KANADYJSKIE LIFESTORY
 

Rowerem przez Wellington County

Nie ważne na jakiej szerokości geograficznej przyszło na mieszkać, to zawsze powrót do rzeczywistości po dłuższym weekendzie jest bolesny. Jeszcze człowiek dobrze nie zdążył odpocząć, napatrzeć się na nowe widoki, a już trzeba wracać! Jak dla mnie, dzień po długim weekendzie jest najmniej produktywnym dniem w pracy. Moja głowa jest jeszcze tam, gdzie kilkanaście godzin temu robiłam zdjęcia, rowerowałam i przez chwilę zapomniałam o codzienności.
Dwa, z czterech dni naszego długiego (krótkiego) weekendu, spędziliśmy z Kosą na rowerach. Długi weekend był z okazji Civic Holiday, który w tym roku przypadł na 4 sierpnia. Civic Holiday, to takie kolejne święto w Ontario, które ma zagwarantować mieszkańcom tej prowincji, kilka dni dodatkowego wypoczynku w czasie wakacji. Wiem, że bardzo spłyciłam ten opis, bo historia jest trochę dłuższa. Zainteresowanych szczegółami na temat Civic Holiday odsyłam do wikipedii. Dla mnie jest to, na pewno, kolejna okazja do poleniuchowania i zrelaksowania się. Myślę, że jednym z wyznaczników zadomowienia w danym kraju jest zapamiętanie wszystkich dat długich weekendów i planowanie ich w taki sposób, żeby były one jeszcze dłuższe!

Ze względu na to, że nie mieliśmy zbyt dużo czasu, postanowiliśmy oddalić się się tylko 100 km od Toronto. Jako początek naszej rowerowej wyprawy wybraliśmy miejscowość Elora.

Wellington County Ontario

Do Elory dotarliśmy około godziny 15:00. Oczywiście wcześniej zakładaliśmy, że będzie to w godzinach porannych. Plany, planami, ale każdy wie jak trudno jest wygrzebać się z łóżka w długi weekend. Po rozpakowaniu rowerów, przebraniu się, byliśmy gotowi do drogi. Wiedzieliśmy, że nasz wcześniejszy cel, czyli przejechanie 70km pierwszego dnia będzie nierealny. Postanowiliśmy nie przejmować się tym zupełnie i godnie rozpocząć naszą wycieczkę rowerową. Co jest najlepsze na start? Małe jasne!

Po opuszczeniu Elory skierowaliśmy się do St.Jacobs, który oddalony jest około 25 kilometrów. My wybraliśmy jednak trochę dłuższą drogę i pierwszego dnia przejechaliśmy 35 kilometrów. Niby nie za dużo, ale na pewno była to dobra rozgrzewka przed dniem numer dwa. Nasze 35 kilometrów zajęło nam prawie 3 godziny. Tempo mieliśmy dosyć wolne, ale uwierzcie mi, że nie chciało mi się szybko pedałować. Moje postoje na zdjęcia też zajęły trochę czasu.

Droga z Elory do St.Jacobs

Wellington County Ontario

Wellington County Ontario

Wellington County Ontario

Nie wiem czy wynika to z tego, że robię się starsza, ale obecne lato w Kanadzie bardzo przypomina mi polskie lata. Myślę, że jednym z powodów jest pogoda. Do tej pory moje dwa kanadyjskie lata były upalne, duszne i bardzo trudne do zniesienia. To lato jest ciepłe, ale na pewno nie gorące. Rano i wieczorem powietrze robi się chłodniejsze. Dodatkowo, nasza wycieczka rowerowa, przywołała we mnie wspomnienia z dzieciństwa, gdzie prawie każde lato spędzałam u mojej babci na wsi, pod Wrocławiem. Pamiętam jak dziś, kiedy od rana do wieczora biegałam i jeździłam na rowerze. Niekiedy wielkim krzykiem kończyło się ściągnięcie mnie do domu. Jak widać pewne rzeczy pozostają we krwi.

Wellington County Ontario

Wellington County Ontario

Wellington County Ontario

Wellington County Ontario

Sielskie widoki były największą atrakcją w drodze do St.Jacobs. Niesamowite jest to jak szybko można zrelaksować się będąc na rowerze. Poruszanie się wtedy jest na tyle szybkie, że można przejechać kilkadziesiąt kilometrów dziennie, ale w tym samym czasie na tyle wolne, że bez żadnego problemu można się zatrzymać i podziwiać naturę.

Jedną, z niewielu atrakcji na naszej drodze był The West Montrose Covered Bridge, który jest ostatnim krytym mostem w Ontario. Został zaprojektowany w 1880 roku. Lokalnie znany jako Kissing Bridge, czyli most pocałunków. Dlaczego? Ponieważ było to idealne miejsce dla par, i nie tylko, na skradzenie sobie pocałunku.

Wellington County Ontario

Do St.Jacobs dotarliśmy kilkanaście minut przez godziną 20:00, po zrobieniu szybkiego rekonesansu, okazało się, że ostatnie miejsce gdzie można coś zjeść jest czynne do godziny 20:00, a za chwilę zamykają kuchnię. Świetnie, witaj na wsi! Nie mogliśmy narzekać zbyt długo, ponieważ trzeba było zamówić coś na szybko. Inaczej czekałby nas głodny wieczór.

Noc spędziliśmy w bed & breakfast. Z racji tego, że o godzinie 20:00 wszystko było już zamknięte, nie pozostało nam nic innego jak iść spać z kurami. Oczywiście, znając nas, nie liczyłam na to, że wstaniemy razem z nimi. Śniadanie mieliśmy umówione na godzinę 8:30 i muszę przyznać, że było to jedno za najpyszniejszych śniadań jakie ostatnio jadłam. Pani domu, Claire, przyrządziła nam posiłek mistrzów: chleb jej wypieku, konfitury własnej roboty, jajka od kur z St.Jacobs i pyszne truskawki, które smakowały jak truskawki, a nie jak papier. Takie poranki to ja rozumiem! Claire i jej mąż musieli zauważyć, że aż uszy nam się trzęsą. Byliśmy jedynymi gości w tym czasie, więc podczas śniadania mieliśmy również miłą, prawie 1,5 godzinna, rozmowę z gospodarzami o fotografii, rowerach, okolicach St.Jacobs, ich pochodzeniu, naszym pochodzeniu i wielu innych rzeczach. Moglibyśmy tak rozmawiać i rozmawiać, ale prawda jest taka, że nasze planowane 70 kilometrów nie przejechałoby się samo.

Po wtoczeniu się na rower ruszyliśmy w kierunku miejscowości Elmira, która tak naprawdę jest bardzo blisko St. Jacobs, ale my wybraliśmy dosyć okrężną drogę.

Dlaczego Elmira? Jest to jedna z niewielu miejscowości w Ontario, która zamieszkiwana jest przez Mennonitów. Mennonici, ze względu na swoja wiarę, prowadzą dosyć specyficzny tryb życia: czas się dla nich zatrzymał w XVIII wieku. Ponoć, nie korzystają z prądu, nie używają samochodów i żyją zgodnie z naturą. Większość z nich ogranicza się do codziennych kontaktów z innymi Mennonitami. Kontakty z ludźmi, z poza ich grupy, utrzymywane są w celach biznesowych: sprzedaż owoców, warzyw, wyrób mebli (ponoć są świetnymi stolarzami).

Już w okolicach St. Jacobs często mijaliśmy taki znak

Wellington County Ontario

Nie skłamię jak powiem, że kilkanaście razy mijaliśmy bryczki zaprzęgnięte w konie. Strój Mennonitów również zatrzymał się w czasie. Jedna z bardziej nowych „bryczek”, zwróćcie uwagę na siedzenia z samochodu. Mają nawet trzymadełka na kubki, to się nazywa tuning.

Wellington County Ontario

Wellington County Ontario

Po przejechaniu około 10 kilometrów zauważyliśmy, że na przeciwko nas jedzie niesamowicie obładowany rower. Od razu czułam, że ta osoba nie jest weekendowym rowerzystą. Chwilę później, widzimy, że to starsza pani, która po zauważeniu nas zjechała w naszym kierunku. Jak się okazało, to starsza pani, na moje około na pewno po 65 roku życia, była już w drodze 83 dni! Swoją podróż rozpoczęła w maju, w Idaho! Jak to usłyszałam, to nie mogłam zamknąć ust ze zdziwienia. Było to niesamowite. Urocza pani nazywa się Al i dosłownie kilka dni temu wjechała do Kanady. Teraz jest w drodze do Toronto, a później będzie jeszcze pedałowała do Ottawy, swoją podróż chce zakończyć w stanie Maine, w Stanach Zjednoczonych i stamtąd wylecieć do domu. Myśli, że dojedzie tam za około miesiąc. Dodam tylko, że prawie codziennie pokonuje około 80 – 100km! Jak macie ochotę możecie śledzić jej bloga Al’s Bucket List Ride, którego prowadzi codziennie. Czapki z głów. Nasze wycieczki rowerowe przy tym to pikuś. Jak patrzyłam na Al to byłam pełna podziwu i obiecaliśmy sobie z Kosą, że zrobimy wszystko, żeby utrzymywać formę najdłużej jak się da. Al dodała jeszcze, że wybrała się w podróż sama, ponieważ trudno jest znaleźć partnera na tak długą i jakby nie patrzeć ciężką fizycznie, i niekiedy psychicznie podróż.

Po kilkunastominutowej rozmowie, rozjechaliśmy się w swoich kierunkach. My z Kosą dalej byliśmy w lekkim szoku. Dalsza podróż była dosyć spokojna. Po drodze mijaliśmy kolejne farmy i domy Mennonitów. Po czym je rozpoznawaliśmy? Po wiszącym praniu, które prawie nigdy nie było kolorowe. Mijane miejscowości były dosyć wyludnione, jak widać każdy zrobił sobie długi weekend

Wellington County Ontario

Kiedy w końcu, dotarliśmy do Elmiry przeżyliśmy szok! Okazało się, że miejscowość, którą w głowie, wyobrażaliśmy sobie jako zatrzymaną w czasie jest normalną miejscowością. Na dodatek, w Elmirze, nie widzieliśmy ani jednej bryczki, żadnych Mennonitów, którzy podobno tutaj żyją. Byłam tak rozczarowana, że nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. Moja wyobraźnia przegrała z rzeczywistością.

Nie pozostałe mi nic innego jak robienie innych zdjęć

Wellington County Ontario

Wellington County Ontario

Do Elory dojechaliśmy po godzinie 20:00. Zmęczeni, ale satysfakcja z przejechanych 75 km była ogromna. Muszę się pochwalić, że moje wpinane buty są już zupełnie opanowane. Ilość wywróceń: zero. Oczywiście do czasu. Poza tym w drodze powrotnej zaczęliśmy myśleć, że może kiedyś uda nam się przejechać na rowerach Kanadę, tak z Vancouver do Halifax…Potrzebne jest na to bagatela około 3 miesięcy! Ostatnio, przez zupełny przypadek, trafiłam na blog Ani i Marcina, którzy są w trakcie takiej właśnie „przejażdżki”. Tylko pozazdrościć i pogratulować! Więcej szczegółów na ich blogu Naszymi Drogami.

Rower jest dobry na wszystko!

Written by

Pieć lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika

Latest comments
  • Świetna wyprawa Most uroczy jak Bridges of Madison County :^) … bardzo romantyczny

    • Kiedy zobaczyłam ten most od razu miałam to samo skojarzenie, tylko nie mogłam sobie przypomnieć dokładnej nazwy:)

  • pięknie,kolorowo i naprawdę sielsko,moja ostatnia wycieczka rowerowa to las,komary,błoto,jeszcze więcej błota 🙂 ja z Rudziszonową wróciłam umorusana po kolana a ona jakby zaliczyła kąpiel błotną 🙂
    pozdrawiam

    • Myślę, że gdyby padał deszcz, to też byśmy wyglądali podobnie jak Ty:) Na szczęście pogoda dopisała i nie spadła ani kropla deszczu. Pozdrowienia

  • Zdjęcia prima sort, a najbardziej mnie urzekła soczysta zieleń trawy. Nie wiem, czy to zasługa aparatu, czy rzeczywistość.
    A z Al z chęcią bym dotarł do stanu Maine, stanu drwali, w którym wielokrotnym gubernatorem był Lawrence Chamberlain, ale to już inna historia 😉

    • Co do soczystej zieleni trawy powiedziałabym, że to kombinacja obu czynników;) Nic straconego, zawsze możesz spróbować dotrzeć do Maine, choćby na rowerze;).

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: