w Polsce możemy spotkać ludzi, którzy nie będą wobec nas przychylni. Najbardziej stronię od osób, które wraz z wyjazdem za granicę stają się roszczeniowe i myślą, że coś im się należy oraz że w jakiś sposób są lepsze od innych. Z takim podejściem nie dojdą za daleko, a na pewno jak magnes będą przyciągać podobnych do nich ludzi. Nie mam wielu polskich znajomych w Kanadzie. Nie ma dla mnie znaczenia skąd będą osoby, które zawitają do mojego życia na dłużej. Najważniejsze, żeby nie były toksyczne.

Temat zmiany kraju zamieszkania, zaczynania wszystkiego od nowa, tęsknoty jest jak rzeka. Mogłabym pisać i pisać. Kiedy decydowałam się na stałe zamieszkanie w Kanadzie nie wiedziałam co mnie będzie czekać, ile wysiłku będzie mnie to kosztowało. Niczego jednak nie żałuję. Gdyby nie te cztery lata w Kanadzie, nie byłabym tą osobą, którą jestem teraz. Nie zawsze idealną, ale na pewno bardziej odważną i otwartą na to co mnie otacza. Jest jednak cena, którą płacę za to codziennie. To brak możliwości zobaczenia bliskich osób i bycia z nimi w ważnych momentach ich życia.

Written by

Pieć lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika

Latest comments
  • Grzelko, czasem bycie blisko kogos nie oznacza bliskosci:-)… Na bieżaco jestem w Twoim zyciu ( przez 6757km:-))…i wiesz ,ze jak tylko mamy mozliwosc to zawsze sie spotkamy na winko!!!:-)))
    Badz dzielna..i pamietaj, ze pamietam o Tobie!!:-))) Nie da sie zapomniec takiej relacji jaka mialysmy!:-)))
    Buziaki Kochana i mam nadzieje – do zobaczenia soooooon!:-)

  • Rozczuliłam się, brzmi znajomo.
    Na polskie jedzenie zawsze możesz wpaść do mnie… bliżej niż do mamy:-) ostatnio były gołąbki a i rabarbar na ciasto się znajdzie 🙂

  • bardzo pięknie napisane Monika! .. znalazłem wiele podobych nut ..
    emigracja uczyniła ze mnie osobą dużo bardziej tolerancyjną i liberalną niż siebie pamiętam sprzed wyjazdu

    trzymam kciuku za Twoją nową pasję i zarazem karierę :^)

  • Gratuluję odwagi!
    Życie emigranta na pewno łatwe nie jest, ale daje też wiele możliwości i bardzo wiele uczy. Nic tylko pozazdrościć:). A wiadomo, wszystko ma swoje wady i zalety! Najważniejsze, żeby tych plusów było jednak więcej :).

  • Hej,
    bardzo dziękuję za ten wpis. W połowie sierpnia wybieram się do Kanady aby zwiedzić parki: Banff, Kootenay, Glacier, Jasper. Zastanawiam się czy poleciłabyś coś wyjątkowego, czego nie ma w przewodniku i coś co znają tylko Kanadyjczycy 🙂
    Być może znasz jakieś nietuzinkowe miejsca w Vancouver?
    Bardzo kibicuję blogowi i super się tu zagląda 🙂

  • Piękne podsumowanie swoich pierwszych kilku lat, Moniko. Czytając Twojego bloga mam wrażenie, że czytam o sobie sprzed kilku lat: zakochana w Toronto i jego wielokulturowości, zaafiszowana szkołą i planami na przyszłość, pełna marzeń i optymizmu związanego z tym krajem. Cieszy mnie bardzo, że umiesz świętować swoje sukcesy i znajdujesz czas na refleksję, bo to jest coś, czego jak wynika z moich doświadczeń, brakuje nam Torontończykom. Oby tak dalej! Trzymam kciuki za wszystkie plany: z każdym kolejnym rokiem będzie jeszcze fajniej!

  • Moja emigracja to zaledwie 8 miesiecy ale moge twoj tekst zaadaptowac jakos swoj! Dla mnie to ped codziennej aktywnosci i istna „sinusoida”!stale brakuje mi dnia lub jestem o jeden dzien za daleko:)decyzja o emigracji jest trudna – zwlaszcza gdy rozdzielasz rodzine(dzieci tu i tam) i rozterki strasza CIÉ kazdego wieczora gdy zwalniasz i zaczynasz rozmyslac, planowac, analizowac sukcesy i wpadki.Kryzys nauki jezyka i mysle nía ” tak jak oni tutaj” czasem atakuje z zaskoczenia i oslabia…pozera checi…a jak juz bardzo tesknisz to odwiedzasz PL i….po jakims czasie wiesz ze twoj Dom to jednak ta obrana za azymut zycia obczyzna!I wtedy wszystko sie porzadkuje i na nowo rozpisujesz planning swojej emigracji.
    Zycze Ci takiego zwyczajnego codziennego zadowolenia z kazdego kolejnego dnia 6757km od domu…i jednoczesnie juz we wlasnym „domu”!

  • Moniko, Piękne podsumowanie! Zupełnie jakbym czytała o sobie… Ja do Polski mam dużo bliżej niż Ty, ale doświadczam podobnej tęsknoty i rozterek. Na szczęście piękna natura, krajobrazy, życzliwi ludzie, pomagają przetrwać gorsze chwile… Podobnie jak Ty swojej decyzji nie żałuję, gdyż wiem, że przez ostatni rok bardzo dużo się nauczyłam i stałam się silniejsza, a dodatkowo chyba wiem wreszcie, gdzie jest moje miejsce… Pozdrawiam z Norwegii! 🙂

  • Twój blog daje pozytywnego kopa 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • Moniś,podsumuję to jednym zdaniem:”Jesteś pięknym człowiekiem”.

  • Monika, cudnie napisane. Uwielbiam Twojego bloga, Twoją odwagę i energię życiową.
    Kiedyś przeczytałam, że „dom jest tam, gdzie serce jest” , często myśle o tym zdaniu i o tym, gdzie mój dom jest. Mieszkałam w trochę za oceanem (US) teraz w Lux i wnioskuje, że najważniejsze jest pozytywne nastawienie i ludzie, którzy nas otaczają. Pozytywną aurą przyciągamy, pozytywnych ludzi. Niestety/ stety jeśli raz odważmy się na wyjazd/emigracje to trudno przestać 🙂 Kanada to marzenie, które narazie dojrzewa w moim sercu . Serecznie Cię pozdrawiam z upalnego Luksemburga. Trafiłam na Twojego bloga w zeszła niedziele, przeczytałam z ogromnym odczarowaniem każdy wpis. Wiec właściwie zeszłą niedziele od wczesnego popołudnia do wieczora spędziliśmy razem 😉 Gratuluje i podziwiam ! Życze sukcesów.
    Pozdrowienia,
    Joanna

  • Czesc Monika, wpadlam na twojego bloga przypadkiem i bardzo sie ciesze ze tak sie stalo. Czytajac Twoj wpis w wielu momentach widzialam sama siebie. Jestem w Toronto od prawie 3 lat i ciagle sie przyzwyczajam do wszystkiego co nowe, inne, lepsze czy gorsze. Tez sie ucze i pracuje kiedy moge, jedym slowem zyje sie szybko, nie? Bardzo tesknie za domem i ciezko jest mi sie przyzwyczaic ale staram sie widzec wiecej pozytywow niz negatywow i tego sie trzymam. Wlasnie dolaczylam do polskiego meetupu, kurcze nie mialam pojecia ze cos takiego sie odbywa w Toronto:) Bede czytac Twojego bloga na bierzaco na pewno, pozdrawiam serdecznie 🙂

      • Zapisałam się do Pan Tu Nie Stał ale wyglada na to ze grupa się dopiero rozwija 🙂

  • Monika, świetne podsumowanie, bardzo zgrabnie ujęłaś w słowa, co mi i mojej rodzinie w duszy gra po roku pobytu w Vancouver. Tęsknota jest najbardziej dominującym przykrym aspektem emigracji, ale coś za coś….. pozdrawiam serdecznie z Vancity (burzowo i chmurzaście)

  • Wzruszający wpis. Sama mieszkałam pół roku w Hiszpanii i nie czułam się tam jak w domu i ciężko mi sobie wyobrazić życie poza granicami kraju. Podziwiam i życzę powodzenia:)

  • Emigracja to jedno z tych życiowych wydarzeń, które uważane są za najbardziej stresujące i wymagające dużo wysiłku. I świetnie to zjawisko opisałaś w tym poście… PS. Moja żona, gdy ją ktoś zapytał gdzie, jeśli w ogóle, by wyemigrowała, wskazała Kanadę 🙂

  • Pieknie napisane, wzruszajaca opowiesc. .. *LEPIEJ WSPOMINAC ZYCIE Z OKRZYKIEM:”nie wierze ze to zrobilem ” NIZ ZE SMUTNYM WESTCHNIENIEM : ” szkoda, ze sie nie odwazylem ”
    Ja z rodzina rowniez probujemy wemigrowac do Kanady,jak narazie nie idzie nam to latwo, ciagle cos nie wychodzi:( obecnie mieszkamy w New York City, pozdrawiam serdecznie 😉 🙂

  • Kurde, aż 4 lata na emigracji. Sam niedawno wyjechałem do UK, w celu odłożenia 5000 funtów co dokładnie opisuje na swoim blogu, ale 4 lata? Kurde szmat czasu? Nie wiem jakbym się czuł po takim okresie czasu… Czy byłbym duszą już tam, czy dalej w Polsce? A może gdzieś pomiędzy?

  • Witam Moniko
    Tym razem jadę do pracy autobus 139.ciemno mokro chłodno a po wejściu na Twój blog tyle wspaniałych chwil i możliwości przemyśleń. Tyle pozytywnej energii ze można by obdzielic kilkanaście osób. Chyba nie tylko popołudnia ale i poranki będę zaczynał od lektury Twojego bloga.
    Michal

  • Czytam Twój wpis i uśmiecham się ze zrozumieniem 🙂 bo dociera do mnie coraz wyraźniej, że pewne doświadczenia są uniwersalne, bez względu na kraj, do którego wyjechałyśmy z Polski.
    Mija mi 3ci rok w Irlandii 🙂 nie przesadzę jeśli powiem, że pierwsze 12-18-24 mce były bardzo dla mnie wymagające.
    Dziś czuję , że Galway jest oswojone, okiełznane i no właśnie, bardzo moje.
    Ja sprzed 3 lat i ja dziś to już nie te same Kobiety i choć mój „emigracyjny proces rozwoju” był intensywniejszy niż się spodziewałam to doceniam każdy zakręt i każde swoje potknięcie w zaczynaniu nowego życia poza Polską.

    Trafiłam na Twój blog „przypadkiem” jednak czuję, że zostanę na dłużej 🙂 Dobrego dnia!

  • Miał być jeden rok w Kanadzie a już cztery. No ładnie 🙂 Tak to już jest, wiem to z własnego doświadczenia jak wyjechałem do Anglii. Początkowo miałem siedzieć kilka miesięcy, później przedłużyło się to do roku czasu i ostatecznie po trzech latach wróciłem 🙂

  • Swietny wpis, niedawno wrocilem z Calgary do Polski Po czterech latach , powodem powrotu mojego jest kryzys w branzy naftowej w kanadzie. Minelo jus 3 miesiace od powrotu a ja juz mysle o reemigracj do kanady , czekam tylko na odbicie sie cen ropy naftowej aby ponownie dostac dobra prace. Obecnie stoje przed podjeciem decyzji kupna mieszkania w polsce jako lokata kapitalu I niewiem czy to dobra decyzja jest gdyz tesknie juz za kanada. Wczesniej na krotkich emigracjach bylem w UK I Niemcy i moge powiedziec ze jesli emigracja to tylko Kanada USA also Australia

  • Witam, ja w pewnym sensie mam już dość bycia nikim. Trochę czytam o emigracji: USA czy Kanada- Europa odpada zupełnie. Szukam kraju wolności obywatelskich. Gdzie obywatel jest obywatelem i się go szanuje. W Europie już od dawna czuję się poniżany, a wydawałoby się z perspektywy, że mam bardzo dobre życie. Własny dom, dwa auta żonę i ciekawą pracę z zarobki znacznie powyżej średniej krajowej i to netto… no i co? Czuję się w tym kraju gównem, przeszkodą. Napiszcie proszą coś pod tym kątem- jak traktowany jest obywatel? Czy czujecie, że tutaj…tzn. tam u Was czy możecie robić co chcecie. Czy państwo włazi Wam z butami w życie? Czy urzędnik jest pomocny i ma do Was szacunek? Policjant powoduje poczucie bezpieczeństwa czy kojarzy się tylko z mandatem? PS. Jestem miłośnikiem strzelectwa- hobby gnojonego przy każdej możliwej sposobności przez ustawodawcę i Policję. Wiecie coś na ten temat- jak z tym jest w Kanadzie? W USA to przepisy są mi dość dobrze znane.

      • Serdecznie dziękuję za odpowiedź.

  • Aż się łezka w oku zakręciła po przeczytaniu Twojego posta 😉 Sama powaznie rozważam wyprowadzkę do Kanady a dzięki takim osobom jak Ty zaczynam rozumieć, że to nie jest niemożliwe. Wiem ,ze długa droga przede mną, ale dam radę!
    Udanych kolejnych 4,5 roku w Kanadzie. 🙂
    Pozdrawiam

  • A co sądzisz o tym, że Amerykanie uwielbiają nabijać się z Kanady :)) ?

  • Hej Wszystkim 🙂

    Od czasu do czasu zaglądam tutaj i zazdroszczę Ci, że tak dobrze odnalazłaś się w Kanadzie. Ja jestem tutaj od roku (Montreal) i jest mi ciężko. Czuję się samotna, większość znajomych z PL to już zaczęła przestawać się odzywać po 5 miesiącach. Reszta wykruszyła się w późniejszym czasie, a teraz kiedy nawet nie minął rok to zostało tyle osób co palców u jednej ręki.
    Niby ludzie są tutaj mili, rozmawiają z Tobą, ale jakoś nie zauważyłam żeby byli otwarci na zawiązywanie nowych znajomości. Jestem tutaj rok i nie znam nikogo, za wyjątkiem swojej fryzjerki. Podoba mi się tutaj to, że nikt nikogo nie ocenia chociażby po ubiorze tak jak to można było odczuć w Poznaniu gdzie mieszkałam, ważne jest to co masz do powiedzenia i jaką jesteś osobą, a nie jak wyglądasz. Przeszkadza mi ten francuski, który w zasadzie dla mnie jest nie do przyswojenia, nic nie rozumiem z tego języka. Dobrze, że Kanadianie 🙂 przechodzą automatycznie na angielski ;). No i jeszcze nie przestawiłam się mentalnie na podejście do życia tutejsze.

    Niestety w Montrealu nie ma tak dużo Polaków tak jak w Toronto, a jeśli już spotykam jakichś Polaków (a zdarza się to rzadko) to są to głównie ludzie, którzy mieszkają tutaj od 20-30 lat i zazwyczaj są to osoby 50-60+. Szkoda, że nie mieszkam jednak w Toronto. Przynajmniej są bezpośrednie loty do PL i mnóstwo firm i sklepów. W Montrealu akcenty polskie są znacznie okrojone, co nie oznacza, że ich nie ma w ogóle. Są, ale to nie ta sama skala co Toronto.

    Ostatnio oglądałam film The Gift więc doszłam do wniosku, że może nie będę szukać na siłę znajomych co by nie skończyć tak jak bohaterowie filmu :))). Muszę jeszcze dam radę przetrwać trochę.

    Mam nadzieję, że za bardzo nie zepsułam tej wesołej atmosfery tutaj swoim mało entuzjastycznym komentarzem :).

      • Hej Monika :). Dzięki za odpowiedź na mój komentarz. Mój mąż postanowił przeżyć przygodę życia i znaleźć pracę poza Polską chociaż do dzisiejszego dnia nie mogę zrozumieć dlaczego. W PL miał dobrze płatną prace, ubezpieczenie prywatne i inne fajne benefity. Tutaj nie mamy z tego nic. Długa historia, ale w skrócie mąż dostał ofertę pracy w Mtl, przyleciał na rozmowę i ją dostał. Dalej nie potrafię poczuć się tutaj dobrze i mimo, że rozum podpowiada żeby zostać to serce każe stąd uciekać. Nigdy nie chciałam wyprowadzać się z Polski. Może nasz kraj nie jest wspaniały, ale jest mój. System zdrowia mnie tutaj dobija strasznie. Ja miałam prywatne ubezpieczenie w PL więc dla mnie to co jest tutaj to jest szok i niedowierzanie. Ogólnie dalej ciężko – raz jest lepiej raz gorzej, ale bez efektu WOW :).

  • Super post, ciekawe obserwacje.
    Ja przez 5 ostatnich lat w Toronto. Niedawno po 3-tyg wizycie w Polsce znowu mi sie tesknota oswiezyla, za jezykiem, ludzmi, miejscami. Znowu jakby zamieszany, gdzie przynaleze bardziej, tutaj czy tam. Tutaj swietnie sie pracuje i dogaduje w sprawach formalnych, mam nawet ludzi z ktorymi moge tak o wszystkim, ale jednoczesnie jest jakas silniejsza wiez i tesknota do rodziny i tych, ktorzy dorastali w Polsce i w tamtej rzeczywistosci. Tutaj wiecej mozliwosci rozwoju, wiecej roznorodnosci, piekne krajobrazy i postep, a teskni sie za jakas taka swojskoscia, polskim powiedzeniem zaslyszanym na ulicy, czy wypadem na rower do lasu oddalonego 10 minut od domu.
    Jakkolwiek jednak dalej sie potoczy, napewno jestem zadowolony z przyjazdu tutaj, z tego kogo spotkalem i ile sie tutaj nauczylem. Zobacze co czas przyniesie. Pozdrawiam

  • Jeżeli na coś zdecydowałaś, to trzeba zrobić to końca, żeby potem nie było wyrzutów sumienia.

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: