KANADYJSKIE LIFESTORY
 

Detroit. Miasto powstające z popiołów

Weekend w mieście, które ma największą przestępczość w Stanach Zjednoczonych, do którego wjeżdża się na własne ryzyko brzmi jak wyzwanie i coś czego nie zapomni się pewnie na długo. Detroit nigdy nie było na mojej liście miast do zobaczenia. Wiedziałam o nim co nieco, ale dopiero kiedy poczytałam statystyki policyjne, opinie na forach, obejrzałam film Detropia, to zaczęłam mieć lekkiego stracha. Na szczęście, nie miałam zbyt wiele czasu na myślenie, bo do „wycieczki” podpięłam się w ostatniej chwili. Poza tym jechaliśmy więszką grupą, więc w jakiś sposób czułam się bezpieczniej. Niestety Norbert został w domu, więc jako dobry mąż zaopatrzył mnie w mały, wojskowy nóż, który miał mi dodać otuchy. Jak się później okazało przydał się on do zupełnie innych rzeczy.

Naszymi, czyli Kasi, Marcina i moimi „przewodnikami” byli Kuba i Zuza, dla których była to już druga wizyta w tym mieście. Z ZiK poznałam się rok temu przez 6757km i kiedy prawie trzy lata temu zaczęłam sobie pisać w internecie nawet nie sądziłam, że będzie to źródło dzięki któremu trafię na tak fajnych ludzi. Takie małe słodzenie na początku! Najbardziej jestem wdzięczna Kubie, że z Detroit wróciliśmy cali i zdrowi! 😉

Kiedy przeciętny Kanadyjczyk słyszy słowo Detroit myśli o mieście widmo, w którym na ulicy można dostać nóż w plecy i ogólnie do którego się już nie jeździ. Fakt, że Motown zostało najbardziej poszkodowanym miastem w Stanach Zjednoczonych przez kryzys w 2008 pokazuje, że był to kolos na glinianych nogach i inwestycja tylko w jedną gałąź przemysłu prędzej czy później odbija się czkawką.

Jak miasto, które w latach 60 – tych miało 2 miliony mieszkańców, których średnie zarobki były najwyższymi na świecie, stało się miejscem, do którego wjeżdża się na własną odpowiedzialność? Nie stało się to z dnia na dzień, a systematycznie przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Finał nastąpił w 2008, kiedy na całym świecie gruchnął największy kryzys po wielkiej depresji w latach 30 – tych. W 2013 miasto Detroit ogłosiło bankructwo, z zadłużeniem szacowanym na 18-20 miliardów dolarów.

W przeciągu kilku miesięcy kilkadziesiąt tysięcy ludzi straciło pracę. Dwaj wielcy producenci samochodów General Motors i Chrysler ogłosili bankructwo. Po jego ogłoszeniu otrzymali pieniądze od rządu, warunkiem była jednak zupełna restrukturyzacja firm, która wiązała się z kolejnymi zwolnieniami i zmniejszeniem produkcji. Dla General Motors zakończyło się to stałym zlikwidowaniem produkcji samochodów marki Pontiac, Saturn i Hummer oraz sprzedaniem marki Saab.

Do upadku Detroit nie przyczynił się tylko kryzys firm motoryzacyjnych, które stanowiły główne miejsce pracy dla mieszkańców, ale również ogólne zadłużenie miasta i ludzi. Kto mógł uciekł z miasta, które chyliło się ku upadkowi. Zostali Ci, którzy nie mieli wystarczająco środków na wyprowadzkę. Ponad 78 000 domów w Detroit zostało opuszczonych. Niektóre z nich były podpalone przez właścicieli, którzy liczyli na uzyskanie pieniędzy z ubezpieczenia. Aktualnie średnia cena domu w Detroit to około $7 000, mając $500 w kieszeni można kupić już swój własne kąt. Fakt, że może on nie mieć okien, drzwi, ale za to może mieć dzikiego lokatora. Coś za coś.

Detroit, USA

Detroit, USA

Detroit, USA
zdj. Kuba

W Detroit nie działa ponad 40% oświetlenia, zamkniętych jest około 75% parków, a średni czas na dojazd policji to około 58 minut. Warto dodać, że dojeżdżają tylko do poważnych przypadków, czyli strzelanin czy zabójstw, których w Detroit jest 11 razy więcej niż w Nowym Jorku. Poza tym przestępczość w Detroit jest pięć razy większa niż średnia narodowa. Taki trochę dziki zachód.

Ale dosyć statystyk. Jaki wrażenie zrobiło Detroit na mnie? Na pewno jednym z plusów był fakt, że pojechaliśmy tam w pięć osób. Wiadomo w grupie raźniej. Pewnie gdybym pojechała tam tylko z Norbertem, to obeszlibyśmy downtown dookoła i tyle. Będąc w większej grupie odwaga wzrasta, więc dzięki naszemu „przewodnikowi” dotarliśmy do miejsc, do których normalni turyści nie chodzą. Niektóre z nich były na granicy bezpieczeństwa, ale na szczęście nic się nie stało skoro piszę ten post.

Pierwsze miejsce do którego dotarliśmy był projekt Heidelberg, który jest największym artystycznym projektem na świecie, na świeżym powietrzu. Wszystko zaczęło się od tego, że w 1986 Tyree Guyton namalował kilka kolorowych kropek na swoim domie, na ulicy Heidelberg. Jego dziadek zachęcił go do zainteresowania się sztuką, ponieważ obawiał się, że Tyree podzieli losy swoich trzech braci, którzy zginęli w strzelaninach na ulicach miasta. Obecnie projekt jest miejscem, który skupia artystów z Detroit, którzy chcą pokazać, że może ono wstać na nogi i zacząć drugie życie.

Heidelberg Project

Patrząc na artystyczne instalacje, które zrobione są z rzeczy pozostawionych w opuszczonych domach ma się wrażenie jakby chodziło się po cmentarzysku. Oglądając projekt czułam, że mieszkańcy mają dużo wiary na lepsze jutro. Wszystko, to było jednak pomieszane ze strachem. Zwłaszcza kiedy na chodniku zobaczyłam mężczyznę chodzące z bronią przy pasie. Wtedy moja czujność wzrosła do 100%, a oczy zaczęłam mieć dookoła głowy.

Heidelberg Project

Heidelberg Project

Heidelberg Project

Heidelberg Project

Heidelberg Project

Heidelberg Project

Heidelberg Project

Heidelberg Project

Heidelberg Project

Heidelberg Project

Heidelberg Project

Heidelberg Project

Chodząc po ulicy Heidelberg czułam się jakbym weszła w czyjąś osobistą przestrzeń. Oglądanie porzuconym rzeczy, które kiedyś należały do kogoś przypomniało mi, że nic w życiu nie jest pewne i nigdy nie wiadomo jak może się ono zmienić z dnia na dzień.

Po projekcie Heidelberg ruszyliśmy do Russell Industrial Centre, gdzię znajdują się częściowo opuszczone hale, które zaczynają być zamieszkiwanie przez ludzi, przede wszystkim artystów, którzy zakładają w nich również swoje pracownie. To właśnie dzięki artystom Detoroit zaczyna budzić się z letargu. Niskie koszty wynajmu czy zakupu opuszczonych budynków sprawiają, że Motown zaczyna powoli stawać się ich mekką. Weszliśmy do jednej z hal i po kolei zaczęliśmy chodzić po każdym z pięter i odkrywać różne instalacje i graffiti.

Detroit, USA

Detroit, USA

Detroit, USA

Po drodze spotkaliśmy młodego chłopaka, który jak się okazało, miał polskie korzenie. Zaprosił nas do jednej z galerii, gdzie mogliśmy zobaczyć różne prace.

Detroit, USA

Na ostatnim piętrze zobaczyliśmy coś co zamroziło nam krew w żyłach, moich na pewno.

Detroit, USA

Na początku nie uwierzyłam własnym oczom i ze strachu cofnęłam się do tyłu. Każde z nas było w lekkim szoku. Wyglądało na to, że jest to forma gipsowa wylana na kształt ludzkich ciał, ale chyba tylko osoba, która to tam wieszała, wie dokładnie co znajduje się w środku.

Następnym naszym celem była opuszczona stacja kolejowa, czyli Michigan Central Station, która została zamknięta 27 lat temu. Aż trudno sobie pomyśleć, że kiedyś ten budynek był miejscem skąd ludzie wyjeżdżali na wakacje, w odwiedziny do rodziny, żegnali się i witali każdego dnia. Dzisiaj nie ma on okien, miejscami widać ślady spalenizny i otoczony jest drutem kolczastym.

Będąc w Detroit można zobaczyć, że ludzie boją się ludzi. Kiedy podeszliśmy pod Michigan Central Station byliśmy jedynymi osobami w okolicy, nie licząc dwóch osób, które wyrywały chwasty na terenie stacji. Podczas gdy robiliśmy zdjęcia podjechał samochód na nowojorskich rejestracjach z którego dziewczyna zaczęła robić zdjęcia. Dopiero po chwili ona i kierowca odważyli się wyjść z samochodu i zamienić z nami kilka słów. Podpytać co robimy, gdzie warto / można iść. Tak było w kilku miejscach. W Detroit wyraźnie widać również podział ze względy na kolor skóry. Kiedy przejeżdżaliśmy przez ulice w których co drugi budynek był opuszczony, a na ulicach stały grupki osób, które obserwowały kto jest w samochodzie i pewnie zastanawiały się co też nas przywiało do ich okolicy.

Detroit, USA

Detroit, USA

Detroit, USA

Detroit, USA

Zanim dotarliśmy do downtown Detroit pokręciliśmy się jeszcze po okolicy i pooglądaliśmy mijane instalacje. Niekiedy pewnie sam autor nie wiedział co miał na myśli.

Detroit, USA

Detroit, USA

Detroit, USA

Detroit, USA

Pod koniec dnia dotarliśmy do downtown, które nie wyglądało na opuszczone miasto. Wszystko przez Movement, czyli festiwal muzyki elektronicznej, który odbywał się akurat w ten weekend. Na ulicach można było zobaczyć mnóstwo ludzi, niektórzy z nich byli poubierani w dziwne stroje, które pasowałyby bardziej na Halloween, a niektórzy z mieszkańców postanowili wyjąć swoje weekendowe, wypolerowane samochody i przejechać się w rytm muzyki po mieście.

Detroit, USA

Detroit, USA
zdj. Kuba

A my postanowiliśmy przejechać się kolejką do około downtown, czyli Detroit People Mover

Detroit
zdj. Kuba

Motto Detroit “We hope for better things; it will arise from the ashes”, mówi o nadziei mieszkańców, którzy wierzą, że ich miasto powstanie z popiołów. Trzymam kciuki, żeby Detroit wyszło na prostą i żeby dzieci, które się w nim urodzą miały lepszy start. Niestety mają one większą szansę trafić do więzienie, niż skończyć liceum. Jest jednak światełko w tunelu. Obecnie około 50% mieszkańców Detroit to ludzie poniżej 35 roku życia, często artyści, którzy przeprowadzają się do Detroit ze względu na niskie koszty życia. Oprócz tego ogłoszenie przez Detroit bankructwa okazało się dobrym wyjściem z sytuacji, ponieważ wiele firm ze Stanów Zjednoczonych zaczyna inwestować pieniądze w rewitalizację miasta.

A jakby ktoś zastanawiał się do czego przydał się mój mały wojskowy nóż, to odpowiadam: do odcinania metek po naszych zakupach u tańszego sąsiada!

Written by

Pieć lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika

Latest comments
  • Zdjęcia robią wrażenia, megaaa. Gustuję w takich miejscach, ale tez budzą we mnie przerazenie. Swoją drogą, zastanawiam się dlaczego ludzie żyją w miescie w ktorym tak latwo jest stracic zycie.

  • O… wow. Pamiętam, jak w tv leciał program o Detroit. To był pierwszy raz, kiedy usłyszałam, co się z tym miastem stało. Nie mogłam w to uwierzyć. I jednocześnie żałowałam, że nie miałam okazji go zobaczyć podczas pobytu w USA. Fakt, i tak nie zupełnie nie byłoby mi po drodze, ale może kiedyś? Dziwne, że takie miejsca jednocześnie przerażają i fascynują. Chyba również musiałabym zwiedzać w sporej grupce – inaczej na 100% bym scykorzyła 🙂

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
    Ali

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: