KANADYJSKIE LIFESTORY
 

Nie zawsze jest tak super

Lubię obchodzić swoje małe rocznice, które w pewien sposób mnie zmieniły, pomogły pokonać słabości, albo rozpoczęły kolejny rozdział życia. Dzisiaj mija trzecia rocznica mojego przyjazdu do Kanady. Nie będę Was zanudzała tym jak do tego doszło, jakie miałam wtedy emocje i myśli, bo więcej o tym możecie poczytać tutaj. Będzie o tym, że nie zawsze jest tak super jakby się mogło wydawać.

Już nie raz spotkałam się z opinią, że w Kanadzie to musi być lepiej, inne życie, nie to co w Polsce. Oczywiście, jest inaczej. Inny kraj, inna kultura, inny język i inni ludzie. Nie znaczy, że lepszy, ani gorszy, po prostu inny. Moje pierwsze kroki emigracyjne były dosyć nieświadome, ponieważ swój pobyt tutaj traktowałam jako przygodę i do głowy mi nie przyszło, że zamieszkam w kraju klonowego liścia. Starałam się chłonąć nowe miejsce, poznawać jego zakamarki i poczuć się chociaż trochę jak mieszkaniec tego kilkumilionowego miasta. Dopiero kiedy moje serce zakochało się w Kosie uświadomiłam sobie, że teraz zacznie się karuzela. Zdecydowaliśmy się, że nasze wspólne życie rozpoczniemy w Toronto. Oczywiście, nigdy nie wiemy gdzie nas nogi poniosą, ale jak na razie budujemy wszystko tutaj. Dla Kosy było to zupełnie normalne, bo w Kanadzie żyje około 30 lat. Ode mnie wymagało to, oprócz dowiezienia większej ilości bagażu, rozpoczęcie wielu rzeczy od nowa. Plany krótkodystansowe poszły w odstawkę. Zaczęłam myśleć o sobie w perspektywie kilku najbliższych lat. Spowodowało to, że zostałam przytłoczona ilością celów do osiągnięcia i popadłam w obłęd robienia wielu rzeczy na raz, żeby jak najszybciej zobaczyć efekty. Kiedy nie robiłam nic czułam się winna, że tracę czas. Nie potrafiłam w spokoju naładować swoich baterii, co powodowało, że miałam coraz mniej energii. Każda, nawet najmniejsza porażka, urastała do rangi problemu, który w moich oczach był nie do pokonania. Czułam się przez to jeszcze słabsza i w taki o to sposób zamykałam błędne koło. Zamiast czuć się lepiej, czułam się gorzej. Wisienką na torcie była, jest i będzie tęsknota. Decydując się na zamieszkanie w innym kraju, decydujemy się na to, że stanie się ona naszym „dobrym” znajomym. Od tej pory będziemy tęsknić za tym co zostawiliśmy. Rozmowy na skypie, mejle z czasem są coraz rzadsze. Nie dlatego, że zapomniałam o bliskich mi osobach w Polsce, ale dlatego, że coraz bardziej wtapiam się w kanadyjską rzeczywistość. Podobnie moi bliscy w Polsce mają swoje życie, którego nie jestem już tak wielką częścią. Pamiętają o mnie, że jestem, ale zmiana czasu i odległość nie pozwalają na szybki kontakt. Taka jest kolej rzeczy.

Idealnie byłoby gdyby istniała możliwość stworzenia miejsca, które składałoby się ze wszystkiego co lubię w Polsce i w Kanadzie. Wtedy będąc w Kanadzie nie tęskniłabym za Polską, a będąc w Polsce nie tęskniłabym za Kanadą. Układ idealny, ale czy nie za bardzo? Może właśnie o to chodzi, żeby czasami wyjść ze swojej strefy komfortu i dopuścić do siebie emocje, które zmuszają nas do innego myślenia i działania?

Written by

Osiem lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika

Latest comments
  • …masz racje …..zawsze jak coś zmieniamy ….tęsknimy za tym co było ….nawet gdy nie było to idealne ….i nie mówie teraz tylko o sytuacjach gdy zmieniamy miejsce zamieszkania ….ale o wszystkich naszych życiowych wyborach …. tak jak napisałaś (…a pięknie ubrałaś to w słowa, więc zacytuję Cię Kochana…) „o to chodzi, żeby czasami wyjść ze swojej strefy komfortu i dopuścić do siebie emocje, które zmuszają nas do innego myślenia i działania” ….zgadzam się z tym w 100000% 🙂 buzia dla Ciebie!

    • Dokładnie, to dotyczy każdej zmiany w naszym życiu. Na początku jest trudno, ale z czasem ogarniamy temat i idziemy dalej:) I to jest najważniejsze. Ściskam Cię Aguś.

  • pięknie napisane i rozważania bliskie wszystkim emigrantom ..
    jestem już po 25 latach na emigracji w Stanach i UK i potem ponownie Stanach .. ten ‚syndrom’ zawieszenia ‚pomiędzy’ .. on nigdy nie przeminął dla mnie .. nigdy nie stałem się ‚tubylcem’ *tutaj* (część imigrantów bardzo pragnie wtopić się za wszelką cenę i jest to czasem zabawne czy smutno-zabwane też) ale już i nie jestem ‚tubylcem’ *tam* .. to nie znaczy, że to jest jakos niedobrze .. ale jest inaczej .. daje inną perspektywą na tu i tam :^) .. i podoba mi się to ..
    mam zamiar powrócić ale i tak wiem, że będę już na pewno ‚ poza’ być może na zawsze ..

    • Dziękuję Peregrino. Zupełnie się z Tobą zgadzam. Myślę, że trzeba potraktować to jako coś więcej niż tylko mieszkanie w innym kraju. To poznawanie innej kultury, ludzi i próba odnalezienia siebie w nowej rzeczywistości. Im więcej nowych wyzwań, tym większa szansa, że będziemy znać swoje możliwości i chcieli dalej „próbować” siebie. Pozdrowienia z wiosennego Toronto.

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: