KANADYJSKIE LIFESTORY
 

„Przez trzy Ameryki” plus mini konkurs

Dzisiaj minęły dokładnie dwa miesiące odkąd ostatni raz leciałam samolotem i trzy tygodnie od weekendowego wypadu do Detroit, i coś czuję, że znowu zaczyna mnie nosić. Pomimo tego, że kupiliśmy już bilety do San Francisco, to i tak w głowie planuję kolejny wypad, który pozwoli mi wytrwać do sierpnia. Niestety tak to już jest z tym podróżowaniem, że jak raz połknie się bakcyla, to nie można przestać. Wszystko kręci się wokół kolejnych planów wyjazdowych, chęci zobaczenia nowych miejsc, poznania nowych ludzi, spróbowania nowych smaków i zapełnienia kolejnej karty na aparacie fotograficznym.

Jednym z ratunków na moją tęsknotę za byciem w drodze są książki, które opowiadają o tym jaki inni w niej byli. Ostatnio, nie zupełnym przypadkiem, wpadła mi w ręce książka Tomka Gorazdowskiego pt. „Przez trzy Ameryki”. Od razu wiedziałam, że będzie trochę o Kanadzie, Stanach, Meksyku i innych krajach na południe do których jeszcze nie dotarłam.

Uwielbiam poznawać przygody ludzi z pasją, którzy bez owijania w bawełnę opowiadają o swoich doświadczeniach i sprawiają, że po kilkunastu stronach czytania czuję się jakbym wybrała się na wyprawę z dobrym kumplem. Taka właśnie jest narracja Tomka z którym „wyruszyłam” w trzymiesięczną dla niego, a dwutygodniową dla mnie wyprawę po trzech Amerykach.

Podróż zaczęła się na Alasce, gdzie jeszcze nie byłam, ale marzę o tym, żeby tam dotrzeć i na własne oczy zobaczyć sceny z „Przystanku Alaska”, który tak namiętnie oglądałam siedząc na dywanie w bloku z wielkiej płyty. Dzięki książce „Przez trzy Ameryki” moje serialowe wspomnienia kolejny raz pojawiły się w głowie i gdzieś tam znowu zaczęła kołatać myśl o wyprawie w tamte strony.

To jeszcze nic. Najgorsze dla naszego małżeńskiego portfela jest to, że na mojej liście pojawiło się więcej miejsc do odkrycia. Dzięki książkowej eskapadzie przez trzy Ameryki zachciało mi się spróbować swoich sił na rowerze w Kolumbii, gdzie jest najdłuższy podjazd rowerowy na świecie. Bagatela osiemdziesiąt trzy kilometry pod górę. Jak dobrze poćwiczę, to może podjadę w przyszłym roku. Zawiało optymizmem, albo szaleństwem. Poza tym z chęcią wpadłabym z wizytą do Medellin, czyli do miasta gdzie jeszcze dwadzieścia lat temu królował Pablo Escobar. To tylko Kolumbia. Na mojej liście znalazł się jeszcze Ekwador w którym, tak jak napisał Tomek, śniadanie można zjeść na wybrzeżu Pacyfiku, obiad blisko Andów, a na kolację wpaść do amazońskiej dżungli. A później wybrałabym się do Peru, gdzie posmakowałabym Ceviche, czyli surowej ryby marynowanej w limonce, a na problemy z wysokością pożułabym sobie liście koki. To jest wierzchołek góry lodowej, bo ilość miejsc do zobaczenia i zwiedzenia mogłaby być jeszcze większa. Niestety wygląda na to, że nie będę miała wolnych trzech miesięcy, żeby po prostu wyruszyć w drogę. Jedynie co mogę zrobić, to rozłożyć sobie wszystko na kolejnych kilka lat.

Mam nadzieję, że już niedługo postawię swoją stopę w Ameryce Południowej.

A teraz czas na mini konkurs.

Jeżeli szukacie czegoś do poczytania na lato lub chcecie podrażnić swojego podróżniczego ducha, to weźcie udział w mini konkursie. Zasady są proste:

1. Trzeba mieszkać w Kanadzie. Tak to już jest, że mieszkając po drugiej stronie oceanu ma się ograniczony dostęp do polskich książek. Jak ktoś mieszka w Polsce i zagotował się na książkę „Przez trzy Ameryki”, to chyba musi wybrać się do księgarni.
2. Odpowiedzieć na pytanie: Do których z krajów z trzech Ameryk chcielibyście się wybrać, albo który z krajów lubicie najbardziej i dlaczego?
3. Odpowiedzi umieszczajcie w komentarzach na blogu.
4. Jeżeli Wasze odpowiedzi złapią mnie za serce, sprawią że uronię łzę ze śmiechu lub wzrusznia, to macie ogromną szansę zobaczyć w swojej skrzynce jedną z książek. Wszystko wyjaśni się w piątek, 19 czerwca.

Powodzenia!

Written by

Pieć lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika

Latest comments
  • Hej,
    Na mojej liście krajów do odwiedzenia jest Peru. Pięknie było by zjeździć kraj motocyklem, rowerem, a jeszcze lepiej autostopem. Chciała bym się przekonać, że moje ulubione lamy są w porządku i nie zawsze plują i czasem można je pogłaskać.

  • Ja z chęcią odwiedziłabym Brazylię i Rio de Janeiro. Wiem, że nie jest to najbezpieczniejsze miasto, ale po obejrzeniu Miasta Boga mam te obrazy przed sobą i chciałabym je kiedyś zobaczyć na własne oczy.

  • Witam! Miesiac temu mialam mozliwosc zeralizowania jednego z wielu marzen 🙂 – pobyt w Ameryce Poludniowej! W ciagu 11 dni zwiedzilam Buenos Aires (Argentyna), Rio de Janeiro (Brazylia) I Colonia del Sacramento (Urugway). Jestem zachwycona Ameryka Polundiowa I z checia bym tam wrocila, zwlaszcza do Buenos Aires krore jest nazywane „Paryzem Ameryki Poludniowej”. Piekne budynki, goscinni ludzie, niesamowite steki I wino! duzo wina! 🙂 Idealne miejsce dla „nocnych Markow”; kto chce rano wybrac sie do kawiarni lub sklepu musi poczekac przynajmniej do 10 rano 🙂 Mam nadzieje ze nastepnym razem uda mi sie pojechac do Pantagonii na poludniowy kraniec Argentyny…

  • Ja, podobnie jak Ty, też nigdy nie byłam w Ameryce Południowe. Z wielką chęcią wybrałabym się do Chile i zobaczyła Wyspę Wielkanocną i zdarła sobie trochę buty w Andach.

  • o jacie, dzięki za fajną propozycję do poczytania, jak nie wygram, to może chociaż będzie w bibliotece publicznej w Vancouver do wypożyczenia :). Jako że to dopiero nasze początki w Kanadzie, najchętniej to właśnie Kanadę najpierw przejechałabym od Pacyfiku do Atlantyku. A potem z powrotem. A potem jeszcze od Vancouver do granicy z Alaską, bo podoba mi się myśl, że można jechać kilkanaście godzin i nawet nie wyjechać z prowincji jeszcze. W Europie bym już chyba dojechała w tym czasie z Warszawy do Hiszpanii, hihi.
    Na końcu, jako wisienka na torcie, oczywiście Wyspa Księcia Edwarda, no po prostu muszę zobaczyć dom Ani z Zielonego Wzgórza. Dla mnie na dziś Ameryka=Kanada :). Pozdrawiam serdecznie, Kasia z Vancity

      • super, bardzo się cieszę, mail poszedł 🙂 Pozdrawiam i miłego dnia ( u mnie 7:15 rano jest)

  • Ja 7 lat temu zakochalam sie w Kanadzie, i tak do dzis jestem jej wierna. Kocham ja za uprzejmosc, za zapierajaca dech w piersiach przyrode i za syrop klonowy 🙂 Ktoregos dnia marzy mi sie rzucic wszystko i byc jak Ben Tyler w filmie „One Week” ktory na motorze przemierza Kanade od Toronto do Vancouver Island w poszukiwaniu sensu zycia…

  • Kocham Kanade;
    Bo tylko tu narazie bylem.
    Kocham Kanade za:
    – skaliste Gory,
    – lasy deszczowe
    – niezliczona ilosc wodospadow
    – tysiace jezior,
    – bezkresna polnoc,
    – czyste rzeki,
    – czarne niedzwiedzie,
    – niezapomniane odglosy wycia loony
    Za jutrzejszy dzien .

  • Rio de Janeiro – Brazil!
    za pomnik Chrystusa Odkupiciela, schody Selaron, Katedre, Copacabana Beach, parade Samby, las tropikalny, klimat i film Rio 2 !

  • Wiele miejsc na świecie podeptałam…o wielu jeszcze marzę jak np.Borneo z orangutanami i Sri Lanka z sierocińcem słoni. Jednak serce zawsze mocniej mi bije na myśl o Australii! Marzę by kolejny raz przeszybować km i ponownie ujrzeć ten inny odcień niebieskości nieba i lazuru wody/ uwierzcie-tak jest naprawdę! I ponownie chcę nacieszyć oczy widokiem olbrzymich turkusowych motyli, których widok już na zawsze będzie dla mnie symbolem tego kawałka ziemi. Ah..niech wspomnienia napędzają marzenia a marzenia zamieniają się w kolejne wspomnienia!tego Wam wszystkim i sobie życzę.

      • Monika,tak poza tematem: Nigdy nie myslalas o foto blogu w formie ksiazki?materialu masz duzo…ciekawe i lekkie pioro zeby wyfac taka pozy je i pewnie mnostwo zdjec.jak widze wielu blogowiczow wydaje ksiazki na bazie swoich postow blogowych.dodatkowo subtelny watek milosi…na pewno to sie wyda i znajdzie odbiorce:)

  • Nie jestem konkursowiczem-nie mieszkam w K! Ale z 3 Ameryk wybieram srodkowa! Wydaje mi się ekstremalnie inna. Pozycja ksiazkowa godna polecenia i warto ja wygrać!

  • Za pozno odkrylem Twoj blog I spoznilem sie na konkurs, ale juz wiem co tesciowa przywiezie mi w prezencie z Polski 🙂
    Jesli jestes fanem dzikiej Kanady, Polnocy, canoe, przygody I ‚przystanku alaska’ to polecam ksiazke Marcina Gienieczki ‚Pokonac Siebie’. Jedna z niewielu ksiazek, ktora udalo mi zmiescic w walizce przy przeprowdzce do Kanady.
    P.S.
    Super sie czyta Twoj blog, o pierwszych krokach w Kanadzie. My mieszkamy tutaj niewiele dluzej, bo od 2010 🙂

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: