KANADYJSKIE LIFESTORY

Za każdym razem, kiedy jestem w Vancouver w mojej głowie zaczyna kiełkować myśl o tym, żeby zamienić wschód Kanady na zachód i na wyciągnięcie ręki mieć góry, i ocean za jednym razem. Myślę, że jedynie człowiek bez serca nie jest w stanie zakochać się w tym mieście. Bez dwóch zdań jest to jedno z najpiękniejszych miejsc w Kanadzie. Nie wszystko jest jednak złotem, co się świeci. Będąc ostatnio przez tydzień w Vancouver zaczęłam myśleć o tym jaką przewagę ma to miasto nad poczciwym Toronto, które po ostatniej zimie zaczęło mnie lekko męczyć i przytłaczać. Spacerując po ulicach Vancouver zaczęłam porównywać je do ulic Toronto. Pod małym obstrzałem znaleźli się również mieszkańcy tego miasta z którymi współpracuję przez ostatnie trzy lata. I tak oto powstało subiektywne porównanie dwóch kanadyjskich miast. Jednego, w którym żyję przez ostatnie cztery lata i drugiego w którym pracowo – wakacyjnie spędziłam łącznie ponad miesiąc czasu.
Uwaga: moja słabość do Vancouver wygrała i poniżej znajdziecie tylko zdjęcia tego miasta 😉

Czasem słońce, czasem deszcz. Na pierwszy ogień idzie pogoda. Wiosna do Vancouver przychodzi przynajmniej 1,5 miesiąca wcześniej niż do Toronto. Pod koniec marca można zobaczyć kwitnące wiśnie i drzewa, które jak oszalałe zaczynają się zazieleniać. W Vancouver rzadko pada śnieg, a jeżeli już coś spadnie, to zaraz się roztopi. Pogoda jest zdecydowanie łagodniejsza, niż w Toronto, w którym jak sami wiecie, podczas zimy można zostać jedną wielką kostką lodu i niekiedy ma się ochotę na kilkumiesięczną hibernację.
Nie oznacza, to jednak że pogoda w Vancouver jest idealna. Jeżeli ktoś nie znosi deszczu, to na pewno trudno będzie mu wytrzymać w klimacie w którym pada przez ponad 150 dni w roku. A jak już zacznie padać, to trudno zobaczyć koniec, zwłaszcza w porze deszczowej, czyli od października do marca. Obserwując jednak mieszkańców Vancouver zdałam sobie sprawę, że przynajmniej część z nich, nie robi sobie z tego wiele. Kalosze, kurtka przeciwdeszczowa, parasol i w drogę. Osobiście nie wiem czy dałabym radę mieszkać w takim klimacie i nagle torontońska zima przestała być tak demoniczna jak wcześniej.

6757km - Oh Kanada

Góry i ocean. Uwielbiam żyć blisko większej wody, jeżeli wokoło są góry, to jest to idealne miejsce! Mieszkając w Vancouver można jednego dnia pójść popływać kajakiem, pozjeżdżać z gór na nartach czy desce, a na koniec posiedzieć sobie na plaży. Kiedy widzę połączenie gór i wody mam poczucie, że się uspokajam i czuję, że nawet będąc w mieście jestem bliżej natury. Ontario, niestety, jest dosyć płaskie. Najbliższa „góra”, czyli Blue Mountain znajduje się około 2 godzin jazdy samochodem od Toronto. Najwyższy szczyt ma wysokość 452 metry, czyli jeszcze człowiek się dobrze nie rozpędzi, a już musi się zatrzymywać!

Vancouver Columbia Brytyjska

Idealny rozmiar. Vancouver ma według mnie idealną wielkość. Nie przytłacza ilością wysokich budynków i zaludnieniem. Spacerując ulicami, można pomiędzy budynkami zobaczyć szczyty ośnieżonych gór, czy usłyszeć szum oceanu. Będąc w Vancouver natura jest na wyciągnięcie ręki, co za tym idzie powietrze jest o wiele czystsze niż w Toronto.

Czystość. Zdecydowanie łatwiej jest utrzymać czystość w 600 tysięcznym mieście, niż w 2,5 milionowym. Spacerując jednak ulicami Vancouver ma się wrażenie, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Momentami czułam się jakbym była w jakimś sztucznie stworzonym miejscu. Jeżeli chodzi o czystość, to na pewno Vancouver bije Toronto na głowę, które i tak jak na metropolię nie jest najgorszym miejscem do życia.

Vancouver Columbia Brytyjska
Jedzenie. Kocham ryby i owoce morza, więc w Vancouver czuję się jak w niebie. Bliskość oceanu sprawia, że świeżość ryb jest nieporównywalna do tych które można kupić w Toronto. I pomimo tego, że wszyscy twierdzą, że Vancouver jest drogim miastem do życia, to będąc na diecie rybnej można zaoszczędzić trochę grosza.

Azja ver. reszta świata. Vancouver jest najbardziej azjatyckim miastem poza Azją. Ponad 34% mieszkańców Vancouver i okolic, to emigranci z Azji. Ma to również swoje odbicie w restauracyjnym życiu miasta. W Vancouver prawie na każdym rogu można zjeść sushi, chińszczyznę czy taja. Toronto ma do zaoferowania zdecydowanie więcej. Multikulturowość stolicy Ontario ma swoje odbicie w tym co można zjeść na mieście. A można zjeść chyba wszystko!

Mili ludzie. Krążą już chyba legendy o tym, że Kanadyjczycy są najbardziej miłymi mieszkańcami na świecie. Trudno jest to sprawdzić i udowodnić, ale jedno jest pewne: przeciętny mieszkaniec kraju klonowego liścia jest bardziej miły od przeciętnego mieszkańca Polski. Kto jest milszy w moim zestawieniu? Myślę, że mieszkańcy Vancouver. Na ulicach tego miasta można zobaczyć o wiele więcej zrelaksowanych, uśmiechniętych ludzi, którzy czy to w słońcu czy to w deszczu uprawiają przeróżne sporty i korzystają z uroków natury. Mieszkańcy Toronto, zwłaszcza w przeciągu tygodnia pracy, są w ciągłej gonitwie. Zwalniają trochę w weekend, żeby od poniedziałku powrócić do swojego kieratu.

Koszt życia. Ponoć nowym skrótem od BC, jest Bring Cash! Koszt życia w tej prowincji jest jednym z najwyższych w Kanadzie. Do marca tego roku Vancouver było najdroższym miastem, jeżeli chodzi o zakup własnego mieszkania czy domu. Niestety, Toronto je dogoniło. Wielu mieszkańców tego miasta narzeka na kapitał zagraniczny, zwłaszcza azjatycki, który według niektórych, psuje rynek i sztucznie zawyża ceny. Porównując ceny żywności, ubrań, czy usług powiedziałabym, że są one prawie na równi z tymi w Toronto. Jest tylko jeden problem…

Vancouver Columbia Brytyjska

Rynek pracy. Problemem w Vancouver jest rynek pracy, który jest zdecydowanie mniejszy i bardziej hermetyczny. To głównie w Toronto i GTA znajdują się przedstawicielstwa największych firm na Kanadę. Myślę, że trzeba być naprawdę leniwą osobą, żeby nie znaleźć pracy w stolicy Ontario. Oczywiście inaczej wygląda sytuacja, jeżeli chodzi o szukanie konkretnej pracy i konkretnego stanowiska. Wtedy trzeba zaopatrzyć się w cierpliwość, ale i tak trzeba mieć jej zdecydowanie mniej niż w Vancouver.

Czas i odległość. Przyzwyczaiłam się już do 6 godzin różnicy czasowej pomiędzy Toronto i Polską. Kiedy jestem w zachodniej części Kanady mam wrażenie, że jestem jeszcze bardziej odcięta czasowo i odległościowo od Polski. Przechodzi mnie mały dreszcz, kiedy pomyślę sobie, że każda podróż do Polski trwałaby kilkanaście godzin z co najmniej jedną przesiadką na wschodnim wybrzeży Kanady lub Stanów. W tym momencie zaczynam doceniać bezpośrednie loty z Toronto do Warszawy.

Kiedy w głowie zaczął kiełkować mi pomysł na napisanie tego porównania byłam przekonana, że Vancouver wygra bez dwóch zdań. Było to bardzo powierzchowne myślenie. Uległo ono zmianie, kiedy zaczęłam rozbijać wszystko na mniejsze części i okazało się, że każde z tych miast ma do zaoferowania coś, czego drugie nie ma. Samo miasto nie przyniesie szczęścia. Na to składa się wiele czynników, ale myślę, że najważniejszym z nich jest nasze podejście do życia. Wychodzenie na przeciwko nowym możliwościom sprawi, że będzie ono zdecydowanie ciekawsze, niż siedzenie i czekanie aż możliwości same do nas przyjdą, bo to może nigdy nie nastąpić.

WIĘCEJ O VANCOUVER PISAŁAM:

Wiosna znaleziona – Vancouver

Vancouver rok później

Vancouver z lotu ptaka

Written by

<p>Pieć lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika</p>

Latest comments
  • Dokładnie mam takie same spostrzeżenia. Mieszkałem 8 lat w Vancouver i teraz 3 lata w Toronto i trudno mi powiedzieć gdzie lepiej. Niekończący się deszcz vs. zima, Hong Kong vs. multi-kulti, natura vs. zabawa/kultura, itd.
    Póki co szala nieznacznie się przechyla na korzyść Toronto, chyba że kolejna zima mnie wykończy…
    Tak w ogóle to zajrzyj do nas tutaj: http://www.meetup.com/Pan-Tu-Nie-Stał-chapter-Toronto-Meetup-dla-Polonii-innej/

    • Hah no tak, ale niektórzy lubią jeszcze gorsze klimaty. Ja na przykład przed wyjazdem do toronto myślałem nad alaską, żeby się przetestować na dłużej, ale jednak kasa wygrała 😀

  • Ja z kolei znam tylko Vancouver. Przez 8 lat wyplywalam stamtad na Alaske. Teraz mysle o emigracji z partnerem do Toronto bo wydaje mi sie miastem wiekszych mozliwosci zawodowych oraz lepszym dla dziecka. Kocham Vancouver i jego piekne polozenie. Zawsze myslalam, ze to jest moje miejsce na ziemi. Nie znam Toronto, ale moze ktos mnie oswieci czy warto tam planowac nasza druga polowe zycia, bo mlodzi juz nie jestesmy. Chcemy cos zmienic. Ja nie jestem osoba, ktora potrafi dlugo mieszkac w jednym miejscu.

  • Ja właśnie stoję przed dylematem – zostać w Toronto, czy może jednak próbować Vancouver?
    Trochę przeraża mnie wizja pakowania całego dobytku i dwutygodniowego oczekiwania na ciężarówkę…
    W Toronto jest zbyt ciasno takie mam odczucia. Ja już nie imprezuję, a samo miasto ma do zaoferowania niewiele poza tym multikulturalnym klimatem.
    Vancouver z kolei jest pięknie położone, a ja uwielbiam naturę. Tego brakuje mi w Toronto.

  • Warto wspomniec o roznicach pogodowych latem – upaly w Toronto sa trudne do zniesienia, czego w Vancouver nie ma…

  • Mamy takie duze miasta w Kanadzie:

    Toronto i okolice: zima taka jak w PL, lato upalne i trzeba miec AC. Nie ma za bardzo robic co w weekend poza miastem bo za bardzo nie ma co poza miastem chyba za 1000km. Blisko do US i do duzych miast. Dobre dla ludzi ktorzy lubia miasta a zly dla outdoor.

    Montreal – nie zylem tam a bylem kilka razy. Trzeba mowic po Francusku albo udawac. Mysle ze reszta podobna do Toronto.

    Prowincje atlantyckie: trzeba sie urodzic w miescie A by zyc w miescie A – dyskryminoja nie na bazie koloru skory etc. tylko na bazie tego ze ktos jest z miasteczka 10km odleglego (!!!)

    Prowincje centralne preriowe – mala populacja, super zimno w zimie (-30C to normalne) – bardzo prowincjonalne.

    Alberta – Calgary / Edmonton – znacznie zimniej w zimie od Toronto ale za to nie trzeba miec AC latem. Gory! czlowiek czeka na weekend by sie wyrwac. Super dla ludzi outdoor – ale miasta to nie to samo co Toronto. Tutaj nawet nie sprzataja sniegu w zimie ;( Ekonomia ostatnio super slaba.

    Vancouver – deszcz – ciagle deszcz – czasami kazdy weekend w lecie to … deszcz. Co prawda jest cieplo w zimie ale ten deszcz nie jest dobry. Mozna co prawda na narty w gory. Leprze outdoor niz w Toronto etc. ale gorsze of Calgary. Ekonomia bazuje na budowie domow – ciekawe co zrobia jak HK przestanie prac tam $.

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: