KANADYJSKIE LIFESTORY
 

Trochę melancholijnie…

Ostatnio zrobiło się dosyć turystycznie na moim blogu, ale przecież to nie jest tak, że żyje się tylko samymi wyjazdami, chociaż nie ukrywam, że byłaby to super opcja. Niedługo miną dwa lata jak wyjechałam do Kanady i zaczynam powoli rozmyślać jak mój wyjazd wpłynął na mnie i na moje znajomości w Polsce.

Pamiętam jak przed wyjazdem znalazłam gdzieś aforyzm Hansa Christiana Andersena „Gdy podróżnik zostawia w tyle za sobą góry, po raz pierwszy widzi je w ich rzeczywistym kształcie – tak też jest z przyjaciółmi”. Pomyślałam sobie wtedy: ciekawe jak roczny wyjazd zweryfikuje moje przyjaźnie i bliższe znajomości? Dosyć niespodziewanie z wyjazdu na rok zrobił się wyjazd na dobre, co pewnie też miało ogromny wpływ na relacje.

Jasne jest, że w swoim życiu spotykamy wiele osób na naszej drodze. Niektóre z nich dołączają do nas tylko na jakiś czas, a później schodzą z naszej ścieżki i idą dalej w innym kierunku. Ja pewnie też, jestem dla kogoś kimś takim. Najważniejsze jest jednak, żeby pamiętać co dobrego wniosły te osoby do naszego życia, na jakim etapie się pojawiły i na jakim etapie się od nas oddaliły. Oczywiście, w momencie kiedy widzimy, że odchodzą od nas, to robi nam się przykro i najczęściej szukamy przyczyny w sobie. Myślę, jednak że najważniejsze, to być wdzięcznym za to, co nam dały, co my mogliśmy im dać i iść dalej.Na naszej drodze, prędzej czy później, pojawią się kolejne osoby, które do nas dołączą, żeby po jakimś czasie może znowu odejść. Tak już jest. Nic nie jest dane nam raz na zawsze. Ważne, jest mieć tego świadomość, bo wtedy zdecydowanie łatwiej jest szanować innych i ewentualnie pogodzić się z tym, że wybrali inną ścieżkę. Prościej jest też wtedy zauważyć wartości i dobre chwili, które wnieśli oni do naszego życia.

Myślę, że najpiękniejsze jest, kiedy w swoim życiu ma się osoby, których nie widziało się długi czas, spotyka się je po rozłące i po dosłownie kilkunastu minutach rozmowy zapomina się o tym, że nie widzieliśmy się dłuższy okres czasu. Rozmowa jest naturalna, czuje się dobre emocje i rośnie nadzieja w to, że takie sytuacje też są w życiu możliwe. Doświadczyłam tego po pierwszym powrocie do Polski i przyznam szczerze, że w niektórych przypadkach ta rozłąka jeszcze bardziej pokazała co pięknego mają w sobie niektóre osoby.

To czego mi brakuje 6 757 km od domu, to prostego telefonu do przyjaciela, szybkiego wyskoczenia na kawę. Pogadania, ot tak bez większego celu. Uścisku, uśmiechu i szczerej rozmowy, która niekiedy potrafi całkowicie zmienić punkt widzenia. Uwielbiam to! Niestety odległość i 6 godzin różnicy czasowej nie ułatwia kontaktu. Skyp to nie to samo co rozmowa na żywo.

Nie wiem jak rozwiną się moje nowe znajomości w Kanadzie, gdzie dochodzi jeszcze różnica kulturowa i niekiedy bariera językowa. Jak zmienię się ja i osoby, które są mi bliskie w Polsce. Na pewno czas to zweryfikuje. Niezależnie od tego trochę naszego życia pozostanie w naszych obecnych i byłych przyjaciołach, którzy w odpowiednim czasie nas rozumieli i pokochali.

Post Tags
Share Post
Written by

Osiem lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika

Latest comments
  • Czas pokaze jak to bedzie,ale zawsze trzeba byc dobrej mysli.

    • Na szczescie slonce juz jest za oknem, wiec przynajmniej nie bede narzekac na to ( na razie;)

  • 🙂 oj Ty moja „melancholiczko” 🙂 do zobaczenia soon. Buziaczki

    • No i widzimy sie w wiekszym gronie!:) Sciskam

  • :* :* :*

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: