KANADYJSKIE LIFESTORY
 

Nie taka emigracja straszna jak ją malują

Po świętach zaczynam powoli, w głowie, podsumowywać mijający rok i myśleć o planach na kolejny. Na większe podsumowania przyjdzie jeszcze czas. Dzisiaj poczułam, że najwyższy czas powrócić do pisania bloga. Spacerując wczoraj po Toronto zachodziłam w głowę o czym napiszę po dwutygodniowej przerwie. O świętach? O Toronto? O służbie zdrowia w Kanadzie? Po powrocie do domu weszłam w notatki, gdzie zapisuję sobie luźne pomysły na blogowe posty i tak trafiłam na wpis, który nigdy nie ujrzał światła dziennego. Dlaczego? Myślę, że niektóre rzeczy muszą dojrzeć, a niekiedy najbardziej musi dojrzeć do nich osoba, która je stworzyła. Po jego przeczytaniu doszłam do wniosku, że dalej jest on częścią mnie. Moje myślenie o emigracji i o tym jaki miała ona na mnie wpływ dalej jest takie same.

Niekiedy w moją stronę pada pytanie: co czuję mieszkając ponad sześć tysięcy kilometrów od kraju w którym się urodziłam i wychowałam? Czy Kanada jest już moim domem? Na pewno moja emigracja do Kanady zmieniła mnie jako człowieka. Teraz wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych i wszystkie ograniczenia znajdują się w naszych głowach. Kiedy przez kilka miesięcy skrupulatnie planowałam swój wyjazd do kraju klonowego liścia wiedziałam, że to jest to czego w tym momencie pragnę. Byłam zgodna z sobą. Nikt mi nie kazał tutaj przyjeżdżać i na pewno nikt mnie tutaj nie trzyma. To jest mój wybór. Oczywiście czasami nie jest łatwo, ale kto powiedział, że będzie? Mieszkając w Polsce również zdarzały mi się trudne dni, ale to od nas zależy czy problemy nas przerosną. Ja zawsze wolę trochę powalczyć i zobaczyć na ile wystarczy mi sił.

Decydując się na emigrację trzeba wziąć pod uwagę, że wszystko zaczynamy budować od zera. Musimy zdobyć zaufanie ludzi którzy nie znają naszej kultury i korzeni. Z jednej strony jest to ogromna szansa, bo możemy wyciągnąć wnioski z poprzednich relacji i postarać się je ulepszyć, z drugiej strony cały proces wymaga ogromnej ilości czasu. Cierpliwość jest w tym przypadku niezbędna. Podobnie jest z pracą. Często na emigracji zaczynamy od startu z niższych pozycji. Jeżeli trafimy na pracodawcę, który nie ma problemu z dostrzeganiem pracowników którzy są zaangażowani i pracowici, to na pewno powoli małymi krokami będziemy iść w wytyczonym przez nas kierunku.

To właśnie w Kanadzie, po ponad dziewięciu latach pracy w agencji reklamowej, zaczęłam bardziej słuchać siebie i myśleć o tym co tak naprawdę chcę robić w życiu. Wraz ze zmianą kraju postanowiłam zmienić również swój zawód i oddać się temu co jest częścią mnie, czyli fotografii. Proces ten trwa niecałe dwa lata, ale myślę, że za jakiś czas będę zupełnie na swoim. Czy zrobiłabym to żyjąc w Polsce? Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że mieszkanie na emigracji dodało mi siły i wiary w to, że to my kreujemy własną rzeczywistość. Nie oczekuję niczego od państwa kanadyjskiego, nie przyjmuję pozycji, że mi się należy. Jedynie powoli, własną pracą mogę dojść do wyznaczonego celu. Ludzie na emigracji są różni, ale myślę, że najbardziej nieszczęśliwi są Ci którzy mają zbyt wysokie oczekiwania, a jednocześnie nie dają z siebie zbyt wiele. Z takim podejściem na pewno będą rozczarowani i nigdy nie znajdą swojego miejsca.

Pisząc, że jest mi tutaj dobrze, nie mówię, że nie tęsknie. Decydując się na emigracje sprawiamy, że tęsknota staje się częścią naszego życia. Jak dla mnie to ona jest najtrudniejsza. Teraz jednak wiem, że i ona się zmienia. Każdy dzień, miesiąc, rok sprawia, że powoli zapuszczam małe korzenie w Kanadzie. Nie oznacza, to, że nie tęsknie. Myślę, że tęsknie inaczej, mądrzej. Nie idealizuję Polski i wszystkiego co w niej zostało, ale również nie wieszam psów na Kanadzie, kiedy coś mi nie wychodzi. Szybko staram się podnieść, otrzepać i iść dalej.

Mieszkanie w innym kraju to ogromna szansa na poszerzenie horyzontów. Przede wszystkim poznanie innej kultury, ludzi którzy niekiedy patrzą na życie zupełnie inaczej niż my. Myślę, że zaczynając żyć daleko od miejsca w którym się wychowaliśmy stajemy się bardziej otwarci i tolerancyjni. To również ogromna szansa na naukę języka i zobaczenie części świata do której może nigdy byśmy nie dotarli.

Gdyby nie mój wyjazd do Kanady, pewnie nie narodziłby się blog, który wpisał się w moją codzienność. To właśnie dzięki niemu mogę opisać co u mnie słychać, jak czuję się mieszkając po drugiej stronie oceanu. Znalazłam sposób na szybkie oczyszczenie głowy, podzielenie się swoim doświadczeniem emigracyjnym i pasję o której wcześniej nie miałam pojęcia. Cieszę się, że mogę pomóc ludziom którzy podobnie tak jak ja chcą zmienić coś w swoim życiu. Nie idealizuję im Kanady, bo tak jak wszędzie i tutaj trzeba pracować, żeby żyć. Nic nie leży na ulicy. Emigracja na pewno nie jest spacerem po łące. Myślę jednak, że daje nam ona większe poczucie wolności, uczy szybkiego podnoszenia się po porażce i sprawia, że ciągle musimy doskonalić siebie.

Teraz wiem, że życie jest za krótkie żeby spędzić je w jednym miejscu. Nie mam pojęcia gdzie będę za 10 lat. Może w Australii, w Hiszpanii, w Kanadzie, a może w Polsce? Na pewno, teraz, mam kilka rzeczy do realizacji tutaj i jak na razie Kanada jest krajem z którym się związałam. Jestem wdzięczna losowi za to, że ponad trzy lata temu znalazłam w sobie energię i odwagę do tego, żeby wyjść ze swojej strefy komfortu. Moja emigracja na pewno nie jest zesłaniem, a przygodą życia. To właśnie teraz zbieram wspomnienia i nabieram dystansu do życia i siebie.

Written by

Pieć lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika

Latest comments
  • świetna notka Monika .. i ja tak myślę, że emigracja często sprawia, że stajemy się bardziej otwarci na inność i tolerancyjni ..no i mamy też niezwykłą okazję być w skormnym ale ważnym stopniu emisarjuszami Polski i Polaków gdziekolwiek los nas rzucił serdecznie gratulacje, że zdecydowałaś się rozwijać swoją pasję fotografii! .. z mojego doświadczenia tęsknota za Polską zmienia się ale nie milknie ..w moim przypadku wręcz przeciwnie jest teraz większa niż kiedyś ale to być może też sytuacja rodzinna … życzę wiele dobra i ciepła w 2015

      • .. tak dokładnie jest u mnie .. kłopoty ze zdrowiem, starość najbliższych pozostawionych w Polsce .. to spędza mi sen z powiek .. dlatego moje dni na emigracji są już policzone choć oczywiście będę przemieszczał się co jakiś czas .. prawda jest też taka, że emigracja na pewno jest w tym sense w jakimś stopniu egoistyczna z mojej strony .. szczególnie emigracja tak odległa na inny kontynent w moim przypadku to aż 9,081 km :^) czyli o ponad 2000 km dalej niż z Toronto …

        bardzo dziękuję za życzenia Monika i Tobie i Twoim bliskim życzę wiele dobra i ciepła a także piękna i inspiracji w 2015 !

  • Wydaje mi sie ale moge sie mylic, ze w zyciu najwazniejsza jest ta podroz w glab nas samych. Ale i nie tylko. Pytanie, czy aby lepiej poznac siebie powinnismy wyjechac czy zostac tu gdzie sie urodzilismy i tu starac sie zyc. Czy nasze zycie byloby lepsze gdybysmy wyjechali czy zostali albo przynajmniej zostali blizej miejsca w ktorym sie urodzilismy. A czy to wogole ma znaczenie na przebiegu naszego zycia? Nasuwa sie ciag trudnych pytan..czy uda nam sie na nie odpowiedziec czy raczej pozostana nam tylko przypuszczenia?
    Moze o tym gdzie jestesmy zadecydowalo przeznaczenie a moze to jedna z wielu naszych decyzji, ktora bedzie badz nie bedzie miala odbicia w rzeczywistosci i wplywu na nia.

  • świetny wpis, całkiem inne, nie męczeńskie spojrzenie na emigrację. My chcemy wyjechać razem z dzieciakami, mąż ma dobrą pracę i chcemy startować z programu FSW. Ostatnio czytałam świtny artykuł o ekspatach, według psychologów aby jak najlpeiej się zaklimatyzować w nowym kraju trzeba po pierwsze jak najlepiej poznać jego historię i wbrew pozorom jak najbardziej odciąć się od Polski, tzn, wejść w kulturę i społeczeństwo, zasymilować się z nowym miejscem pobytu.

    • Aniu przepraszam, że dołączę się do tej myśli .. z moich obserwacji to postawa ‚odcięcia się od korzeni’ jest receptą na frustrację i brak pewności siebie … widywałem to tu w Stanach .. ludzie zmieniają imiona i nazwiska na ‚łatwiejsze’ anglo … starają się za wszelką cenę podłapać lokalny akcent unikają języka polskiego i kultury polskiej itd … czasem jest to komiczne czasem tragikomiczne .. nabierają powierzchownych cech kameleona ale tak na prawdę nigdy nie będę pewni siebie w nowej skórze i często uciekali przed samym sobą .. wstydząc się przeszłości ..jakby Conradowski Lord Jim .. …. moim zdaniem nie tędy droga … wręcz przeciwnie ludzie świadomi i szanujący skąd pochodzą mają pewność siebie tak potrzebną na emigracji .. nie trzeba zmieniać imienia, nazwiska, małpować akcentu aby coś osiągnąć .. autentyczność jest dziś w cenie :^)

      • Peregrino dlaczego myślisz ze „…odciąć się od Polski, tzn, wejść w kulturę i społeczeństwo, zasymilować się z nowym miejscem pobytu…” równe jest „zmienianiu imienia, nazwiska, małpowaniu akcentu” ?? Akcent nie jest problemem tutaj, tak samo jak Polskie pochodzenie i nazwisko – mówisz o jakichś ekstremalnych przypadkach.

        Mieszkam w USA/Kanadzie już dłuugo i się absolutnie zgadzam że trzeba się odciąć od Polski. Nie żyć tamtymi wiadomościami, znajomymi, polityką a bardziej rzeczami tutejszymi (i globalnymi). Znaleźć swoje „community” tutaj.

        Wiele ludzi czuję się wyizolowanych przez długie lata przez to że są jedną nogą ciągle w Polsce – to recepta na nieszczęcie. Trzeba się ugruntowić, zrobić rachunek sumienia i jeśli się wybiera emigrację to żyć całą parą tu gdzie się jest a nie trochę tu, a trochę tam. Pozdrawiam!

        • @Monika .. tak to prawda ważne jest aby mówić i pisać w nowym języku poprawnie .. to bardzo ważne .. ale błędy są nieuniknione i to normalne ..ważne aby nie bać się mówić, prezentować itd … miejscowi też popełniają błędy :^) ..
          bardzo dziękuję za życzenia i przesyłam wiele dobrych myśli z południa :^)

          • @Matt .. każdy z nas na emigracji ma inne obserwacje i inne recepty to normalne … .jest już 25 lat na emigracji ale nadal przede wszystkim czuję się Polakiem .. choć nie śledzę polityki w Polsce (wbrew pozorom polityka jest równie zepsuta w Stanach a przypuszczam, ze w Kanadzie też nie jest usłana różami) ale już kulturę tak .. mam silny związek a Rodzicami w kraju i często ich odwiedzam . w żadnym wypadku ‚nie odciąłem’ się i jest mi z tym dobrze … jestem też obywatelem Stanów i to jest ojczyzna moich córek i w ten sposób jestem też i lokalnym patriotą .. te dwie postawy sobie nie zaprzeczają .. po prostu cieszę się za każdym razem kiedy coś dobrego dzieje się w Polsce i w Stanach i też, że Stany są teraz gwarantem bezpieczeństwa dla Polski w co mocno wierzę :^)

  • Świetne podsumowanie. Zgadzam się z Twoją opinia, że emigracja nie dla wszystkich jest „wygnaniem” ani ucieczką, ani nie wynika zawsze z chęci zwiększenia komfortu życia czy lepszych zarobków. Dla mnie emigracja to przede wszystkim możliwość rozwoju, poszerzenie horyzontów, bezcenne doświadczenie. Tęsknię za bliskimi osobami, które zostały w Polsce, ale przeprowadzka za granicę była jedną z lepszych decyzji w moim życiu.
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

  • Podziwiam Cię, za podążanie za swoją pasją. Fotografia to piękna i ciekawa sprawa, ale jakże wymagający i ciężki kawałek chleba. Powodzenia i wszystkiego dobrego!

  • Ja wiem, że wiele Ci się uda. Widzę jak dzielnie kroczysz po klonowym liściu, jak się rozwijasz i że ne rezygnujesz z marzeń. Inspirujesz i dodajesz siły dlatego tak tęsknie. Jednak razem z Tobą uczę się radzić z tęsknotą i cieszyć z chwil kiedy moge dowiedzieć się co u Was. Blog jest boski…opowiada co czujesz, myślisz, co robisz….oooo i na chwilę przestałam tęsknić bo mogłam zatopić sie w opowieści. Udanego kolejnego roku Mniczko!

  • Świetny wpis i podsumowanie co mi i mężowi chodzi po głowie po naszych pierwszych świętach w Vancouver, pierwszych bez rodziny. Tęsknota jest w nas i będzie, ale staramy się, aby nie przesłaniała racjonalnego myślenia, bo jeśli się jej poddamy, to jaki sens byłby w tym, że zmieniliśmy nasze życie, a co gorsza życie naszych dzieci o 180 stopni……
    Więc częste rozmowy, szukanie tutaj tego, co było dobre tam, bo przecież wspaniali ludzie są wszędzie. I inwestycja w czas. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Wchodzę tutaj często, bo to jeden z najlepszych blogów o emigracji w Polsce… Ale ostatnio dotarłam do dokumentów Ministerstwa Gospodarki i skutków emigracji dla… gospodarki tutaj w kraju. I wtedy tak bardzo cieszę się, że możesz z czystym sumieniem napisać „Emigracja nie taka straszna” 🙂 Pozdrawiam i zapraszam także do mnie na bloga!

  • Uwielbiam twojego bloga jest rewelacyjny.Pozdrawiam

  • Swietny blog, widze po postach, ĹĽe myslimy o zyciu podobnie:)

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: