KANADYJSKIE LIFESTORY
 

Jedziemy? Jedziemy! Kierunek Waszyngton

Wszystko miało swój początek z piątku na sobotę w nocy, kiedy leżałam już z książką w łóżku (swoją drogą prowadzę weekendowe życie na krawędzi!). Kosa wpadł na szalony pomysł, że skoro nie mamy żadnych planów na weekend, to może gdzieś pojedziemy, maksymalnie 10 godzin drogi od Toronto. Pół godziny później byliśmy już spakowani. Wsiedliśmy do samochodu, zapieliśmy pasy i padło pytanie: to gdzie jedziemy? Decyzję podjęliśmy dopiero na pobliskiej stacji benzynowej: Waszyngton.

Po prawie 10 godzinach w samochodzie i  766  przejechanych kilometrach dotarliśmy do celu. Tylko po to, żeby zrobić sobie 5 godzinny spacer, zobaczyć największe „atrakcje” turystyczne i wrócić bogatszymi o jedno doświadczenie: omijaj szerokim łukiem Mc’ Donalda.

Około 130 kilometrów od Toronto znajduje się granica z USA. Ze względu na to, że mam wizę, jestem wnikliwie oglądana z każdej strony. Muszę zostawiać odciski palców, a na koniec robią mi pamiątkowe zdjęcie. Po 20 minutach, wyjątkowo miła pani celniczka, pozwoliła nam wjechać do USA. Nie ma pojęcia dlaczego oni mają takiego bzika na punkcie swojego kraju, myślą, że marzeniem każdej osoby jest mieszkanie w Stanach Zjednoczonych. No cóż, jest to pewnie wynikiem ich ogromnego poczucia wyjątkowości, które tak bardzo będzie widoczne w Waszyngtonie.

Po czterech godzinach jazdy zrobiliśmy sobie małą drzemkę na przydrożnym parkingu. Rozłożyliśmy tylne siedzenia, zapakowaliśmy się w śpiwory i obudziliśmy się o 8 rano. To była najbardziej ekstremalna część naszej podróży! Na miejsce dotarliśmy później niż przewidywaliśmy, dopiero o godzinie 16:30. Pozostało nam tylko 30 minut zwiedzania w świetle dziennym, reszta była ciemnością. Udało nam się, jednak, obejrzeć najważniejsze atrakcje Waszyngtonu, w kolejności:

Monument Waszyngtona, który mierzy 169, 2 metry i jest najwyższym pomnikiem kamiennym na świecie. Monument ten został zbudowany w stylu neo – egipskim. Myślę, że każda osoba odwiedzająca Waszyngton, która nie jest Amerykaninem, ma jedno skojarzenie z tym pomnikiem….

Później byliśmy umówieni na szybkiego cheesburgera z frytkami z Obamą, ale jak się okazało wystawił nas i poleciał do Tajlandii. Rozumiem jakoś trzeba odreagować całą kampanię wyborczą i uczcić wygraną. Biały Dom, nie zrobił na nas jakiegoś wielkiego wrażenia. Przede wszystkim był on za płotem i zrobienie dobrego zdjęcia było mało realne. Na szczęście dla nas nie był to żaden problem. Odgoniliśmy tłumy turystów i zrobiliśmy małą sesję. Z lekkim rozczarowaniem poszliśmy w kierunku Kapitolu Stanów Zjednoczonych, który jest siedzibą Kongresu. Do tej pory widziałam go na kilku filmach i podczas wieczornych wiadomości. Ostatnim miejscem do którego się udaliśmy to Pomnik Lincolna.Czy my jesteśmy na wakacjach w Grecji?

Chodząc po Waszyngtonie miałam wrażenie jakby każdy budynek został zbudowany po to, żeby pokazać wielkość USA. Z jednej strony wszystko to trzymało się kupy, ponieważ ogromna ilość z nich była koloru białego, zbudowana w stylu greckim lub rzymskim. Ja miałam jednak nieodparte wrażenie sztuczności. Żadna z budowli nie miała swojego źródła w historii, tylko została żywcem skopiowana z historii państw, które kiedyś były wielkimi potęgami.

Oprócz tego jeszcze dwie rzeczy kłuły w oczy. Prawie każda ławka była okupowana przez osoby bezdomne. Opatulone w koce, ze swoimi tobołkami obok. W większości przypadków byli to mężczyźni. Stany Zjednoczone na pewno nie są państwem opiekuńczym. Jak nie pracujesz, nie masz niczego. Fakt, że podatki i ceny są zdecydowanie niższe niż w Kanadzie, ale wynika to z tego, że nic nie dostajesz w zamian. Opieka zdrowotna jest płatna, trzeba płacić za przejazd na dużej ilości dróg i mostów!

Przyznam szczerze, że jest coś dziwnego w Stanach Zjednoczonych. Myślę, że ich poczucie wyższości, pomieszane z tym jaką mają kulturę, jak się zachowują, jak wyglądają tworzy coś co sprawia, że wyjeżdżam stamtąd z przyjemnością.

Nie pozostaje mi nic innego jak zapytać się: Czy i Ty zjadłeś dzisiaj swojego hamburgera?

Written by

Osiem lat temu postanowiłam zamknąć swoje, dosyć, poukładane życie w Polsce i przez rok pomieszkać w kraju który ludziom kojarzy się z zimnem, liściem klonowym i pięknymi krajobrazami. Moją przygodę z Kanadą rozpoczęłam w Edmonton, skąd po trzech tygodniach, przeniosłam się do Toronto, gdzie dalej mieszkam. Ciągle szukam nowych wrażeń i bodźców. Jestem uzależniona od podróżowania, fotografowania, a moja lista rzeczy do zrobienia rośnie z każdym dniem. Zapraszam do polubienia 6757km na facebooku i śledzenia co dzieje się w Kraju Klonowego Liścia. A dzieje się sporo! Monika

Latest comments
  • Heloł maj frjends, łelkom in JuEsEj 😉
    Nie ma to jak poprawnie akcentowana wymowę języka amerykańskiego 😉
    Na koniec takiej relacji z USA winnaś dodać:
    „Dla wiadomości Monika Max Kolanko” 😉
    Na następny niespodziewany wypad proponuję jeszcze wycieczkę po Road 66 😉

    • To chyba dla Bartka byłaby wielka frajda: wycieczka szlakiem AUT:)

  • troszkę tendencyjnie i płyciutko napisane .. ale rozumiem co nieco :^) .. co kraj to obyczaj .. Toronto pod względem objętości ludzi nie różni się za bardzo tak z moich obserwacji .. np tak pan mer Toronto :^)) .. co to tam nie tylko jedzonka sobie nie żałuje
    prawda jest taka, że mam wielu przyjaciół Kanadyjczyjków, którzy pracują w Stanach bo tu po prostu znależli lepsze możliwości i wyższe uposażenie w przemyśle informatycznym no i dużo niższe podatki .. służba zdrowia jest płatna ale 80% ma ubezpieczenie przez pracodwacę … po prostu każdy wybiera to co mu bardziej odpowiada …ludzie po prostu zagłosują nogami tak czy owak
    ja tam uważam, że Kanada jest piękna i ma wiele do zaoferowania i fajnie, że troszkę inna …a Ontario nie tak znowu wiele różni się od Stanów :^)

    • Hej Peregrino! Może i mój wpis był tendencyjny, ale z drugiej strony co więcej można napisać będąc w danym mieście przez 5 godzin? Płytki? Przemilczę to…Odnośnie Waszyngtonu, to mam świadomość, że nie widzieliśmy wiele rzeczy wartych zobaczenia. Chciałam odwiedzić Smithsonian National Museum of Natural History, ale niestety jak dojechaliśmy, to byli już zamknięci. Pomimo tego, że wracając z USA zawsze czuję się lekko zmęczona, to mam jeszcze kilka (kilkanaście) rzeczy na mojej liście do zobaczenia. Jeżeli chodzi o Ontario, to powiedziałabym, że GTA jest bardziej amerykańskie. Poza GTA robi się już kanadyjsko, czyli odludnie.
      Jedno jest pewne, że przyjeżdżając do Toronto nie zobaczysz tyle osób bezdomnych co na jednej ulicy w Waszyngtonie. Gdybyś, ewentualnie, chciał policzyć to zapraszam:)

      • miałem tylko na myśli, że po prostu Twoja notka powielała nieco stereotypy bez glębszego spojrzenia a o te sterotypy to bardzo łatwo ,..na przykłąd z hamburgerami hihi na przykład jestem i znam bardzo wielu ludzi wege i naturalnie hamburgerów tym bardziej z McDonalda nie zajadam .. poza McDondaldem jest też Whole Foods, czy Trader Joe’s itd ..co kto woli
        to po prostu wielki kraj ludnościowo prawie 10x większy niż Kanada no i tak wiele różnych opinii i poglądów
        choć oczywiście jak dobrze wiesz Kanada ma to samo .. Alberta to co innego niż Quebec czy BC czy NS .. olbrzymie odległości i różni ludzie poglądowo

        owszem bywałem i w Ontario i w BC i w Albercie też i bardzo lubię wszystkie te prowincje…. i widziałem i bezdomnych też choć oczywiście nie liczyłem ich ..są piękniejsze rzeczy do ujrzenia :^)

        z tymi bezdomnymi to nie jest tak prosto .. to są wolni ludzie .. często ich wyborem jest nie pójść do instytucji charytatywnej na posiłek czy nocleg bo musieliby porzucić alkohol albo narkotyki .. wiem, że raczej nie chcielibym państwa policyjnego gdzie zamyka się ludzi za to tylko, ze siedzą na ławce i brzydko pachną .. to do niczego dobrego nie prowadzi,, to taka cienka linia, na którą trzeba uważać by jej nie przekroczyć

        to całkowita prawda Stany nie są państwem opiekuńczym i to z wybrou co kraj to obyczaj – po prostu przyciagają tych co nie wierzą w rządową biurokrację ale odpychają tych, którzy w takową wierzą i potrzebują jej dla komfortu – wolna droga .. to na pewno nie odpowiada każdemu ale bardzo wielu tak .. pracuję, z bardzo wieloma ludźmi z całego świata .. nie przyjechali tu aby czerpać jakieś zasiłki czy pomoc socjalną ..

        naprawdę nie trzeba być tutaj bezdomnym ..to jest wybór tych osób … jest bardzo wiele organizacji pozarządowych, które pomagają a i jest też sporo pracy jeśli tylko ktoś chce pracować i może to na pewną takową znajdzie (i często musi bo na bezrobociu tu nie da rady być bez końca)

        • Zacznę od hamburgerów:) To nie jest tak, że widziałam tylko grubych ludzi. W Waszyngtonie była cała masa ludzi która biegała, jeździła na rowerze itp. Muszę przyznać, że bardzo im tego zazdrościłam, bo uwielbiam pobiegać sobie po nowych miastach. Rzecz w tym, że w mojej opinii, uprawianie sportów jest czymś normalnym. Nie do końca natomiast rozumiem stołowanie się w fast foodach i picie coca coli jak wody. W USA na pewno jest to bardziej widoczne. Wpływ na to ma zapewne, jak sam wspomniałeś, dziesięciokrotnie więcej ludzi niż w Kanadzie. Na pewno, nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka:)

          Temat bezdomnych jest dla mnie dosyć delikatny, bo pewnie ile ludzi tyle opinii. Oczywiście, w pewnym momencie zostają oni na ulicy, bo chcą być wolni. Pozostaje tylko pytanie jak na nią trafili? Czy zawsze było tak, że nie chcieli pracować? Nie znajdziemy na to odpowiedzi. Nie byłam jeszcze w wielu państwach na świecie, ale coś w tym jest, że w USA ludzie bezdomni są bardzo widoczni. Dawno, dawno temu widziałam film dokumentalny o ludziach bezdomnych w USA, którzy trafili na ulicę, ponieważ wpadli w ogromne długi ze względu na koszty leczenia. Może czasy się zmieniły, bo jak sam wspomniałeś 80% ludzi pracujących na ubezpieczenie zdrowotne pokryte przez pracodawcę. Tak moglibyśmy pisać i pisać:) Pozdrowienia i fajnie jest czasami tak sobie podyskutować przez bloga:)

  • zapomniałem dodać, że bardzo piękne Twoje zdjęcie Monumentu Waszyngtona o świcie …
    wybór klasycznych motywów greckich myślę miał kojarzyć z tradycją demokratyczną i jakby odciąć się od tradycji królewsko-brytyjskich ..Amerykanie nie lubią koronowanych głów no chyba, że te są daleko :^) …

    bardzo polecam Waszyngton na wiosnę .. bardzo lubię to miasto

    http://peregrino-pl.blogspot.com/2014/04/hanami-u-pana-jeffersona.html

  • Mam podobne odczucia co do USA.Polecam książke „Listy przeciwko wojnie”znanego dziennikarza Tiziano Terzani opisuje opierając się na faktach menatalnośc tego kraju. Pozdrawiam serdecznie.

LEAVE A COMMENT

%d bloggers like this: