KANADYJSKIE LIFESTORY
 

Dwa lata jak jeden dzień

Dokładnie 11 maja 2011 wsiadłam do samolotu lecącego na Jamajkę, z której po tygodniu wakacji dotarłam do Edmonton w Kanadzie.

Pamiętam jak dziś ten dzień, kiedy przed 27 urodzinami zaczęłam zastanawiać się co dalej, co chcę zrobić ze swoim życiem? Czy zaciągnać kredyt, żeby kupić cztery kąty, które po 25 latach będą moje? Szukać nowej pracy, a może zrobić coś co od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie, ale nie miałam większej odwagi, żeby nawet o tym myśleć. Oprócz chęci przygody motywem była też chęć nauczenia się języka angielskiego, tak żeby po powrocie do Polski czuć się z nim swobodnie. Powoli zaczęłam szukać sposobu w jaki mogę wyjechać do Kanady przy jednoczesnym posiadaniu prawa do pracy. Dodatkowym plusem był fakt, że miałam tam kuzynkę. Nie ważne było nawet, że ostatni raz widziałam ją na oczy jak miałam 6 lat, czyli dobre dwadzieścia lat wcześniej…Pamiętam też jak niektórzy pukali się w głowę po usłyszeniu mojego pomysłu. Na moje szczęście, osoby, które były dla mnie najważniejsze wsparły mnie w 100% i to dodało mi siły do rozpoczęcia całego procesu.

Przygotowując się do wyjazdu czułam całym sercem, że to jest to co chcę zrobić i nie traktowałam tego jak szalony pomysł! Jasne jest, że czasami przebiegła mi po głowie myśl z wątpliwościami, jednak zawsze wiedziałam, że jak podwinie mi się noga, to wrócę do Polski. „Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana”! powtarzałam sobie w momencie składania wypowiedzenia z pracy, sprzedawania samochodu, wyprowadzania się z mojej przytulanej, wynajmowanej kawalerki, pakowania się na roczny wyjazd w 2 walizki i żegnając się z wszystkimi bliskimi osobami w Polsce.

Uwierzcie mi, że w moim przypadku, to był nie lada wyczyn, żeby zapakować ubrania na jeden rok. Niestety nadbagaż był nieunikniony.

Przez gorącą i wyluzowaną Jamajke dotarłam do Edmonton. Po rozejrzeniu się dookoła i stwierdzeniu, że szkoda mojego roku w Kanadzie, żeby spędzić go w Edmonton przy skypowym i emocjonalnym błogosławieństwie rodziców kupiłam bilet do Toronto, gdzie jedyną osoba, którą znałam była Ania. Poznałyśmy się na forum o Kanadzie, raz rozmawiałyśmy na skypie i pierwszy raz na oczy zobaczyłyśmy sie w Toronto, kiedy czekała na mnie w umówionym wcześniej miejscu po moim przylocie.

Emocje, które towarzyszyły mi w samolocie do Toronto były jeszcze większe niż te związane z przyjazdem do kraju liścia klonowego. Byłam z siebie dumna, że pomimo tego, że mogłabym zakotwiczyć się w bezpiecznym Edmonton, to rzuciłam się w totalny wir, który poniesie mnie nie wiadomo gdzie.

Trasa, którą zrobiłam w zaledwie miesiąc: Warszawa – Jamajka – Edmonton – Toronto

Jamajka Montego Bayy

Nie mogłam się powstrzymać od dodania zdjęć z Jamajki.

Jamajka Montego Bay

Jamajka Montego Bay

Jamajka Montego Bay

Jamajka Montego Bay

Pierwszy tydzień w Toronto spałam kątem w wynajmowanym pokoju Ani, w którym po rozłożeniu mojej walizki nie było już praktycznie miejsca na ruszenie nogą. Zadaniem numer jeden było znalezienie własnego kąta i pracy, żeby na niego zarobić.

Jak popatrzę na wszystko z perspektywy czasu, to sama nie wiem jak dałam radę. Mój angielski był daleki od perfekcji, ale jakoś w przeciągu tygodnia znalazłam miejsce na Pauline, gdzie mieszkałam przez kolejne 11 miesięcy, poznałam super współlokatorów i dostałam się do Momo w Toronto. Oczywiście przez pierwsze 2,5 miesiąca byłam na stażu, więc nie zapłacili mi złamanego grosza. Przez ten czas żyłam ze swoich skromych oszczędności, bo okazało się, że ceny w Toronto są lekko kosmiczne, no i nasza złotówka ma niewielką wartość. Była to rzecz oczywista, ale dopiero zderzenie z rzeczywistością sprawiło, że moje pieniądze topniały szybciej niż lód w upalny dzień.

Najbardziej rozczarowałam się Toronto w momencie, kiedy po rozpakowaniu swoich walizek na Pauline, ogarnięciu pokoju postanowiłam w nagrodę pójść do sklepu i kupić sobie piwo. Była godzina 20:50. Po krótkim poszukiwaniu sklepu z alkoholem w nowej okolicy zobaczyłam napis „Beer Store”. TAK! Zaraz napiję się zimnego piwa i na pewno będę miała pozytywny sen w nowym miejscu. Niestety moja radość została szybko ugaszona, bo sklep zamknęli mi przed nosem. Tak oto nauczyłam się, że sklepy z alkoholem są czynne do 21:00, a najlepiej jest mieć jakiś mały zapas w lodówce, tak na czarną godzinę. Kilka miesięcy zajęło mi też przyzwyczajenie się, że cena podana na półce nie jest ceną, którą płaci się przy kasie. Zawsze trzeba doliczyć 13% podatku!

Przez pierwsze trzy tygodnie od przyjazdu do Toronto nie pracowałam, więc po znalezieniu pokoju, odbyciu rozmowy w Momo i zgodzeniu sie na bezpłatny staż (nowoczesna forma niewolnictwa), który miał się rozpocząć w pierwszym tygodniu lipca pozostało mi zwiedzanie miasta z mapą w ręku i rozmowy na skypie z bliskimi w Polsce.

Głównym obiektem mojego zainteresowania było CN Tower, w różnych odsłonach

CN Tower Toronto Kanada

Toronto Island

Toronto Island

Toronto Island

Toronto Island

Gdyby ktoś płacił mi za zdjęcia wtedy zrobione, myślę, że spokojnie wystarczyłoby mi na miesięczne utrzymanie w Toronto. Niestety, życie to nie bajka i na swoja pierwszą wypłatę czekałam prawie 3 miesiące. Moje karty kredytowe zipały już resztkami sił, a to trzeba zapłacić za dwa czynsze z góry, kupić kartę na metro, zapłacić za szkołę językową, kupić jedzenie…topniało, topniało.

Gorące lato powoli dobiegało końca i po wewnętrznej walce ze sobą doszłam do wniosku, że moje skromne zarobki w Momo starczają mi tylko na mieszkanie, jedzenie, komunikację, no a przecież głównym celem mojego wyjazdu do Kanady było dobre opanowanie języka! Nie mogłam wtedy zrezygnować ze szkoły i prywatnych lekcji, tylko dlatego, że jestem „lekko” wykorzystywana w Momo i dostaję najmniejszą stawkę godzinową. W październiku dojrzałam do decyzji szukania pracy weekendowej, gdzie trafiłam do polskiej restauracji, nazwijmy ją Pieróg. Tak o to przez kolejene 2, 5 miesiąca pracowałam w tygodniu w Momo, w piątek po pracy leciałam do Pieroga, gdzie pracowałam przez cały weekend: 4h w piątek i po 11h w sobotę i niedzielę . Dodatkowo wieczorna szkoła angielskiego w tygodniu i poranny, prywatny angielski przed sobotnią pracą. Żyć nie umierać. Po dwóch miesiącach czułam jakby przebiegło po mnie stado koni. W poniedziałki siedziałam w Momo i nie mialam siły się skupić, bo brzęczały mi talerze w głowie. Poza tym Pieróg okazał się rojem pszczół i typowym miejscem, gdzie człowiek, człowieka utopiłby w łyżce wody. Na początku miałam sporą przyjemność z obserowowania ludzi i ich motywacji do życia za granicą. Po miesiącu czasu stwierdziłam, że za każdym razem jak ich słucham to głowa mi pęka i że jak tak dalej pójdzie to eksploduje. Dodam, tylko, że takie widoki jak wyciąganie pierogów ze śmietnika, włosy w jedzeniu, niedosmażone mięso, poparzenia były czymś co wcześniej widziałam w filmach, a teraz ja byłam tego częścią.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki Pierogowi mój skromny budżet został lekko załatany. Spłaciłam częściowo karty kredytowe, zapłaciłam za szkołę i kupiłam powrotny bilet do Polski, datowany na 4 maja 2012

Po świętach Bożego Narodzenia postanowiłam rzucić Pieroga. Nie dałabym już tam rady fizycznie i psychicznie. Kiedy powiedziałam, że rezygnuję poczułam się jakby kamień spadł mi z serca. Pierwszy wolny weekend po 2,5 miesiącach spędziłam w domu rozkoszując się słońcem za oknem, leżeniem i czytaniem, a herbata z cytryną pita powoli była dla mnie ogromnym relaksem.

Nawet się nie obejrzałam rozpoczął sie rok 2012 i nagle w moim codziennym dniu pojawił się Kosa, który doskonale wiedział, że za 4 miesiące wyjeżdżam z Kanady, pewnie już na zawsze. Zdecydowaliśmy się jednak, ze miło jest nam razem, więc co ma być to będzie. Weszliśmy w coś co dla osób patrzących na nas z boku, nie miałoby żadnego sensu. My jednak staraliśmy się nie myśleć o tym i żyliśmy dniem dzisiejszym.
W międzyczasie starałam się o roczne przedłużenie mojej wizy. Niesetety po 3 tygodniach od złożenia papierów dostałam wiadomość odmowną.
Nie zastanawiając się długo postawiliśmy się pobrać. Po 3, 5 miesiącach bycia razem. Jedyne co wiedziałam, to, to że chcę być z Kosą i nigdy nie ma żadnej gwarancji na nic. W 10 dni przygotowaliśmy wszystko, sami nawet zaprojektowaliśmy zaproszenia!

Po szybkim „miesiącu” miodowym w Nowym Jorku wróciłam na kilka miesięcy do Polski. Na początku była wielka euforia, że zobaczyłam wszystkie bliskie osoby, których tak bardzo brakowało mi przez rok. Radość, że można im wszystko opowiedzieć na żywo bez umawiania się na skypa była ogromna. Po mniej więcej dwóch tygodniach wszystko zaczęło wracać do normalności.

Powoli zaczęłam sobie „układać” 4 miesiące w Polsce, czyli wróciłam do pracy, wynajęłam mieszkanie i zaczęłam tęsknić za Kosą i Kanadą. Wtedy też zdałam sobie sprawę, że tęsknota zagości w moim życiu na dłużej, bo niezależnie gdzie będę, będę tęsknić. W Kanadzie za rodziną, przyjaciółmi i Polską, a w Polsce za Kosą i Kanadą.

Ciekawość, niecierpliwość i chęć nowych wrażeń spowodowała, że dwa lata temu zdecydowałam się zamknąć wszystko i pojechać do Kanady. W najśmielszych snach nie przypuszczałabym, że spotkam tam mężczyznę, który zostanie moim mężem i zamieszkam w Kanadzie na dłużej niż rok czasu. Jedno jest pewne, że nic w życiu nie jest pewne.
Wiem jednak, że warto podejmować odważne decyzje, kiedy się czegoś naprawde pragnie. Dzięki temu można poznać niesamowitych ludzi, zobaczyć kawałek świata, nabrać nowych doświadczeń, spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, a co najważniejsze zobaczyć siebie w zupełnie nowej odsłonie.

Written by

Osiem lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika

Latest comments
  • Bardzo fajny blog. Pozdrawiam z Waterloo, ON!

    • Dziekuje i zapraszam czesciej:) Pozdrawienia z Toronto.

  • Przesympatyczny wpis, który daje nadzieję. Moim marzeniem jest wyjechać do Kanady – posiadam podwójne wykształcenie (jedno lingwistyczne), mam środki finansowe, w Toronto mieszkają moi dziadkowie i ciotki, jednak z powodu niepełnosprawności nie mam szans na wyjazd, gdyż zawsze dostanę odmowę na pobyt stały. Taki wyrok usłyszałem już w niejednym biurze zajmującym się pomocą osobom chcącym wyemigrować. Przykro… ale cieszę się, że innym się udaje i są szczęśliwi – wszystkiego najlepszego!

    • Witaj Marcel. Milo slyszec, ze moj wpis dal Ci chociaz troche nadziei. Z drugiej strony przykro jest slyszczec, ze Ty nie masz mozliwosci na poby staly w Kanadzie. Moze jednak warto sprobowac inna droga? Czy orientowales sie na wyjazd w ramach programu International Experience Canada? Moze jest szansa, ze sie zakwalifikujesz i sam sie przekonasz czy Kanada jest miejscem w ktorym chcesz zyc. Jezeli masz jakies pytania odnosnie programu to pytaj smialo. Pozdrawiam cieplo!

      • Dzięki za odpowiedź. 🙂 Nie dopytywałem o szczegóły z IEC, jednak mnie interesuje wyjazd na stałe, a nie tylko do pracy na rok, bo w Polsce mam świetną pracę. Chciałbym po prostu wyemigrować. Ale może się mylę? Może można z tego programu starać się o pobyt stały w Kanadzie?

        • Z tego co ja sie otrientuje sa male (bliskie 0) szanse na to, zeby dostac pobyt staly po tym programie. Teoretycznie nie mozna go przedluzyc, tylko ewentualnie starac sie po nim o otrzymanie work permit na kolejny rok, ale to juz jest powiazane z LMO. A czy Twoje obecny pracodawca ma swoje biuro w Kanadzie? Jesli tak, to wtedy byloby o wiele latwiej.

          • Tak, bo nie do tego służy ten program. Mój pracodawca ma biuro tylko w Polsce. No nic, napisałem do ambasady, może mi odpiszą, a jak nie, to zadzwonię tam w przyszłym tygodniu.

            • Na pewno warto się dowiedzieć u źródła. Ambasada Kanadyjska organizuje spotkania na których przekazuje szczegółowe informacje na temat emigracji. Pewnie na ich stronie są godziny i daty spotkań.
              Pozdrawiam!

  • Cześć Monika,
    Na początku chciałam Ci pogratulować super bloga, swetnie się go czyta:)
    Co w zasadzie sprowokowało mnie do napisania tutaj, to to, jak podobnie Twoje początki w Kanadzie potoczyły się do moich. Ja też przyjechalam do Toronto na chwilę, na rok, może dwa, w miedzyczasie miałam już zamówiony bilet powortny do Polski, a 5 m-cy przed planowanym powrotem poznałam swojego obecnego męża, zaryzykowałam i zostałam- to tak w ogromnym skrócie:) Oczywiście podobnie jak Ty i pewnie wielu innych emigrantów, zawsze będziemy tesknić za rodziną, przyjaciółmi, wszystkim tym, co zostawiliśmy w Polsce. Wedlug mnie to uczucie nigdy nie minie, może jedynie utraci troszke na intensywności, ale chyba trzeba się do tego przyzwyczaić i uznać za część naszego życia tutaj w Kanadzie – mimo wszystko to dobrze, że jest Skype, oczywiście nie zastąpi on prawdziwj rozmowy twarzą w twarz, ale i tak bardzo dużo pomaga…ojej ale sie rozpisałam….
    Dużo szczęścia życzę !!!

    Aga:)

    • Hej Aga! Na poczatku witam Cie na blogu i ciesze sie, ze Ci sie on podoba. Z tego co napisalas mamy kilka rzeczy wspolnych:) Zgadzam sie z Toba, ze zycie w innym kraju polaczone jest w pewnymi wyrzeczeniami. Nie zawsze jest latwo i emocje niekiedy potrafia nas przewyzszyc. Najwazniejsze to im sie nie dac! Pozdrawaiam cieplo i jak masz ochote napisac, zadac jakies pytania to podaje moj adres mailowy: blog6757km@yahoo.ca
      Monika

  • Trzy i pół miesiąca… ot gorące głowy 🙂 Jak wcielimy plan w życie i dotrzemy do Kanady to może kiedyś pogratuluję osobiście odwagi, a już wtedy zapewne trwania w przysięgach i innych takich tam drobiazgach. Pozdrowienia, ciągle jeszcze, z Olsztyna.

    ps. Nadrabiam braki w lekturze (czytam od początku :P), stąd też odkopywanie „starych” wpisów.

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: