KANADYJSKIE LIFESTORY
 

Trudno być „artystą”. „Asystentem” jeszcze trudniej!

Dzisiaj będzie mniej gadania, a więcej oglądania. Przez ostatnie dwa tygodnie biegałam z apratem jak kot z pęcherzem, żeby zebrać materiał na dwa zaliczenia, na kursie fotografii. Głowę miałam pełną symetrii, asymetrii, linii, ram, głębi i światła, bo tego właśnie szukałam. Dodatkowo chciałam mieć kilka zdjęć na blog, czyli wszystko na raz. Uznałam, że Toronto nie jest wystarczająco duże i pełne wszystkich tematów.
Jak to mówią „złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy”. Zaproponowałam więc Kosie żebyśmy wybrali się nad Niagarę. Zawsze jest to dobry pretekst, żeby gdzieś pojechać, a poza tym wodospad wygląda tak pięknie w nocy. Wybieraliśmy się przez dwa weekendy, aż w końcu nie było zmiłuj i trzeba się było zapakować i jechać, bo zaliczenie już zaglądało zza rogu.
Poza tym utwierdziłam się w przekonaniu, że pogoda musi być kobietą, kaprysiła tego dnia niemiłosiernie. Deszcz, trochę słońca, natomiast wisienką na torcie była mgła, która jak na złość zasłoniła sporą część wodospadu!

No cóż nikt nigdy nie powiedział, że życie „artysty” będzie usłane różami! Oprócz pogody trzeba zmagać się z ciężarem aparatu, obiektywów i statywu. Na szczęście wpadłam na genialny pomysł, że Kosa może zostać nominowany na stanowisko „asystenta”. Doskonale zna okolicę i może mi podsunąć krajobrazy, gdzie droga tworzy literę S, a słupy układają się w linie. Poza tym silne męskie ramię z większą łatwością udźwignie statyw, który na moich plecach robi pręgi. I tak oto wybraliśmy się w plener. Oczywiście życie „asystenta” też nie jest proste i musi on być odporny na humory „artysty”, który jest w stanie stracić nagle wenę, bo albo most nie prezentuje się jak powinien, albo drogą przejeżdża za mało samochodów, które wspaniale wkomponowałyby się w ramę zdjęcia. Uwaga: poniższe zdjęcia powstały w pocie czoła. Krew się nie polała, ale było blisko. „Artysta” i „asystent” byli w pewnym momencie na skraju załamania nerwowego, do rozwodu jednak nie doszło.

Wodospad, który za każdym razem robi wrażenie

Niagara Falls Ontario

Załapaliśmy się też na fajerwerki

Niagara Falls Ontario

Jeszcze trochę miasta Niagara Falls, które wygląda jak wesołe miasteczko

Niagara Falls Ontario

Niagara Falls Ontario

Tak na marginesie, poszliśmy z Kosą do haunted house, czyli nawiedzonego domu. Był to mój pierwszy raz. Nie wierzyłam, że może to być straszne. Dziwiłam się, że ludzie chcą stamtąd wychodzić w połowie drogi. Teraz już ich rozumiem. Po wyjściu byłam biała jak ściana.

Widok na autostradę

Toronto Ontario

I na jezioro Ontario

Toronto Ontario

Most Humber w Etobicoke

Toronto Ontario

To już koniec. Tak jak obiecałam było więcej oglądania, niż czytania. Jutro okaże się czy pot, stres i zagrożenie załamania nerwowego teamu: „artysta + asystent” nie poszły na marne!

Written by

Pieć lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika

Latest comments
  • Właśnie wczoraj oglądałam interesujący city hall z Toronto na Pinterest. Zgodnie z moim M. stwierdziliśmy że wygląda jak hotel 🙂 a nie urząd,hmm no cóż to nie Polska 🙂
    Piękne zdjęcia!!!

    • To prawda, zabudowa jest nowoczesniejsza, ale niekiedy brakuje mi tych naszych polskich budynkow:) Super, ze zdjecia Ci sie podobaja! Pozdrawiam

  • Piekne zdjecia,a i tresc mocno dowcipna.Az chce si czytac i ogladac.Buziaczki.

    • Dziekuje!:)

  • Zdjęcie z autostradą może przypominać skaczące w przyszłość DeLorean’y (w liczbie mnogiej). W filmie Powrót do przyszłości był tylko jeden, a Tobie udało się uchwycić całą autostradę tych cudeniek 🙂

    • Akurat duzo ich przejezdzalo, to je uchwycilam…Robienie zdjec jest jak lowienie ryb:)

  • Jaki wspaniały blog! Trafiłam na niego dzięki Klubowi Polek na Obczyźnie. Obiecuję, że będę się tu pojawiać częściej. 🙂 Byłam nad Niagarą tydzień temu, jednak od strony amerykańskiej. Kanadyjską część zostawiamy na inną wycieczkę (jak już będę mogła wyjechać z USA 😀 – jestem w trakcie załatwiania zielonej karty i nie mogę przekroczyć póki co granicy!).
    Ach… Twój blog jeszcze bardziej sprawia, że chcę wyemigrować do Kanady! Mam nadzieje, że nie jest to takie trudne jak w przypadku emigracji do USA. 😉
    Pozdrawiam ciepło z Alabamy i gratuluję tak świetnego bloga! 🙂

    • Witaj Naikari! Bardzo mi miło, że zostaniesz stałą czytelniczką bloga:) Myślę, że łatwiej jest emigrować do Kanady niż do USA. Nie mówię tego z własnego doświadczenia, ale z tego co słyszałam. Powodzenia z zieloną kartą! Pozdrowienia z Toronto i zaglądaj częściej na 6757km!

      • Na pewno będę zaglądać często, nie masz się o co martwić! Piszesz bardzo interesująco, zdjęcia są piękne, a mnie samą życie w Kanadzie interesuje, więc nie mam wyboru, jak tylko tu zaglądać. 😀 Zapomniałam w ostatnim komentarzu wspomnieć, że strasznie podoba mi się Twój szablon! Zwłaszcza nagłówek. 🙂

  • Bajeczne zdjecia wodospadu, chyba czas wpisac Kanade na liste ‚do odwiedzenia’!

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: